Potop szwedzki był jednym z najbardziej tragicznych wydarzeń w dziejach naszego państwa. Nie wszyscy wiedzą jednak o tym, że potomkowie wikingów zainteresowali się Podbeskidziem. Do bitwy polsko-szwedzkiej doszło w obecnych granicach administracyjnych Bielska-Białej.

Najazd szwedzki spadł na Polskę w lipcu 1655 roku. Nasz kraj był wtedy osłabiony powstaniem Chmielnickiego i wojną z Rosją. Nazwa „potop” wzięła się stąd, że nie napotykając większego oporu, wojska Karola X Gustawa rozlały się po całym kraju. Wobec tej tragicznej sytuacji, wierność Janowi Kazimierzowi dochowały wspierany przez Holandię i Gdańsk, Zamość, Lwów i co ważne dla historii naszego regionu, Żywiec. Gdy Szwedzi podjęli zbrojną wyprawę nad Sołę, na terenie ówczesnej wsi, a dzisiejszej dzielnicy Bielska-Białej, Mikuszowic doszło do bitwy polsko-szwedzkiej.

Zażądali wysokiej daniny

Szwedzi po raz pierwszy zainteresowali się Żywcem po zdobyciu Krakowa w październiku 1655. Zażądali od miasta wysokiej daniny, a także uznania zwierzchnictwa ich króla. Żywczanie nie mieli zamiaru przystać na takie warunki, więc postawili fortyfikacje na drogach prowadzących do miasta - jedną w Międzybrodziu, a drugą w Mikuszowicach. Zima minęła spokojnie, chociaż w okolicach Straconki pojawiały się szwedzkie armaty. Bitwa rozpoczęła się w marcu.

 - Roku tegoż 1656, dnia 8 marca Szwedzi napadli na szańce od Bielska mikuszowskie - pisał żywiecki kronikarz Andrzej Komaniecki. - Gdzie szlachty polskiej kilkadziesiąt wprzód podskoczyło do szańców, konnych. Odporu im dać nie możono, gdyż naszych tylko nie donosiło półtrzecia set (…). Tam na harcu pan Jan Grzegorz z Rebelia Forusiński, administrator łodygowicki postrzelony jest. Malcher Mamucha, mieszczanin żywiecki, kilka postrzałów otrzymał i doszedłszy do Bielska tam u cyrulika umarł. I tak rozgromiwszy naszych, Szwedzi szli dalej (…).

Jak chłopi uratowali Żywiec

Bitwa skończyła się tragicznie dla dzielnych obrońców naszego regionu. Szwedzi spalili kilka bielskich domów, a Mikuszowice i Wilkowice - jak pisał kronikarz - obrócili w popiół. Kilka godzin później podeszli pod Żywiec. W tamtejszym zamku uwięziono skandynawskich oficerów, ośmiu żołnierzy i jednego trębacza. To właśnie za sprawą tego ostatniego Szwedzi dostali sygnał, że przyzamkowy ogród jest niebroniony. Dzięki temu jego rodacy zajęli i zrabowali Żywiec.

Źródła historyczne mówią, że Żywiec wpadł w szwedzkie władanie za sprawą zdrady. Ówczesny starosta żywiecki Marcin Piegłowski miał spore majątki w okolicach Krakowa. Szwedzi obiecali, że ich nie obrabują, jeśli bramy Żywca staną przed nimi otworem. Panowanie Szwedów w tym mieście nie trwało jednak długo. Po kilku dniach napadli na nich okoliczni chłopi, skutkiem czego potomkowie wikingów uciekli.

Wycofali się przez Bielsko w stronę Krakowa, podpalając po drodze domy i stajnie. Źródła historyczne notują, że król Jan Kazimierz wynagrodził żywiecką wierność przez nadanie miastu cennych przywilejów.

Agnieszka Pollak-Olszowska

Foto: zywiecinfo.pl