W końcu listopada ub. roku policjanci otrzymali informację o napadzie na salon gier na os. Złote Łany. Na miejsce skierowano patrole oraz przewodnika z psem tropiącym. Teraz bielska policja finalizuje śledztwo w tej sprawie. Okazuje się, że napad rabunkowy został… sfingowany.

Z relacji pracownika salonu wynikało, że został zaatakowany przez zamaskowanego bandytę, który zrabował z kasy 1500 zł. Skierowane na miejsce patrole policyjne przeszukiwały teren w poszukiwaniu sprawcy. W tym samym czasie śledczy krok po koku skrupulatnie gromadzili dowody w tej sprawie. Przeprowadzili oględziny miejsca zdarzenia, przesłuchiwali świadków.

Już na początku pojawiły się wątpliwości, czy faktycznie doszło do napadu. Kolejne ustalenia i przesłuchania pokrzywdzonego pozwoliły na wyjaśnienie wszystkich okoliczności sprawy. 20-letni pracownik salonu gubił się w zeznaniach i mylił fakty, aby na koniec przyznać, że napad był fikcją, którą wymyślił wspólnie ze swoją 19-letnią przyjaciółką. Wpadli na ten pomysł po tym, jak przegrali pieniądze na automatach do gier.

Mężczyzna usłyszał już zarzuty składania fałszywych zeznań oraz przywłaszczenia pieniędzy. Śledczy przez pewien czas poszukiwali jego wspólniczki, gdyż kobieta spodziewając się zatrzymania, ukrywała się. W miniony weekend została zatrzymana. Obojgu grozi do pięciu lat więzienia (o innym sfingowanym napadzie na bielski salon gier pisaliśmy w artykule Zadziwiająca historia o braku gotówki).

bb