Smród przebadany
O przykrym zapachu, jaki unosi się nad bielskim wysypiskiem śmieci, i jaką stanowi to uciążliwość dla okolicznych mieszkańców pisaliśmy kilkakrotnie. Sprawa nabrała wręcz politycznego charakteru. Temat ?smrodu? często pojawiał się w wystąpieniach bielskich radnych i parlamentarzystów. Władze miasta oraz szefostwo ZGO zapewniały, że robią wszystko, aby jak najbardziej ograniczyć tę nieprzyjemną dla mieszkańców uciążliwość. Czy zapewnienia się spełniły?
W Zakładzie Gospodarki Odpadami podkreślają, że to, co funkcjonuje w bielskim Lipniku, nie jest zwykłym składowiskiem śmieci, lecz supernowoczesnym zakładem przeróbki odpadów, wykorzystującym najnowsze światowe technologie. W tym także te, ograniczające emisję zapachów. Ale mieszkańcy dzielnicy Lipnik twierdzą nadal, że mimo tych zapewnień w okolicy wysypiska mieszkać już nie sposób. Śmierdzi ?jak cholera?. Z tym tylko, że czasem mocniej, czasem słabiej. Żądają więc, aby władze miasta rozwiązały w końcu ten problem.
Szkopuł jednak w tym, iż w Polsce, podobnie jak w większości krajów świata, smród nie jest uznawany za zanieczyszczenie środowiska (za takowe mogą być ewentualnie uznane wywołujące go substancje chemiczne). Dlatego też w Polsce nie ma norm określających w sposób jednoznaczny, kiedy natężenie unoszącego się w powietrzu smrodu jest przekroczone, a kiedy nie. Nie można więc w obiektywny sposób stwierdzić, że coś śmierdzi, a jeśli już, to jak bardzo.
Wszystko zależy od subiektywnych odczuć osób narażonych na kontakt z nieprzyjemną wonią. Przy czym każdy nieco inaczej reaguje na otaczające go zapachy. To, co dla jednego jest już smrodem nie do wytrzymania, przez innych może zostać uznane najwyżej za intensywną woń. Mogą znaleźć się nawet tacy, którzy stwierdzą, że krytykowany zapach wcale nie jest dla nich nieprzyjemny.
- Jednemu pachnie, innemu śmierdzi - takie opinie słyszy się bardzo często, gdy powraca temat wrażliwości na bodźce zapachowe. Natomiast w przypadku wysypiska mieszkańcy Lipnika jednym chórem zapewniają, że tak dalej być nie może. - Smród jest nie do wytrzymania - podtrzymują za każdym razem. Tymczasem coś zgoła innego mówią wyniki badań, jakie w październiku ubiegłego roku przeprowadzono na terenie Lipnika. Miały pokazać, jakie naprawdę jest natężenie wyczuwalnego tam smrodu.
Problem nie dotyczy tylko Lipnika czy Polski, lecz jest zmorą całego świata. Stąd też w wielu wysoko rozwiniętych krajach próbuje się woń opisać i ująć w mierzalne normy. Na tym polu przoduje w Europie Holandia, gdzie normy smrodu i sposoby jego pomiaru zaczęto opracowywać już w latach 90. ubiegłego wieku. I właśnie według tej metodologii przeprowadzono badania uciążliwości zapachu emitowanego przez bielski zakład. Przeprowadziła je firma SGE Eko-projekt z Pszczyny.
Jak bada się poziom uciążliwości nieprzyjemnych zapachów? W dużym skrócie wygląda to tak, że w wybranych punktach rozrzuconych wokół źródła woni pobiera się - według ściśle określonych procedur - próbki powietrza. Następnie próbki te są badane. Nie bada się jednak co konkretnie w powietrzu się znajduje, lecz przeprowadza sensoryczne badanie zebranego materiału, czyli odpowiednio przygotowane próbki są wąchane przez specjalnie do tego celu wybraną grupę osób.
Wszystkie muszą posiadać zbliżony i optymalny poziom wrażliwości na zapachy. To na podstawie ich subiektywnych ocen i wrażeń zapachowych określa się metodami statystycznymi, czy dany zapach jest uciążliwy dla otoczenia, czy też nie. Określa się także wartość tej uciążliwości w tak zwanych europejskich jednostkach zapachowych, w przeliczeniu na metr sześcienny powietrza. Norma dla obszarów zamieszkanych, położonych wokół działających zakładów, wynosi pięć takich jednostek (oue/m3). W Bielsku-Białej okazało się, że poziom ten obok zabudowy mieszkalnej leżącej w pobliżu wysypiska wynosi 3,87 oue/m3 (gdy uwzględniono teren starego składowiska odpadów rekultywowany w czasie, gdy prowadzono badania) oraz 1 oue/m3 (gdy jako źródło emisji przykrych zapachów wzięto pod uwagę jedynie zakład przeróbki odpadów organicznych - kompostownię). Mówiąc wprost - bielskie wysypisko spełnia holenderskie - bardzo rygorystyczne - normy.
