Zgubiło go pijaństwo
Florian Nikifor Maruszeczko był jednym z najgroźniejszych polskich przestępców okresu międzywojennego, podejrzanym o liczne rabunki i zabójstwo kilku osób, w tym dwóch policjantów. Bezwzględny bandyta, który umykał policyjnym pościgom, został zatrzymany w hotelu „Pod Orłem” w Białej. Historię aresztowania pijanego awanturnika opisała gazeta „Siedem groszy”, ówczesny odpowiednik dzisiejszego „Faktu”.
Była styczniowa noc 1938 roku. W sali hotelu „Pod Orłem” trwała właśnie huczna zabawa karnawałowa zorganizowana przez cech krawiecki. W okolicach godz. 23.00 w holu budynku jeden z balowiczów wszczął pijacką awanturę. Na miejsce wezwano policję, która przez długi czas nie miała pojęcia, kim tak naprawdę jest nietrzeźwy mężczyzna.
Obywatelskie zatrzymanie
Skierowany do hotelu „Pod Orłem” posterunkowy Miciński został w czasie próby zatrzymania awanturnika postrzelony w twarz. Mało brakowało, żeby złoczyńca uciekł, lecz przed hotelem został schwytany przez szoferów oraz bialskiego restauratora Franciszka Rączkę, którzy byli świadkami postrzelenia policjanta.
Na posterunku okazało się, że zatrzymany awanturnik to poszukiwany w całym kraju bandyta, Florian Nikifor Maruszeczko. Świadkowie rozpoznali go dzięki portretom pamięciom drukowanym w gazetach, ale policja miała kłopoty z identyfikacją, gdyż nie zgadzały się wszystkie dane osobowe. Do tego pijany, poszarpany jegomość w żaden sposób nie przypominał poszukiwanego przystojnego młodzieńca ze zdjęcia. Po jakimś czasie potwierdzono jednak tożsamość mężczyzny.
Zatrzymany przyznał, że od kilku dni przebywa w Bielsku i Białej, by dokonywać napadów rabunkowych. Maruszeczko wychował się w Krakowie, gdzie od lat był znany tamtejszej policji, która ścigała go m.in. za morderstwa dokonane na terenie Śląska. Żeby go przesłuchać, do Białej specjalnie sprowadzono krakowskiego specjalistę ze służby śledczej, niejakiego Krzywdę.
Skazany na karę śmierci
Maruszeczko zapytany przez policję, dlaczego dał się ująć i to w dodatku przez szoferów odpowiedział: - To tylko przez przypadek! Moim nieszczęściem jest bowiem, że lubię sobie popić. Wódka mnie zgubiła. Inaczej byście mnie nigdy nie złapali!
Świadkowie zajścia opisują, że bandyta udał się na zabawę w hotelu z nowo poznanym bialskim znajomym, żydowskim fryzjerem Jakubem Iglem. Kiedy podchmieleni przyjaciele wchodzili do budynku hotelu, potrącił ich przypadkowy przechodzień. To tak zdenerwowało Maruszeczkę, że sterroryzował pozostałych gości.
W ciągu swojego pięciodniowego pobytu w Bielsku i Białej bandyta nieustannie imprezował, z czego można wywnioskować, że wcześniej ukradł sporą kwotę. Podejrzewano go m.in. o napad na składnicę polskiego Monopolu Tytoniowego w Katowicach, gdzie zrabował 36 tys. ówczesnych złotych. Wiadomo, że zanim zawitał do Białej, bandyta przebywał we wsi pod Garwolinem, skąd uciekł przed policyjnym pościgiem.
Wiadomość o ujęciu Floriana Nikifora Maruszeczki w Białej rozeszła się lotem błyskawicy po całym kraju. Groźnego bandytę umieszczono w areszcie w Bielsku, skąd najprawdopodobniej przeniesiono go do więzienia przy Sądzie Okręgowym w Wadowicach. Z innych źródeł wiadomo, że został skazany na karę śmierci, a wyrok wykonano w sierpniu 1938 roku.
Agnieszka Pollak-Olszowska
Foto: www.podorlem.bls.pl
Redakcja portalu dziękuje panu Jackowi Kachelowi za pomoc w przygotowaniu tego artykułu.



Klauzula informacyjna ›