Przez klika lat mieli problemy z ogrzewaniem, a teraz ich mieszkanie zalewa woda. Kazina i Franciszek Kuberscy od dwunastu lat mieszkają przy motelu w Wilamowicach i wciąż borykają się z trudnościami bytowymi. - Co mamy zrobić? Jesteśmy starszymi ludźmi, sami sobie nie poradzimy - żalą się lokatorzy. 

Państwo Kuberscy przyjechali do Wilamowic z Kazachstanu, dokąd wysiedlono ich rodzinę podczas II wojny światowej. Cieszą się, że Ojczyzna okazała im serce. Otrzymali mieszkanie przy motelu LKS Wilamowiczanka. - Mają osobne wejście, ale brakuje im dostępu do zaworu z wodą na wypadek awarii. Nie wiedzą z kim mają się kontaktować, jeśli pojawi się problem - podkreśla ich córka, Róża Kuberska. 

Boją się kolejnych awarii

 - W nocy z soboty na niedzielę zadzwoniła do mnie mama mówiąc, że zalewa im mieszkanie. Woda wylewała się z muszli toaletowej, spływała z mieszkań znajdujących się powyżej - mówi pani Róża. - Dzwoniłam do motelu, pracownik obiecał, że skontaktuje się w tej sprawie z prezesem i poinformuje mnie, jaka jest jego decyzja. Nie doczekałam się jednak. Próbowałam ponownie zadzwonić do tego pracownika i ustalić czy czegoś się dowiedział, ale miał wyłączony telefon. Jak się później okazało, przedstawił sprawę prezesowi, który uznał, że nam nie pomoże.

Pani Róża postanowiła skontaktować się z zakładem wodociągów i kanalizacji. Pracownicy zakładu obiecali pomoc, ale dopiero nad ranem. - Byli zdziwieni i oburzeni, że moi rodzice  nie mają dostępu do zaworu z wodą - podkreśla nasza rozmówczyni i dodaje, że mama całą noc wylewała wodę z muszli, by całkiem nie zalało mieszkania. Rano zjawiła się pomoc.

Trudno było jednak opanować awarię. Specjaliści nie mogli sprawdzić pomieszczeń motelu dopóki nie zjawią się jego pracownicy. Przyjechali więc ponownie, później. Udało im się zapanować nad sytuacją, ale nie na długo. - W niedzielny wieczór znów dostałam telefon od mamy. Ponownie zadzwoniłam do zakładu wodociągów i kanalizacji i usłyszałam, że jak do rana nie damy sobie z tym rady, to przyjadą. Myślę - do rana? To już mieszkanie zaleje - żali się pani Róża. Przyjechali, naprawili. Na razie państwo Kuberscy są spokojni. - A jeśli znów wystąpi awaria? Co wtedy? - pyta ich córka.  

Pomóc ma gmina?

Kontaktowaliśmy się w tej sprawie z prezesem LKS Wilamowiczanka Arkadiuszem Bieszczadem. - To mieszkanie państwu Kuberskim udostępniła gmina, nie jest ono naszą własnością - tłumaczył. - Wczoraj rozmawiałem z wykonawcą i w tym tygodniu ma sprawdzić co jest przyczyną zalewania mieszkania państwa Kuberskich - usłyszeliśmy od Tomasza Mynarskiego z wydziału spraw gospodarczych Urzędu Gminy w Wilamowicach. 

Przez kilka lat lokatorzy mieszkania mieli również problemy z ogrzewaniem. - Rodzice marzli, a na ścianach pojawił się grzyb - wspomina pani Róża. Dopiero w tym roku udało się ustalić co było tego przyczyną. Kontrola przedstawicieli gminy wykazała nieprawidłowe działanie kotła grzewczego. - W końcu jest ciepło. Przynajmniej ten problem udało się rozwiązać.

Nasza redakcja ma nadzieję, że dzięki współpracy ludzi dobrej woli uda się rozwiązać kłopoty mieszkaniowe państwa Kuberskich. To jedna z niewielu spośród milionów polskich rodzin rozsianych wbrew swojej woli na terenie b. ZSRR, którym udało się wrócić do Polski.

Anna Bodzek

Foto: archiwum rodziny Kuberskich