Czy zmieni to podejście mieszkańców do problemu? Z pewnością nie. Zwłaszcza że z punktu widzenia polskiego prawa badania te nie mają żadnej mocy sprawczej. Doktor Piotr Manczarski, krajowy autorytet w zakresie gospodarki odpadami wyjaśnia, iż przy interpretacji tego typu badań zawsze w grę wchodzą subiektywne wrażenia osób narażonych na kontakt ze smrodem wydostającym się z terenu wysypiska śmieci. Zwłaszcza, że wyniki, o których mowa wyrażono jako percentyl 98. Co oznacza, że w ciągu 2 procent ogólnego czasu emisji dopuszczalne normy mogą - ale nie muszą - być przekroczone.
- Kluczowe jest jednak to, że przez 98 procent czasu intensywność odoru unoszącego się wokół zabudowań nie przekracza - a nawet jest znacznie od niej mniejsza - dopuszczalnej normy wynoszącej 5 oue/m3 - tłumaczy Piotr Manczarski i wyjaśnia, że takie natężenie zapachu można porównać choćby do woni sera pleśniowego leżącego na stole, czy zapachu, jaki odczuwany jest przy dystrybutorze na stacji benzynowej. Przy czym - warto podkreślić - chodzi o intensywność (!), a nie rodzaj woni. To, czy coś ładnie pachnie, czy ?śmierdzi? jest sprawą bardzo indywidualną i nie da się określić czysto naukowymi metodami. Z tym tylko, iż w powszechnym odczuciu pewne zapachy są uznawane za przyjemne, a inne za odrażające. Tych unoszących się w Lipniku do tej pierwszej grupy raczej nie da się zaliczyć...
Ciekawostką jest fakt, że analizę sensoryczną próbek powietrza pobranych wokół i na terenie zakładu przeprowadziło akredytowane laboratorium w Hiszpanii. Czyli - mówiąc wprost - bielskie smrody wąchały hiszpańskie nosy.
Jednocześnie z badaniem uciążliwości zapachowej dokonano badań próbek powietrza zebranych w punktach pomiarowych na zawartość drobnoustrojów, w tym szkodliwych dla zdrowia zarodników grzybów, bakterii i wirusów. Były to typowe testy mikrobiologiczne i także one nie wykazały, aby powietrze wokół wysypiska było w znaczący sposób zanieczyszczone mikrobiologicznie. Choć - można wyczytać we wnioskach do raportu - badane przedsiębiorstwo ma wpływ na jakość powietrza w jego otoczeniu.
Jak zapewniają władze miasta, ubiegłoroczne badanie nie było ostateczną próbą ustalenia - w obiektywny sposób - tego jak naprawdę uciążliwy dla otoczenia jest zakład przeróbki odpadów. Ma zostać ono powtórzone w tym miesiącu, a analiza wyników pozwoli na porównanie czy stan powietrza w Lipniku się poprawia czy może jest na odwrót. Zwłaszcza w kontekście dotychczas podjętych przez ZGO działań.
Marcin Płużek (Kronika Beskidzka)

Komentarze 63
Jako jedyny wiedział czym to pachnie. Rozsądnych ludzi się ignoruje. Jak widać kolesiostwo jest na 1-szym miejscu.
Panie bielszczaninie zapomniał Pan jeszcze dodać, że w stadzie wystąpiła teraz zbiorowa histeria i podpisy w z oddającymi rzeczywistość komentarzami na: http://www.petycje.pl/petycjePodpisyLista.php?petycjeid=10635&podpis_rodzaj=1 są tego czystym dowodem.
"Panie Redaktorze, w artykule brak informacji, że jest on sponsorowany przez ZGO lub Urząd Miasta. Czy to oznacza, że Kronika Beskidzka stała się nieobiektywną i zależną tubą propagandową? Jak ma Pan czelność pisać, że odór można lubić lub nie. Zapewniam, że każdy mieszkaniec ul. Krakowskiej udostępni Panu przez tydzień możliwość mieszkania, wyżywienia i poznania tego zapachu, będzie wtedy łatwiej o obiektywizm.
W artykule podaje Pan nieprawdziwe informacje, są to po prostu kłamstwa SGS wykonało badanie nie opierając się choćby o podstawową normę EN PN 13725, SGS dokonało niedopuszczalnej kompilacji różnych wymagań prawnych i norm co pozwala na podawanie przez Pana nieprawdziwych wielkości, chośby wymagań holenderskich 5,0 OUE/m3 które wynoszą 0,5 OUE/m3 różnica w końcu niewielka bo tylko 10-o krotna. Próby były pobierane w miejscach wskazanych przez ZGO, metodą nieakredytowaną, a wiec nie tak jak Pan pisze i co gorsza niezgodnie z wymaganiami.
Podziwiam desperację i brak poszanowania partnera społecznego przez Zarządu ZGO, w dniu 08.08.2014 Rada Osiedla Lipnik złożyła pismo z uwagami, których kaliber być może zmusi do uznania raportu za bezwartościowy, mimo to Zarząd ZGO pozwala na taką publikację.
Panie Prezesie przecież nawet Pan Prezydent Waldemar Jędrusiński potwierdza na spotkaniach ze społeczeństwem, że śmierdzi, czy to możliwe, że Jemu też się wydaje ?"

Klauzula informacyjna ›