Władza musi zmienić styl
Zdobyła trwałe miejsce w najnowszej historii naszego kraju. Dzięki poparciu wyborców pracowała kolejno w obu izbach polskiego parlamentu oraz w Parlamencie Europejskim, o czym mogą tylko marzyć jej bielscy oponenci polityczni. Po czterech latach w Radzie Miejskiej jest zniesmaczona stylem sprawowania władzy w Bielsku-Białej. Nie będzie startowała w najbliższych wyborach, ale z nadzieją w głosie mówi: do widzenia.
Grażynie Staniszewskiej nigdy nie brakowało odwagi. Od 1980 działała w Zarządzie Regionu Podbeskidzie NSZZ Solidarność. W stanie wojennym internowana, a po zwolnieniu ponownie aresztowana. Za pracę w podziemnej "Solidarności" w PRL groziły represje. Nie poddała się. Dzięki głosom tysięcy wyborców była posłanką na Sejm czterech kadencji, senatorem, a w latach 2004-2009 eurodeputowaną. Kto w Bielsku-Białej ma podobny dorobek społeczny?
Ostre spory z prezydentem
Do dziś bliskie są jej ideały, na których na początku lat 80. budował swoją siłę ruch społeczny „Solidarności’. - Ludzie chcą mieć wpływ na to co się wokół nich dzieje - podkreśla Grażyna Staniszewska. - Chcą sami decydować o swoich sprawach.
Przez ostatnie cztery lata pracowała w Radzie Miejskiej Bielska-Białej, w komisjach: budżetowej, gospodarki przestrzennej i ochrony środowiska, zdrowia, polityki społecznej i sportu. Jako niezależna radna, niezrzeszona w żadnym klubie, miała zawsze swoje zdanie i odwagę, aby otwarcie je przedstawiać. Na sesjach w tej kadencji często ostro spierała się z prezydentem Jackiem Krywultem.
Do gorącej polemiki z prezydentem miasta doszło m.in. na sesji w październiku ub. roku, gdy radna porównała jego sposób prowadzenia debaty publicznej do metod stosowanych przez Służbę Bezpieczeństwa. Jacek Krywult uznał tę wypowiedź za obraźliwą i zażądał oficjalnych przeprosin. Jego adwokaci wezwali radną do publicznego przeproszenia prezydenta na sesji Rady Miejskiej. W przypadku, gdyby nie zechciała przeprosić, pełnomocnik Jacka Krywulta zapowiedział proces sądowy w obronie praw swego klienta.
Ludzie powinni wiedzieć
Procesu jednak nie było, bo nikt nie przepraszał (por. nasz artykuł Prezydent grozi radnej procesem). Na kolejnych sesjach nadal dochodziło do utarczek słownych między obojgiem, lecz spory nie były już tak gwałtowne. - Prezydent spuścił z tonu - podsumowuje Grażyna Staniszewska, choć trzeba przyznać, że później i ona akcentowała różnice zdań z prezydentem w sposób bardziej powściągliwy.
B. europosłanka, czerpiąc z wzorów parlamentarnych, była jednym z inicjatorów transmitowania plenarnych posiedzeń Rady Miejskiej w internecie. Dzięki tej jawności wyborcy mogą obserwować, jak wspólne sprawy są procedowane na sesjach. W wielu przypadkach chodzi przecież o wydatkowanie poważnych kwot z budżetu miejskiego. Ludzie powinni wiedzieć kto i dlaczego podnosi rękę za poszczególnymi rozwiązaniami i czyje propozycje uzyskują akceptację.
Do pełnej jawności brakuje Staniszewskiej transmisji z posiedzeń komisji Rady Miejskiej, gdzie dyskutowane są szczegóły. Przyznaje, że być może relacje byłyby nudne dla odbiorców, ale dzięki nim łatwiej byłoby odeprzeć zarzut, że w Bielsku-Białej ważne decyzje podejmowane są w wąskim gronie, bez właściwej kontroli społecznej. - Samorząd musi działać przejrzyście. Dlatego debata o szczegółach uchwał musi odbywać się na sesjach, w świetle jupiterów. Takimi opiniami nie zyskuje się przyjaciół wśród osób, dla których krótkie i bezproblemowe sesje są sposobem na zarabianie łatwych pieniędzy.
Nie zrezygnuje z prawdy
Grażyna Staniszewska nie zamierza kandydować w zbliżających się wyborach samorządowych i zawiesza swój udział w bieżącej polityce. Jak dotąd, nie zgłosił się żaden kandydat na prezydenta miasta, którego jest gotowa poprzeć. Jej zdaniem, bielskiej polityce brakuje kompromisu. Mechanizmów demokratycznych, dzięki którym bielszczanie byliby przekonani, że mają wpływ dla decyzje podejmowane w ich imieniu. Uważa, że funkcji wykonawczych w samorządzie nie powinno się pełnić dłużej niż dwie kadencje. Osiem lat to czas wystarczający, aby zrealizować swój program i obietnice wyborcze.
Przez najbliższe cztery lata Grażyna Staniszewska chce skupić się na pracy w Towarzystwie Przyjaciół Bielska-Białej i Podbeskidzia. - Nadal będę mówiła prawdę - deklaruje radna, która zamierza z bliska przyglądać się poczynaniom władz w nowej kadencji. Będzie przychodziła na sesje i prosiła o możliwość zabierania głosu w dyskusji o ważnych problemach miasta. Działając w organizacjach pozarządowych, może lobbować za korzystnymi rozwiązaniami dla mieszkańców Bielska-Białej.
Robert Kowal
Foto: Krzysztof Dubiel
Komentarze 44
Nich te cwaniaki z pierwszych miejsc wypadną, Niech nie myślą, że społeczeństwo to idioci.
Może być o Bielsku głośno, i to bardzo pozytywnie.
Nowy wybrany jak przyjdzie zanim połapie o co chodzi to będzie koniec kadencji , kasiorę zwinie i paszoł wonnt
potem wybory następne i znowu będzie obiecywanie kręcenie kichy na propagandzie
dlatego uwazam ze trzeba dac szanse nowym i swiezym oni jeszcze nie siedza w tym bagnie politycznym tak głebokoDLATEGO APELUJE GŁOSUJCIE NA NIEZNANYCH
Zero odpowiedzialności za obłudną propagandę
hasła jak zwykle te same, obrzydliwa kiełbasa wyborcza .
Wstyd i hańba .
Ja osobiście chciałbym zobaczyć taką "kampanię wyborczą" w której podano by takie fakty. Co faktycznie miasto zyskuje jeśli zostanie ktoś radnym.
Żygać sie chce, ciagle ci sami maja dużo do powiedzenia i nawijają makaron na uszy
P. Staniszewska - zaangażowała się w pomoc zadymiarzom z majdanu i jej promocję. To tyle jako mieszkaniec Jej okręgu wyborczego mogę powiedzieć o Jej aktywności jako radnej. A teraz śmie oceniać kandydatów na Prezydenta... Okres Unii Wolności się skończył, mam nadzieję że skończył się też czas p. Staniszewskiej w polityce.
Natomiast władzę można próbować zmieniać poprzez zastąpienie osób, które nie chcą, nie są zainteresowane zmianą relacji z wyborcami.
Na kompromis z tą władzą nie ma co liczyć a nie popierając nikogo z nowych kandydatów pani Grażyna oddaje pole walkowerem.

Klauzula informacyjna ›