Wiosną nawet mały trawnik koło domu w ciągu tygodnia lub dwóch potrafi solidnie zarosnąć i konieczne jest regularne koszenie trawy. Jak w Bielsku-Białej pozbyć się odpadów zielonych, gdy nie mamy własnego kompostownika, a natura produkuje znacznie więcej ponad limit ustalony odgórnie przez władze miejskie? Postanowiliśmy sprawdzić to na własnej skórze.

Krok 1: Problemy biurokratyczne
Od 1 kwietnia służby miejskie odpowiedzialne za transport do ZGO odbierają od nas tylko po jednym worku odpadów zielonych miesięcznie. Aby pozbyć się większej ilości trawy z przydomowego ogródka, trzeba przejść procedurę biurokratyczną. Konieczne formularze można ściągnąć ze strony www.zgo.bielsko.pl/oferta,pszok,21.html. Należy je wydrukować i wypełnić. Za każdym razem trzeba przebrnąć przez tę samą procedurę administracyjną. Jeżeli właścicielem ogródka jest osoba starsza, już na tym etapie powinna poprosić kogoś o regularną pomoc.

Formularz zajmuje dwie strony A4 i wymaga podania sporej liczby danych osobowych. Kuriozalne jest oświadczenie dotyczące przyczyn dostarczania dużej ilości odpadów. Dobrze jest odpady zważyć, choć przechodzą wyliczenia "na oko". Mamy nadzieję, że w przyszłości decydenci nie wpadną na pomysł podawania dokładnej wagi, co do grama. Sprawa komplikuje się, gdy odpady dostarcza osoba nie będąca mieszkańcem Bielska-Białej. Dokumenty są nafaszerowane taką ilością danych, że na ich podstawie można by dostać pożyczkę i jednocześnie ją poręczyć.

Krok 2: Transport
Odpady zielone przyjmowane są w PSZOK mieszczącym się przy bramie Zakładu Gospodarki Odpadami w Lipniku. Szczęśliwi ci, którzy nie muszą brnąć do niego przez całe miasto. Trudno wyobrazić sobie przewożenie 20 kg gnijącej trawy autobusami MZK. Dlatego konieczne jest auto. Niezmotoryzowani mogą mieć problem, bo nie wiadomo, czy taksówkarze chętni będą do przewożenia problematycznego ładunku.

KROK 3: Odprawa
W drodze do PSZOK zatrzymujemy się na niewielkim parkingu przed bramą. Najpierw jest odprawa. Kontrola dostarczonych dokumentów i danych w nich zawartych trwa kilka minut i może wymagać dodatkowych uzupełnień. Po ich przejściu czujemy się jak podejrzani o przeszmuglowanie odpadów radioaktywnych lub kilku kilogramów konopi indyjskich. Cieszy, że twórcy procedury zrezygnowali z rewizji osobistej, choć mogłoby to jeszcze bardziej zniechęcać klientów do korzystania z usługi.

KROK 4: Wreszcie wrzucamy
Kontenery na śmieci stoją przed nami otworem. Osobno wrzucamy trawę (kontener nr 13) i osobno gałęzie (kontener nr 2). Osobom starszym lub słabszym fizycznie konieczna może okazać się pomoc przy wrzucaniu większych worków. Po zdaniu odpadów możemy odejść. Do następnego razu - za tydzień albo dwa.

Podsumowanie. Biurokracja jest absurdalnie rozbudowana w stosunku do prostej sprawy oddania kilku worków skoszonej trawy. Osoby leniwe lub mniej cierpliwe wysypią śmieci po prostu w miejscu niedozwolonym. W przypadku osób starszych, bez dostępu do komputera i internetu oraz niezmotoryzowanych procedura może okazać się nie do przejścia. Dla przypomnienia: za powyższe niedogodności każdy bielszczanin musi co miesiąc zapłacić.

Tekst i foto: Piotr Bieniecki