Pani Jola* jest zadbaną, sympatyczną brunetką po trzydziestce. Pracuje w jednym z bielskich banków. Spotykamy się w siedzibie Fundacji Pozytywnych Zmian, z którą młoda bielszczanka nawiązała kontakt na początku roku. Jak sama przyznaje, szukała pomocy i wsparcia.

 - Czułam się osamotniona i psychicznie wykończona ciągłą walką - zwierza się Jolanta, która od czterech lat toczy sądowe batalie przeciwko byłemu mężowi, Mariuszowi. Ma z nim pięcioletnią córkę, Marysię. W lipcu 2015 Mariusz został w pierwszej instancji skazany za pobicie byłej żony. To już jego drugi wyrok (wcześniej za znęcanie się nad małżonką dostał dwa lata w zawieszeniu). Jolanta ma nadzieję, że decyzja sądu zakończy jej gehennę, która zaczęła się w 2007, kiedy wyszła za Mariusza.

Od wyzwisk do rękoczynów

Początek ich związku nie zapowiadał kłopotów. Jolanta czuła się szczęśliwa i zafascynowana przystojnym, zamożnym mężem. - Byłam tak zaślepiona, że nie dostrzegałam w jego zachowaniu niczego niepokojącego - wspomina. - Nie zważałam na coraz częstsze wyzwiska i awantury z jego strony. Z czasem jednak agresja słowna przerodziła się w przemoc fizyczną: wykręcanie rąk, szarpanie za włosy, duszenie. Gdy mu się coś nie spodobało, potrafił nagle wstać i uderzyć mnie pięścią w twarz - opowiada pani Jola.

Partner starał się ją zamknąć w czterech ścianach i całkowicie od siebie uzależnić. - Chciał, żebym zerwała kontakty z rodziną. Po urodzeniu dziecka nalegał, żebym zrezygnowała z pracy - tłumaczy Jolanta. - Kiedy mnie pobił, do pracy mogłam wrócić dopiero po zagojeniu się ran. Uważał, że brudy trzeba prać w domu.

Do pracy zakładała ciemne okulary. Koleżanka zauważyła jednak kiedyś, że ma podbite oko. Wtedy w Jolancie coś pękło i po raz pierwszy wszystko opowiedziała. Za namową powierniczki poszła do Podbeskidzkiego Ośrodka Interwencji Kryzysowej.

Faza miesiąca miodowego

 - Pani psycholog od razu chciała sporządzić wniosek na policję - wspomina Jolanta, której niestety zabrakło wówczas determinacji. - Po kilku dniach, kiedy Mariusz przyszedł z kwiatami przeprosić, przebaczyłam mu. Przekonałam panie z ośrodka, żeby nie kierowały wniosku na policję, chociaż ostrzegały mnie, żebym nie brała deklaracji męża za dobrą monetę. Byłam wtedy bardzo naiwna - przyznaje z żalem Jolanta, która dziś wie, że ten okres w związkach przemocowych to tzw. faza miesiąca miodowego.

„Miesiąc miodowy” szybko się skończył. Wrócił koszmar, a wraz z nim kłótnie i rękoczyny. Pani Jola miała już tego dosyć. Za którymś razem oświadczyła mężowi, że odchodzi. Wtedy wydarzyło się coś, co do dziś wywołuje w niej lęk. - Mariusz wyciągnął z szuflady służbowy pistolet, siłą wepchnął mi go do ręki, przystawił sobie do głowy i krzycząc: „Skoro jestem takim sk…, to mnie zabij” zaczął naciskać na spust - relacjonuje kobieta. - Hałas obudził Marysię, która płakała w pokoju obok. Zrozumiałam, że muszę uciekać - dodaje ściszonym głosem.

Po awanturze były zwyczajowe kwiaty i obietnice poprawy. Jolanta zadbała o pozory. Sprawiała wrażenie, że wybacza i zgadza się dać Mariuszowi jeszcze jedną szansę. Odczekała, aż mąż wyjedzie w zagraniczną delegację. Była jesień 2011, kiedy nie mówiąc nic nikomu spakowała się i wyprowadziła z córką z domu.

Wciąż temat tabu

Cztery lata, które minęły od tego czasu nie przyniosły pani Joli ukojenia. Mimo rozwodu, spraw karnych i boju o alimenty, kobieta wciąż nie może się uwolnić od byłego męża. Mariusz pobił ją jeszcze raz, pół roku po zerwaniu. Do dziś ją śledzi, wszczyna awantury przed przedszkolem Marysi, nęka telefonami i SMS-ami. - Liczę jednak, że tym razem nie uniknie więzienia, a ja wreszcie odzyskam spokój - nie traci nadziei Jolanta.

 - Sprawcy to często osoby o mocnej osobowości i powikłanej psychice, dlatego łatwo się nie poddają - komentuje Alina Kula z bielskiej Fundacji Pozytywnych Zmian, która opiekuje się kobietami-ofiarami przemocy domowej. Oprócz bezpośredniej pomocy psychologicznej, fundacja stworzyła internetową mapę województwa śląskiego z adresami instytucji, które udzielają poszkodowanym wsparcia. Inicjatywie patronuje Wojewoda Śląski.

Alina Kula jest przekonana, że przemoc domowa nie może być dłużej w Polsce tematem tabu. - Kobiety nią dotknięte nie powinny się wstydzić o tym mówić. Najgorsze jest ukrywanie prawdy - ocenia działaczka fundacji, podkreślając, że każdy kto jest świadkiem przemocy powinien reagować i zgłaszać takie przypadki organom ścigania. Z policyjnych statystyk wynika, że w Polsce każdego roku ma miejsce ok. 70 tys. interwencji spowodowanych przemocą w rodzinie. Są jednak badania, które szacują liczbę kobiet doświadczających przemocy domowej na 1 mln rocznie.

MCI

*Niektóre imiona oraz fakty z życia bohaterów reportażu zostały zmienione.