Burzliwe dzieje szwajcarskiej perełki
Dla turystów wypoczywających w regionie Podbeskidzia Szyndzielnia jest jedną z najpiękniejszych atrakcji turystycznych. Nasza redakcja postanowiła odkryć tajemnice związane ze znajdującym się tam schroniskiem.
W XIX wieku turystyka górska była jednym z najpopularniejszych sportów. Coraz więcej gości zaczęło przyjeżdżać w nasze regiony, żeby ją uprawiać. Budowa schronisk stała się więc koniecznością. W 1893 roku we Frydku powstała organizacja turystyczna Beskidenverein, której celem było tworzenie bazy noclegowej dla amatorów górskich wędrówek. Jej bielski oddział chciał dysponować własnym schroniskiem. Młoda organizacja nie dysponowała jednak odpowiednimi finansami, więc we współpracy z właścicielem schroniska na Magurze - Adolfem von Klobusem - rozbudowała jego obiekt. Niestety, w 1895 roku podczas otwarcia nowego budynku wybuchł pożar, który go całkowicie pochłonął.
Winiarnia i alpinarium
Po tej klęsce, towarzystwo Beskidenverein szukało miejsca na budowę nowego schroniska. Ostatecznie wybrano Szyndzielnie, którą Niemcy nazywali Kamienicką Płytą. Z pomocą przyszły władze miasta Bielska, które udostępniły działkę i zaoferowały pomoc finansową. Projekt schroniska narysował sam Karol Korn, projektant wielu budynków w naszym mieście. Po rocznej budowie, 18 lipca 1897 roku nastąpiło uroczyste otwarcie nowego schroniska.
Stworzony w szwajcarskim stylu nowoczesny budynek dysponował 53 sypialniami, łazienkami, restauracją oraz winiarnią. W najwyższej izbie, w schroniskowej wieży mieściła się stacja meteorologiczna. Goście i pracownicy placówki mieli także do dyspozycji telefon i telegraf. Schroniskowa restauracja szybko zyskała sławę dzięki wybornym daniom i różnym rodzajom piwa. Dzięsięć lat później znany bielski ogrodnik i działacz Beskidenverein Eduard Schnack założył przy schronisku alpinarium, w którym rosło prawie pół tysiąca różnych gatunków roślin.
Niestety, w okresie napiętych stosunków polsko-niemieckich Polacy nie byli mile widziani w tym miejscu, w pierwszych latach jego istnienia. Zmieniło się to w dwudziestoleciu międzywojennym.
Wojenna zawierucha
Schronisko na Szyndzielni odegrało rolę także w okresie II wojny światowej. Najpierw było miejscem zjazdów i spotkań młodych faszystów z Hitlerjugend. Wtedy także powstała droga z Dębowca na Szyndzielnię. Potem, gdy do Beskidów zbliżały się wojska sowieckie, wokół schroniska wykopano okopy i doszło do bitwy o Szyndzielnię. W jej wyniku budynek uległ znacznym zniszczeniom.
Po wojnie budynek przejęło Polskie Towarzystwo Tatrzańskie, które po szybkim remoncie już w czerwcu 1945 roku przyjmowało pierwszych gości. W 1953 roku zbudowano kolejkę linową na Szyndzielnię, dzięki czemu schronisko zyskało popularność wśród turystów. Niedługo potem poszerzono bazę noclegową do 78 miejsc.W 1985 roku schronisko ucierpiało na skutek pożaru.
Piękny budynek na Szyndzielni od początku cieszył się zainteresowaniem wydawców kartek pocztowych. Istnieje około 100 pocztówek przedstawiających ten obiekt, większość z okresu międzywojennego.
Agnieszka Pollak-Olszowska
Foto: http://www.it.bielsko.pl/banery/23.jpg
Komentarze 14
Czyli jednak... Szyndzielnia nie leży już w Beskidach, tylko pod nimi... A mōwili, że to Sowieci kreatywni byli... LOL.
"Niestety, w okresie napiętych stosunków polsko-niemieckich Polacy nie byli mile widziani w tym miejscu, w pierwszych latach jego istnienia. Zmieniło się to w dwudziestoleciu międzywojennym."
Co to za bzdura? Nikt nie był niemiło widziany, wystarczyło mōwić w ogōlnie obowiazujacym jezyku, niemieckim.
1. Miałem 8-10 lat. Ojciec zorganizował wycieczkę na Szyndzielnię, z noclegiem. Mieliśmy pokój 4-osobowy z trzypiętrowym łóżkiem. Łóżko najwyższe było opuszczane na łóżko środkowe na lince przy pomocy korbki. Wówczas po drabince można było na nie wejść i ktoś musiał je podnieść omal pod sufit, by można było zająć łóżko środkowe. Z młodszym bratem walczyliśmy o to ruchome łóżko.
2. Rok 1954, może 55. Do szkoły w Mikuszowicach Śl. przyszła nowa, młoda i ładna nauczycielka. Była opiekunką harcerstwa. Ku naszemu zdziwieniu zbiórkę harcerską zarządziła w schronisku na Szyndzielni. Wytłumaczyła jak tam dojść i kazała po szkole, o 16.oo stawić się na zbiórce. Na górze okazało się, że schronisko jest nieczynne. Przypominam sobie, że zbiórka była w oszklonym baraku, oddzielnie stojącym. Kojarzę go sobie z robotnikami odbudowującymi lub remontującymi schronisko. O baraku nie wspomniano w artykule.

Klauzula informacyjna ›