Tamara Sabelnikowa mieszka blisko linii frontu, na terytorium kontrolowanym przez siły rządowe. Kiedy w Donbasie wybuchły walki, pracowała jako wykładowca na jednej z donieckich uczelni. W zeszłym tygodniu spotkała się z bielszczanami, by opowiedzieć o sytuacji w ogarniętej wojną ojczyźnie.

Tamara Sabelnikowa przyjechała do Bielska-Białej na zaproszenie byłej eurodeputowanej Grażyny Staniszewskiej, by wziąć udział w spotkaniu pt. „Donbas od początku wojny do dziś”. Bielszczanie usłyszeli dramatyczną relację z ogarniętego wojną kraju.

Przed wojną Tamara Sabelnikowa wykładała historię i kulturę Ukrainy w Donieckim Instytucie Prawa. Instytut, podlegający MSW, kształci kadry ukraińskiej milicji. Kiedy separatyści opanowali miasto, uczelnia została ewakuowana najpierw do Mariupola, a następnie do Krzywego Rogu w obwodzie dniepropietrowskim.

Tamara Sabelnikowa mieszka w małej miejscowości położonej kilka kilometrów od Doniecka. Na zdjęciach, które pokazywała widać ślady ciężkiego ostrzału, od którego ucierpiał także jej dom. – Gdy w mieście przestały działać wodociągi, wojsko dowoziło wodę beczkowozami – relacjonowała bielszczanom Ukrainka. – Ustawiały się długie kolejki. Kiedy ludzie czekali z wiadrami i baniakami, nadlatywały pociski. Było wielu zabitych i rannych, ginęły także dzieci – opowiadała Tamara Sabelnikowa.

Ukrainka przyznała, że mieszkańcom Donbasu wciąż towarzyszy strach i niepewność. – Boimy się i jesteśmy  zmęczeni życiem w nieustannym stresie – nie kryła Tamara Sabelnikowa, gdy zapytaliśmy o groźbę otwartej inwazji ze strony Rosji. – Z drugiej strony wiemy, że jeśli zaczniemy się cofać, to prędzej czy późnej stracimy wszystko – podkreśliła nasza rozmówczyni.

FOTO Tamara Sabelnikowa (czwarta z lewej ) w towarzystwie Grażyny Staniszewskiej na bielskim Rynku.

MCI