Nie lubią zdrowej żywności?
Uczniowie nie mogą kupić już w szkolnych sklepikach chipsów, paluszków czy czekoladowych batonów. Wraz z początkiem nowego roku szkolnego niezdrowe produkty zostały wycofane ze sprzedaży. Zmiana ma przyczynić się do walki z otyłością u dzieci. - Pamiętajmy, by prawidłowe nawyki żywieniowe kształtować już od najmłodszych lat - radzi dietetyk Anna Suwaj.
Od 1 września 2015 obowiązuje nowelizacja ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia, w której zawarto zakaz sprzedaży niezdrowej żywności na terenie przedszkoli, szkół i placówek oświatowych. - Chodzi o produkty o wysokiej zawartości nasyconych kwasów tłuszczowych, soli i cukru, które mogą szkodzić dzieciom. Są to m.in. fast foody, chipsy czy słodkie napoje. Działania te mają na celu przede wszystkim walkę z otyłością u dzieci - tłumaczy Anna Wietrzyk, rzecznik prasowy Kuratorium Oświaty w Katowicach.
Owoce zamiast chipsów
- Uważam, że to dobry pomysł, by ze szkolnych sklepików zniknęła niezdrowa żywność - mówi dietetyk Anna Suwaj. - Do tej pory dzieci miały nieograniczony dostęp do szkodliwych produktów - wysokokalorycznych, bogatych w tłuszcze i węglowodany proste, zawierających mnóstwo nieodżywczych dodatkowych substancji chemicznych, a pozbawionych witamin i składników mineralnych.
Nasza rozmówczyni podkreśla, że kształtowanie prawidłowych nawyków żywieniowych ważne jest od najmłodszych lat, ponieważ będzie miało ono odzwierciedlenie w dorosłym życiu. - Dzieci, u których stwierdzono nadwagę lub otyłość prawdopodobnie będą je miały również w życiu dorosłym. Sprzyjają one rozwojowi takich schorzeń, jak choroby serca, nadciśnienie tętnicze, cukrzyca typu 2, choroby układu oddechowego, a nawet choroby nowotworowe.
Nadwaga i otyłość to nie jedyne zagrożenia spowodowane nieprawidłowym odżywianiem. Dieta bogata w węglowodany proste niszczy szkliwo i sprzyja rozwojowi próchnicy, a także zwiększa pobudliwość u dzieci i wzmaga agresję. - W szkolnych sklepikach powinny się znaleźć zdrowe, pełnowartościowe produkty, m.in. kanapki z pełnoziarnistego pieczywa z dodatkiem wędlin i warzyw, przetwory rybne lub jajeczne, przetwory mleczne, płatki zbożowe, owoce, orzechy, niegazowana woda mineralna, świeżo wyciskane soki owocowe i warzywne oraz sałatki - podkreśla Anna Suwaj.
Brakuje sklepiku
O zdanie na temat zmian w szkolnych sklepikach zapytaliśmy Aleksandrę Pękalę, dyrektorkę Zespołu Szkół Ogólnokształcących im. S. Żeromskiego i Szkoły Podstawowej nr 22 w Bielsku-Białej. - W naszej szkole sklepik funkcjonował od siedemnastu lat. Można w nim było kupić napoje (soki, wodę, colę), kanapki (bułki z wędliną, serem i warzywami), drożdżówki, mini - pizze na ciepło, jogurty z owocami (musli i naturalne), paluszki z makiem i sezamem, jabłka, batony z suszonych owoców, suszone owoce, orzechy, słodycze (wafelki z czekoladą i bez, batony, cukierki) i ciepłe napoje (herbata, czekolada i kawa dla pełnoletnich uczniów).
Dyrektorka podkreśla, że sklepik cieszył się dużym zainteresowaniem uczniów. - Ajent pomieszczenia na początku nowego roku szkolnego zamknął sklepik. Do tej pory nie zastąpiono go innym. To ajenci sklepików decydują o ich likwidacji. Obawiają się, że tak bardzo ograniczona gama produktów, które są dozwolone do sprzedaży nie pozwoli im na utrzymanie działalności. Uważają, że dzieci i młodzież nie będą kupować dozwolonych produktów w wystarczającej ilości, by sklepik był rentowny - dodaje Aleksandra Pękala.
Uczniom brakuje sklepiku, niezadowoleni są również rodzice. - Rodzice naszych uczniów włączyli się w poszukiwanie kolejnego ajenta do prowadzenia działalności. Czasami nie mają czasu na przygotowanie dziecku drugiego śniadania. Sklepik był dobrym rozwiązaniem - kończy dyrektorka.
Tekst i foto: Anna Bodzek
Komentarze 42
NATURALNA SELEKCJA i jeszcze poprawcie dopalaczami ! bo przecież milicja musi ścigać ,media muszą wołać ,że to zagraża zdrowiu ,życiu !!!!!!! a i tak biorą pół mózgi ...
Jak matka nie umie zrobić wam kanapki, ....... to sami sobie zróbcie
Kiosk szkolny to nie jest sklep spożywczy , żarcie trzeba nosić z domu
Efekt tej "cudownej" ustawy jest taki. W całej Polsce niektóe dzieci rano zaopatrują się w plecaki pełne batonów, chipsów, coli, drożdzówek i rozprowadzają po szkole. W jednej szkole chłopiec nawet tosty robi na przerwie i sprzedaje, dzienny utarg 20 zł. Ustawa wcale nie miała działać przeciw otyłości. Miała zupełnie inny cel i on został zrealizowany. Zlikwidować szkolne sklepiki. Ajenci rezygnują z prowadzenia takich sklepików, ponieważ jest to nieopłacalne. Jednak gorsza sprawa to taka, że dzisiaj dzieci,jutro dorośli. Dożyliśmy czasów, że nie wiadomo czego to Rząd może nam nie zakazać. W wolnym Kraju takie rzeczy są abstrakcją, a tutaj to się dzieje na naszych oczach. Teraz dziecko kupi sobie słodycze na zapas. W dodatku pełnoletni uczniowie nawet drożdzówki czy kawy nie mogą sobie kupić, bo przecieć ta ustawa obowiązuje nie tylko w podstawówkach. Jak widać po działaniach Rząd nie traktuje ludzi poważnie, tylko jak idiotów którym trzeba zakazać tego czy tamtego. Ustawa dot. kierowców. Kolejny przykład i efekt. W zeszłym roku 45% kierowców przekraczało prędkość w terenie zabudowanym, w tym roku jest to 75% bo kierowcy kalkulują ile mogą przekroczyć dozw. prędkość. Jeśli Rząd z czymś walczy to skutki są zawsze odrwotne. I obecna klika w sejmie nigdy nie zrozumie dlaczego tak się dzieje. Ci ludzie są niereformowalni.
Głąby kapuściane, patologia i debile rosną na waszych oczach .
I to ma sens - cukier i polepszacze smaku to najbardziej powszechny legalny narkotyk, mało kto zdaje sobie sprawę jak bardzo jest od tego uzależniony. To z tego bierze się większość chorób cywilizacyjnych.

Klauzula informacyjna ›