Biednemu zawsze wiatr w oczy
Gdyby w sprawie Hewlików wszystko było oczywiste i klarowne, wypadałoby się tylko cieszyć, że mamy tak dociekliwych urzędników, którzy potrafią dbać o każdy budżetowy grosz i zażarcie walczą o niego. Ale tak nie jest. W tej historii niemal wszystko przeczy zdrowemu rozsądkowi.
Barbara Hewlik z Bielska-Białej dwa lata temu urodziła martwe dziecko. Zachęcona przez pracownicę MOPS złożyła wniosek o wypłatę becikowego i otrzymała go. Po roku jednak ten sam MOPS uznał, że kobieta sfałszowała dokument i zażądał zwrotu pieniędzy.
Czekanie na dramat
Dramat pani Barbary i całej jej rodziny zaczął się niedługo po tym, jak kobieta zaszła w ciążę. Już mniej więcej w piętnastym tygodniu wiadomo było, że dziecko urodzi się martwe. Tak też się stało, a dokładnie w osiemnastym tygodniu, kiedy doszło do wymuszonego porodu. Pani Barbara już wcześniej zdążyła się z tym oswoić, niemniej i tak był to dla niej i jej męża Krzysztofa dotkliwy cios.
- Mimo wszystko do końca wierzyłam, że będzie dobrze - opowiada kobieta. - Przeklinaliśmy los, bo nie dość, że klepiemy biedę, to jeszcze spotkało nas takie nieszczęście.
Pod opieką
Rodzina Hewlików do zamożnych faktycznie nie należy. Jeszcze cztery lata temu nie było tak źle. Ale wtedy pan Krzysztof pracował w dobrze prosperującej prywatnej firmie i zarabiał blisko pięć tysięcy na rękę. Dokładając do tego skromną wypłatę pani Barbary za pracę w handlu, wystarczało na w miarę spokojne życie pięcioosobowej rodziny.
- Niestety, wtedy miałem wypadek w pracy i musiałem się zwolnić - ze smutkiem wspomina mąż pani Barbary, który dzisiaj liczyć może jedynie na żebraczą rentę w wysokości 700 zł.
Hewlikowie od czterech lat pozostają więc pod opieką bielskiego MOPS, co w praktyce oznacza, że urzędnicy ich nadzorujący wiedzą o nich dosłownie wszystko. - Mamy przyznany zasiłek w wysokości 500 zł na jedzenie - tłumaczy pani Basia. - Co miesiąc musimy wypełniać dokumenty, przychodzi do nas pracownik MOPS na wywiady.
Becikowe
Cała ta sytuacja sprawiła, że tuż po porodzie martwego dziecka pani Barbara złożyła w MOPS wniosek o przyznanie jednorazowego zasiłku za urodzenie dziecka, tzw. becikowego. - Zasugerował mi to ówczesny urzędnik z opieki społecznej - wyjaśnia Hewlikowa. - Nie miałam do tego głowy, ale pomyśleliśmy z mężem, że tysiąc złotych bardzo by nam się przydał.
Hewlikowie wzięli z USC akt urodzenia dziecka, bo takowy jest wydawany również przy urodzeniu martwego dziecka. Różni się od zwyczajnego jedynie tym, że w górnym rogu, tuż pod godłem, umieszcza się adnotację o urodzeniu martwego dziecka. - Wypełniłam wniosek, dołączyłam potrzebne dokumenty, w tym akt urodzenia i zaniosłam do urzędu - mówi bielszczanka. - Pracownica MOPS przejrzała całość i przyjęła wszystko do akt sprawy. To było na początku stycznia 2013 roku.
Kilkanaście dni później Hewlikowie otrzymali upragniony tysiąc złotych. Był jeszcze okres poświąteczny, więc trójka małych dzieciaków małżeństwa również na tym skorzystała, bo rodzice mogli im kupić prezenty.
Cios w plecy
Minęło kilkanaście miesięcy i w lutym br., kiedy Hewlikowie dawno już zapomnieli o becikowym, bielski MOPS przysłał im kolejną decyzję. Tym razem uchylającą tę wydaną przed rokiem. - Informowano nas w niej, że becikowe się nam nie należało, bo wypłaca się je wyłącznie za urodzenie żywego dziecka - tłumaczy pani Barbara. - Dlatego mamy zwrócić 1000 zł z odsetkami. W piśmie stwierdzono też, że pieniądze wypłacono nam, bo sfałszowaliśmy akt urodzenia dziecka.
