Uważają, że bielski Ratusz jest „skołowany” ideą transportu kołowego. Są przekonani, że to zasadniczy błąd i proponują, by wzorem innych miast postawić na nowoczesne, ekologiczne szynobusy. Twierdzą, że taka sieć mogłaby połączyć cały subregion południowy województwa śląskiego. Dlatego niedawno powołali inicjatywę Kolej Na Bielsko.

 - Szczęśliwie się składa, że w naszym mieście krzyżują się trakcje kolejowe na osiach zachód-wschód i północ-południe - tłumaczy Bogumił Kanik, ratownik GOPR i harcmistrz ZHR, jeden z twórców inicjatywy Kolej Na Bielsko. - Stwarza to możliwość objęcia linią kolejki podmiejskiej tras od Czechowic-Dziedzic po Żywiec, i od Kęt po Cieszyn.

Alternatywa na szynach

Twórcy inicjatywy Kolej Na Bielsko podkreślają, że w planach rozwojowych województwa śląskiego zakłada się zwiększenie roli transportu szynowego. Przewidują one, że „podstawowym spoiwem systemu transportu publicznego w subregionie południowym powinien być transport kolejowy”.

 - Tymczasem władze naszego miasta skupiają się na zakupie nowych autobusów - uważa Przemysław Olek z inicjatywy Kolej Na Bielsko, prawnik i wiceprzewodniczący Rady Osiedla Mieszka I. - To zdecydowanie za mało - dodaje.

Szybka kolej podmiejska mogłaby przywrócić życie nieczynnej od dwóch lat linii kolejowej 190 Bielsko-Cieszyn. - Ułatwiłoby to życie wielu osobom, które codziennie dojeżdżają do pracy w Bielsku-Białej - przewiduje Przemysław Olek.

Węzeł w Wapienicy?

Przedstawiciel Kolei Na Bielsko tłumaczy, że projekt ożywienia linii kolejowej 190 przy wykorzystaniu szynobusów dobrze wpisuje się w stosowane na Zachodzie rozwiązanie Park&Ride. Polega ono na tym, że mieszkańcy miejscowości peryferyjnych, udając się do centrum, pozostawiają samochody na parkingach usytuowanych na obrzeżach miasta, obok węzłów transportu publicznego. Dalsza część podróży odbywa się środkami komunikacji miejskiej.

 - Taki węzeł powinien powstać w Wapienicy - przekonuje Przemysław Olek. - To ostatnie miejsce na drodze ekspresowej z Cieszyna, gdzie można wjechać do miasta, nie wbijając się w korek. Mógłby tam powstać duży parking i przystanek przesiadkowy szynobusu.

Kolej podmiejska to jednak nie tylko ekologia i wygodna alternatywa dla zmotoryzowanych. To także szansa na zintegrowanie i rozwój turystyczny całego subregionu. Członkowie Kolei Na Bielsko uważają, że impuls powinien wyjść od władz Bielska-Białej.

Czarna Afryka

 - Przeładowane busiki na trasach podmiejskich przypominają obrazki z Czarnej Afryki - argumentuje Janusz Darasz, członek inicjatywy, przewodniczący Rady Osiedla Mieszka I. - W interesie Bielska-Białej i np. Beskidzkiej 5 leży stworzenie jednego organizmu komunikacyjnego, dzięki któremu można by wyjść do turystów ze wspólną ofertą - ocenia Janusz Darasz. - Niestety, pod tym względem wizja bielskiego Ratusza kończy się na rogatkach miasta - dodaje z goryczą Przemysław Olek.

Mimo, że Ratusz z rezerwą odniósł się do przedstawionych postulatów, członkowie inicjatywy nie składają broni. Planują nadal lobbować na rzecz rozwoju transportu szynowego. W tym celu zamierzają nawiązać współpracę ze Śląskim Ruchem na Rzecz Rozwoju Kolei.

 - Przymierzamy się do zorganizowania festynu kolejowego, być może w oparciu o środki z budżetu obywatelskiego - przybliża Bogumił Kanik. - Myślimy też o odrestaurowaniu przystanku Bielsko-Biała Górne. Obiekt, który powstał przed stu laty znajduje się w fatalnym stanie. Po remoncie mógłby mieścić izbę pamięci poświęconą dziejom kolejnictwa - zauważa Bogumił Kanik.

Członkowie inicjatywy Kolei Na Bielsko chcą, by ich projekt stał się zalążkiem szerszego ruchu miejskiego. - Można się z nami kontaktować za pomocą poczty elektronicznej [email protected] - zachęca Przemysław Olek. - Jesteśmy apolityczni i zapraszamy wszystkich, którym bliskie są nasze idee.

MCI

Na zdjęciu od lewej: Janusz Darasz, Bogumił Kanik i Przemysław Olek. Z tyłu zdewastowany przystanek osobowy Bielsko-Biała Górne.