Bielska prokuratura oskarżyła dwie kobiety o wyłudzenie ok. 450 tys. zł od znajomego mężczyzny, który przez prawie dwa lata pożyczał im pieniądze na leczenie choroby nowotworowej, a nawet sprowadzenie zwłok do kraju. Okazało się, że obie panie były zdrowe.

Pokrzywdzony poznał jedną z oskarżonych w 2010 za pośrednictwem ogłoszenia w gazecie. W trakcie spotkań i rozmów telefonicznych omawiali sprawy rodzinne. Mężczyzna przedstawiał się jako człowiek zamożny, opowiadał o problemach dotyczących postępowania spadkowego. Kobieta zwierzała się ze swoich kłopotów osobistych, związanych z pracą oraz narzekała na złą sytuację materialną. W trakcie jednej z rozmów zwróciła się do mężczyzny z prośbą o udzielenie pożyczki. Od tego momentu przekazywał jej kwoty od 1,5 tys. zł do 4 tys. zł. Ufał kobiecie, gdyż znał członków jej rodziny i nie sporządzał z nią pisemnych umów.

Na leczenie w kraju i za granica

Pewnego razu kobieta telefonicznie oznajmiła, iż jest chora na nowotwór i prosi o pożyczkę na leczenie w jednej z klinik w kraju. Podała numer konta bankowego, na które pokrzywdzony przelał kilkanaście tysięcy złotych. Kobieta upewniała go, że gdy tylko wyzdrowieje, odda wszystkie pożyczone pieniądze z ubezpieczenia. Mężczyzna, chcąc za wszelką cenę pomóc znajomej, zdecydował się na szybką sprzedaż swoich działek po niekorzystnych cenach.

W 2011 oskarżona wynajęła mieszkanie w powiecie bielskim i okazało się, że w tym samym bloku mieszka jej szkolna koleżanka. Podczas rozmów opowiedziała jej o znajomości z pokrzywdzonym i upozorowanej chorobie, na którą dostaje od niego duże pieniądze. Kobiety często rozmawiały o tej sytuacji, traktując sprawę jako żart. Latem tego roku mężczyzna poznał koleżankę swojej znajomej i odtąd pożyczał obu kobietom różne kwoty, m.in. na rzekomy transport do kliniki w Monachium czy kontynuowanie leczenia w USA. Nie posiadał już pieniędzy w gotówce i podjął decyzję o sprzedaży kolejnej nieruchomości.

Na sprowadzenie zwłok

Pewnego wieczoru jedna z oskarżonych płacząc poinformowała go, iż jej przyjaciółka zmarła w USA. W kolejnych dniach kilkakrotnie kontaktowała się z pokrzywdzonym, informując go o problemach z przetransportowaniem zwłok z USA. Oskarżona wskazała, że na ten cel potrzebuje kilkanaście tysięcy złotych, które otrzymała. Zapytana przez niego o termin pogrzebu, wymijająco stwierdziła, iż najpierw musi zostać przeprowadzona skomplikowana procedura formalnego odbioru zwłok przez rodzinę. Pewnego dnia mężczyzna otrzymał informację, że po operacji zmarła też druga oskarżona, również cierpiąca na ciężką, nieuleczalną chorobę.

W roku 2012 pokrzywdzony uległ wypadkowi w pracy, przez co znalazł się w trudnej sytuacji mieszkaniowej i finansowej. Dowiedział się, że oskarżone żyją i złożył zawiadomienie o przestępstwie. W okresie objętym zarzutem pokrzywdzony przekazał kobietom ponad 380 tys. zł w 194 transakcjach bankowych. Jedna z oskarżonych przyznała się do zarzutów i dobrowolnie poddała się karze. Druga nie przyznała się. Grozi jej do 10 lat więzienia. Proces w tej sprawie odbędzie się wkrótce przed Sądem Okręgowym w Bielsku-Białej.

bb