Dwudziestu mężczyzn oraz jedna kobieta po dwóch latach ćwiczeń i szkoleń dołączyło do elitarnego grona ratowników Beskidzkiej Grupy GOPR. W Żywcu Moszczanicy w minioną sobotę świętowano Beskidzki Dzień Ratownika.

Uroczystość rozpoczęła się od mszy odprawionej w warunkach polowych nieopodal zajazdu Szałas. Następnie kandydaci na ratowników złożyli uroczystą przysięgę. - Raz w roku zdarza się taki dzień, kiedy spotykamy się w bardzo szerokim gronie. Przyjmujemy wtedy nowych adeptów ratownictwa górskiego, a także nagradzamy i wyróżniamy tych, którzy wiele lat w tej służbie są - powiedział nam Jerzy Siodłak, naczelnik Grupy Beskidzkiej GOPR.

Grupa Beskidzka GOPR jest największą jednostką tego typu w Polsce, liczy blisko 500 ratowników, w tym dwudziestu zawodowych. Zabezpiecza teren o powierzchni około 3 tys. km kw. Rocznie obsługuje ok. 2 tys. wypadków, czyli prawie jedną trzecią wszystkich zdarzeń w górach. Aby zostać ratownikiem górskim, należy w pierwszej kolejności zdać egzamin wstępny. Sprawdzane są kwalifikacje związane z umiejętnością poruszania się w górach, m.in. jazda na nartach, a także znajomość topografii gór.

 - W dalszej kolejności weryfikujemy podejście kandydatów na ratowników: czy mają właściwe podejście do pracy w górach - dodaje naczelnik Siodłak. - Po ukończeniu cyklu szkoleń pozostają u nas na wiele lat. Ponad 90 proc. ratowników Beskidzkiej Grupy GOPR to wolontariusze, czyli ludzie, którzy na co dzień wykonują inne zawody, a swój wolny czas poświęcają górskiemu ratownictwu.

W obchodach Beskidzkiego Dnia Ratownika uczestniczyli seniorzy GOPR oraz przedstawiciele służb współpracujących.

Tekst i foto: Mirosław Jamro