Pierwsza rozprawa przed Sądem Rejonowym w Bielsku-Białej już się odbyła, ale formalnie proces się nie rozpoczął. Nie odczytano bowiem aktu oskarżenia. Proces jest precedensowy, gdyż w naszym kraju nieczęsto się zdarza, aby na ławie oskarżonych zasiadali lekarze. Kolejne rozprawy będą odbywać się za zamkniętymi drzwiami, gdyż sąd wyłączył jawność postępowania.

Jarosław Sablik, rzecznik bielskiego Sądu Okręgowego wyjaśnia, że chodzi o dobro poszkodowanych. Duże znaczenie ma też kwestia tajemnicy lekarskiej. - Osoby obowiązane do zachowania w tajemnicy informacji niejawnych o klauzuli tajności "zastrzeżone" lub "poufne" lub tajemnicy związanej z wykonywaniem zawodu (lekarskiej) lub funkcji, mogą odmówić zeznań co do okoliczności, na które rozciąga się ten obowiązek, chyba że sąd lub prokurator zwolni te osoby od obowiązku zachowania tajemnicy, jeżeli ustawy szczególne nie stanowią inaczej - podkreśla sędzia Sablik.

Błędne diagnozy?

Na ławie oskarżonych zasiądą trzej mężczyźni w wieku 66, 53 i 40 lat oraz trzy kobiety - w wieku 59, 55 i 53 lat. Prokuratura zarzuca im, że od 17 do 22 lutego 2011 roku, w okresie istniejącej wówczas pandemii grypy AH1N1, źle zdiagnozowali chorobę i zastosowali niewłaściwe leczenie wobec ciężarnej pacjentki. Lekarze mieli nieumyślnie narazić kobietę na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, a jej dziecko na chorobę realnie zagrażającą życiu.

Według prokuratury, każdy kolejny lekarz dokonywał błędnej diagnozy, co opóźniło wdrożenie właściwego leczenia. Miało także wpływ na dalszy, dynamiczny rozwój choroby i zmniejszało szansę na zahamowanie rozwoju zakażenia oraz uratowanie życia.

13 lutego na grypę zachorował mąż kobiety. Jego żona będąca w 31. tygodniu ciąży zaczęła  gorączkować trzy dni później. Wkrótce grypa zaatakowała także ich 2,5-letniego syna. - Pokrzywdzona została zbadana przez lekarza rodzinnego - 59-letnią oskarżoną, która nie stwierdziła większych odchyleń od normy, zaś w dniu następnym, po konsultacji telefonicznej, uznała, że jeśli domownicy mają grypę, to i pokrzywdzona też ma grypę. W związku z tym, iż kaszel, gorączka, łamanie w kościach i bóle mięśni u pokrzywdzonej nie ustępowały 19 lutego, za namową lekarza ginekologa udała się do szpitala, gdzie została przyjęta przez 53-letnią oskarżoną na Oddział Patologii Ciąży - czytamy w akcie oskarżenia.

Groźny wirus

W szpitalu natychmiast zlecono badania laboratoryjne, które wykazały u ciężarnej anemię, małopłytkowość i zwiększone stężenie wskaźnika stanu zapalnego. Zastosowano więc leczenie objawowe. Badanie płodu nie wykazało wtedy odstępstw od normy. 20 lutego 53-letni oskarżony lekarz czterokrotnie badał kobietę. Stwierdził u niej złe samopoczucie i zlecił konsultację internistyczną. Wykonał ją kolejny oskarżony w procesie - 40-letni specjalista. Polecono podanie paracetamolu, a także - gdyby gorączka się utrzymywała - antybiotyku.

 - Następnego dnia podczas porannej wizyty ordynator oddziału - 66-letni oskarżony podtrzymał dotychczasowe leczenie oraz zlecił pilną konsultację internistyczną, która została przeprowadzona przez 55-letnią oskarżoną. Lekarka stwierdziła u pacjentki gorączkę, krwawą plwocinę, trzeszczenie nad lewym polem płucnym, a następnie zaleciała szereg badań oraz leków. Zdiagnozowano wówczas lewostronne zapalenie płuc - ujawnili śledczy. Stan pacjentki, pomimo przyjmowanych leków, nie poprawiał się. 

Walka o życie

Na drugi dzień ponownie przeprowadzono konsultację internistyczną i szereg badań. Wyniki wskazywały na znaczną niewydolność oddechową, o czym został powiadomiony 66-letni ordynator. Podczas całego pobytu w szpitalu pokrzywdzona informowała personel medyczny oraz telefonicznie lekarza rodzinnego o pogarszającym się stanie jej zdrowia. Lekarze zdecydowali o przeprowadzeniu cesarskiego cięcia. Dziecko znajdowało się z stanie bardzo ciężkim, z niewydolnością krążeniowo-oddechową. Rozpoznano także wrodzone zapalenie płuc.

 - Po zabiegu pokrzywdzona została przewieziona na OIOM w stanie niewybudzonym, z ostrą niewydolnością oddechową. Rozpoznano zapalenie płuc wirusem grypy AH1N1, wstrząs septyczny oraz niewydolność wielonarządową. Pomimo intensywnego leczenia schorzenia te pogłębiały się. 7 marca kobieta zmarła - ustalili prokuratorzy.

Źle leczona?

Według opinii sądowo-lekarskiej, proces leczenia był nieprawidłowy. 5 stycznia 2011 roku Główny Inspektor Sanitarny ogłosił wytyczne dotyczące zbliżającego się szczytu zachorowań na grypę i poinformował o zasadach postępowania w związku z przypadkami AH1N1 - świńskiej grypy. Wytyczne określały, na jakie objawy sugerujące cięższy przebieg grypy lekarze powinni zwracać szczególną uwagę. Chodziło m.in. na gorączkę trwającą dłużej niż dwa dni, duszności, obniżenie ciśnienia krwi, znaczne osłabienie, zawroty głowy oraz zaburzenia świadomości i odwodnienie. Śledztwo wykazało, że 17 stycznia informacje te rozesłane zostały wewnętrzną pocztą internetową do wszystkich lekarzy.

 - Leczenie antywirusowe było zalecane u osób, które mają ryzyko cięższego przebiegu choroby, m.in. u kobiet w ciąży, noworodków, pacjentów z przewlekłymi chorobami układu oddechowego i krążenia. Kobietom w ciąży zalecano jak najszybszą kurację tymi lekami niezależnie od przebiegu choroby oraz bez czekania na wyniki badań diagnostycznych. Wszyscy oskarżeni lekarze winni znać wytyczne dotyczące postępowania w przypadku podejrzenia grypy AH1N1 u osób szczególnego ryzyka i wiedzieć o istniejącej wówczas pandemii tej grypy - uznali śledczy.

xxx

Oskarżeni nie przyznają się do zarzucanych im czynów. Żaden z nich nie był do tej pory karany. Jeżeli sąd uzna ich winę, specjalistom grozi kara do roku pozbawienia wolności. Ordynator może spędzić w więzieniu nawet trzy lata.

Anna Szafrańska