Fałszerstwo, według urzędników, polegać miało m.in. na obcięciu górnego marginesu zawierającego adnotację, że dziecko urodziło się martwe. Dla Hewlików było to jak rażenie piorunem z czystego nieba. - Po pierwsze, z góry oskarżono nas o przestępstwo. Po drugie, skąd mieliśmy wziąć tysiąc złotych, a po trzecie - przecież wniosek został przyjęty i zaniesiony, bo tak nam w urzędzie doradzono! - do teraz denerwuje się pani Barbara.
Zachwiana wiara
Hewlikowie uznali, że będą się bronić i dochodzić własnych racji. Nie czuli się przestępcami. Odwołali się więc od decyzji do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, ale ten uznał rację MOPS wychodząc jedynie z założenia, że skoro przepis mówi o zasiłku na żywe dziecko, to w żaden sposób nie da się go wypłacić na martwe.
- Nie chodziło nam o to, że te pieniądze się nam należały - wyjaśnia pan Krzysztof. - Ale nie naszą winą było, że je wypłacono. Mieliśmy prawo wierzyć, że w opiece społecznej pracują ludzie, którzy znają przepisy i widzą, jakie dokumenty przyjmują. Przecież, gdybyśmy chcieli wyłudzić becikowe, nie opowiadalibyśmy przed porodem pracownicy opieki, że dziecko urodzi się martwe.
Zdaniem prokuratora
Pogląd Hewlików podzielił prokurator, który wszczął śledztwo na wniosek MOPS. W uzasadnieniu decyzji stwierdził, że nie ma dowodów na to, że Hewlikowie sfałszowali akt urodzenia, bo równie dobrze mógł to zrobić któryś z urzędników MOPS po tym, gdy się zorientował, że przyjął do realizacji wniosek o becikowe na martwe dziecko.
Od tej decyzji MOPS się nie odwołał. Przeciwnie, dyrekcja na piśmie przeprosiła Hewlików za to, że niesłusznie posądzono ich o sfałszowanie aktu urodzenia. Ale zwrotu pieniędzy urzędnicy domagają się nadal. - Dlatego kilkanaście dni temu złożyliśmy skargę na decyzję urzędu do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, bo nie czujemy się winni całej tej absurdalnej sytuacji - podkreśla Krzysztof Hewlik. - Nie jesteśmy po prostu w stanie oddać tych pieniędzy, w dodatku z wysokimi już pewnie odsetkami. To w MOPS popełniono błąd, a my mamy teraz za to płacić.
ko

\
A że urzędnik ma za to zapłacić? Jak pisałam - nie uważam, ale przecież w firmach prywatnych przedsiębiorstwo właśnie zabrałoby za tę pomyłkę pieniądze z pensji pracownika.
Pomyłki urzędnicze się zdarzały, zdarzają i będą zdarzać (w myśl zasady nie myli się tylko ten co nic nie robi). Nie oznacza to jednak, że niesłusznie wypłacone pieniądze nie powinny zostać zwrócone przez tą rodzinę. Pracownik zapewne został ukarany, może uważasz że to on powinien zapłacić za tą rodzinę w wyniku popełnionego błędu? Powtarzam, gdyby była dobra wola rodziny pewnie dogadali by się z MOPS w sprawie ratalnej spłaty i sprawy by nie było.
@BB-56377:
Jeżeli jesteś "bohaterem" tego art. to Ci współczuję.
Przez tą idiotyczną pomyłkę, której konsekwencje powinien ponieść pracownik, a być może i pracownicy, niczemu winna rodzina ma na głowie ogromny problem, nie tylko w sensie psychicznym, ale i fizycznym, bo tysiąc zł na ulicy nie leży, a i dla mnie to lwia część mojej wypłaty.
MOPS nie przyznał becikowego przez przypadek. Były procedury przez jakie wniosek przeszedł i to już niekompetencja pracowników jak i wg mnie postawienie w złym świetle bielskiego MOPS, a nie tej rodziny!