Aż 135 minut trwało odczytywanie 754 nazwisk osób, które zostały poszkodowane w wyniku upadku bielskiego biura turystycznego Aquamaris. W Sądzie Okręgowym w Bielsku-Białej pojawiły się dziś dwie oskarżone: Katarzyna K. i Ewa K. Grozi im po dziesięć lat więzienia.

Akt oskarżenia wraz z uzasadnieniem liczy 667 stron. Prokurator Przemysław Rączka odczytał dziś ponad 70 kartek. Byłe szefowe bielskiego biura podróży oskarżone są o oszukanie klientów na ponad 2,7 mln zł. Sąd musi przesłuchać 800 świadków. Nie tylko poszkodowanych turystów, ale także właścicieli firm, które kooperowały z Aquamaris. Akta sprawy liczą 97 tomów.

Na dzisiejszej rozprawie pojawił się Kazimierz Kondzioła. Trzy lata temu w lipcu zapłacił 8 tys. zł za wyjazd do Bułgarii. Na wczasy miał pojechać z żoną, synem, synową i wnuczką. - Kupiliśmy też bułgarską walutę. Wszystko kosztowało nas 13 tys. zł. Trzy tygodnie po wpłaceniu pieniędzy dowiedziałem się, że biuro upadło. Otrzymałem 30 zł z ubezpieczenia - mówił przed salą sądową.

Katarzyna K. oraz jej zastępczyni w biurze Aquamaris Ewa K. ze spokojem słuchały długiej listy nazwisk pokrzywdzonych. Andrzej Nastuła, obrońca jednej z oskarżonych wnosił, aby proces odbywał się zamkniętymi drzwiami. Wniosek argumentował m.in. depresją klientki, którą reprezentuje. Sąd nie przychylił się do wniosku obrońcy Jaką strategię przyjmie obrona oskarżonych - tego nie wiadomo. Mecenas Andrzej Nastuła powiedział jedynie, że jego klientka nie przyznaje się do zarzucanych jej przestępstw. - Tutaj decydowały przepisy cywilne, nie było zamiaru, nie było oszustwa - powiedział adwokat.

Według prokuratorów, właścicielka i prezes firmy Katarzyna K. oraz Ewa K. wiedząc, że biuro znajdowało się w fatalnej kondycji finansowej, nadal przyjmowały wpłaty za imprezy zagraniczne. Miały nawet wysyłać ponaglenia klientom, by wpłacili pełną kwotę za wypoczynek w czasie, gdy już wiedziały, że wycieczki nie dojdą do skutku. Kobiety w śledztwie nie przyznawały się do winy.

sza

Foto: sza