Autobus czy piekarnik?
Do Bielska-Białej niebawem zapuka normalność. Ratusz obiecuje, że kolejne zakupione autobusy MZK będą już wyposażone w klimatyzację. Tymczasem jednak jazda miejską komunikacją podczas afrykańskich upałów jest prawdziwą udręką.
Na termometrze ponad trzydzieści stopni Celsjusza w cieniu. Powietrze drga od gorąca. Na przystanek podjeżdża wypełniony po brzegi autobus. Po chwili ze środka wypływa masa umęczonych pasażerów. Łapią powietrze niczym wyciągnięte z wody karpie. Pot zalewa oczy. Starsi ludzie niemal chwieją się na nogach, przegrzane dzieci marudzą, ich matki są poirytowane.
- To jakiś koszmar - wzdycha starsza kobieta, objuczona zakupami. - Jeszcze chwila i bym zemdlała. Na szczęście, to koniec koszmaru. Dla tych, którzy już wysiedli z przegubowca. Ci, którzy właśnie do niego wchodzą, walczą o strategiczne miejsce tuż przy małych okienkach. Może uda się podczas jazdy złapać łyk świeżego powietrza. Oby…
Żaden luksus
Takie obrazki, jak powyżej znają wszyscy, którzy zmuszeni są do korzystania z autobusów komunikacji miejskiej. Ludzie zastanawiają się, dlaczego u licha, pojazdy MZK w Bielsku-Białej nie mają klimatyzacji? W dobie, kiedy nie jest już żadnym luksusem, gdy w innych miastach - mniejszych i znaczniej mniej majętnych - staje się standardem, autobusy bez klimatyzacji, to przeżytek, a już z całą pewnością wyraz zaniedbania ze strony rządzących. Na horyzoncie pojawiła się jednak jaskółka, i to całkiem konkretna.
Będzie chłodniej…
- Planujemy zakup pięćdziesięciu autobusów, w najbliższym czasie - ujawnia Tomasz Ficoń, rzecznik prasowy bielskiego Ratusza. - Wszystkie z klimatyzacją. Nareszcie. Rzecznik jednak nie potrafi określić, co oznacza „w najbliższym czasie”. Na pewno jednak przyszłe lato w bielskich autobusach MZK będzie inne - normalne, jak w innych miastach.
i bez eksperymentów
Przy okazji dowiadujemy się, że aby całkowicie odnowić tabor i wyeliminować z użytkowania najstarsze autobusy, należałoby ich zakupić o piętnaście więcej. Na to jednak miasta nie stać. Jak również na „ryzyko”, jak się wyraził Tomasz Ficoń, inwestowania w tzw. tabor ekologiczny, czyli pojazdy zasilane energią elektryczną bądź gazem.
- Unia, co prawda, daje na takie autobusy dotacje, ale i nasz wkład własny musiałby być znacznie większy - wyjaśnia urzędnik. - W liczbach wygląda to tak, że gdybyśmy mieli kupić autobusy ekologiczne moglibyśmy wymienić zaledwie dwadzieścia pojazdów…
Będzie więc pięćdziesiąt na paliwo tradycyjne, za to z klimatyzacją.
KO
Komentarze 37

Klauzula informacyjna ›