Dla każdego coś miłego
Świat polityki raz po raz nas zadziwia, a nowe znaczenia takich pojęć, jak prawda, honor czy wierność swoim poglądom wprawiają wyborców w zakłopotanie. Słysząc pewnych polityków, mamy wrażenie, że traktują nas, delikatnie mówiąc, jako ?pożytecznych idiotów?. Niedawno jeden z czytelników prosił mnie, abym przypomniał jakąś postać sprzed wieku z naszego regionu. Tak, aby mogła posłużyć dziś za wzór.
Czytelnik zasugerował mi postać dr Theodora Haase, który był politykiem wybitnym i dzięki swojej działalności wpisał się w historię nie tylko Bielska, ale całego regionu i kraju. Czy można go postawić za wzór do naśladowania? Osądźcie Państwo sami.
Wypowiadał się bardzo ostro
Wystarczy wziąć po uwagę początek 1881 roku. W owym czasie świat polityki żył dwoma sprawami. Pierwsza, to rozpowszechniający się głównie w niemieckim protestantyzmie antysemityzm. Drugim problemem była kwestia równouprawnienia języka polskiego na tzw. Śląsku Austriackim. W obu sprawach dr Haase wypowiadał się bardzo ostro, jednak gdy przyjrzymy się źródłom, zauważymy ?drobne? różnice.
Dr Haase często pisał artykuły wspólnie z Kazimierzem Stanisławskim. Publikował je w niemieckim dzienniku ?Silesia? oraz w tygodniku ?Nowy Czas?, którego był założycielem-właścicielem. - Jako protestancki duchowny oświadczam, iż ruch antiżydowski jest hańbą i sromotą dla protestantyzmu - pisał w ?Silesii? (nr. 12 z 28 stycznia 1881) o antysemityzmie protestantów w Niemczech. W swoim ewangelickim piśmie nie był już tak stanowczy i ograniczył się tylko do stwierdzenia: - Agitacja przeciw Żydom to zjawisko dziwaczne na pierwszy rzut oka, a jak się pokazuje tak naturalne wśród niezdrowych stosunków społecznych Niemiec (?Nowy Czas? nr 2 z 8 stycznia 1881).
Prawdziwy pokaz rozdwojenia jaźni zademonstrował w kwietniu tego roku, gdy zajmowano się sprawą równouprawnienia języka polskiego. Na łamach ?Silesii? pisał: - Nie możemy pojąć, jakim prawem klub polski może się mieszać w sprawy innych krajów. Byłaby to wcale niepowołana interwencja, gdyż ze Śląska nie odezwał się żaden uprawniony głos z żądaniem językowych reform (...). Uważam za swój obowiązek bronić w szkołach i urzędach język i interesa niemieckie (nr 41 z 6 kwietnia 1881).
Bez prostej definicji
Ten sam człowiek na łamach ?Nowego Czasu? twierdził: - W kole polskiem poruszono kwestję równouprawnienia językowego na Śląsku (...). Chodzi głównie o zniesienie dziwacznego rozporządzenia ministerjalnego z roku 1852, które ustanawia język niemiecki jako urzędowy na Śląsku. My od dawna w naszem piśmie wykazywaliśmy niesprawiedliwość tego stanu rzeczy i domagaliśmy się równouprawnienia (?Nowy Czas? nr 15 z 9 kwietnia 1881).
Postawę polityka oceniła ?Gwiazdka Cieszyńska?. - Czy p. Haase na ostatku sam nie wie, czem jest? Jest po trosze Niemcem a po trosze Polakiem, po trosze centralistą, a po trosze autonomistą, czy ?czuje dwie dusze w piersi swojej?? Któryż Haase jest prawdziwym Haasem, czy Haase poseł centralistyczno-liberalny czy Haase autonomistyczny ?Nowego Czasu?? Zaiste byłoby się z czego śmiać, gdyby rzecz nie była tak smutną.
Na pierwszy rzut oka trudno nie zgodzić się z opinią ?Gwiazdki Cieszyńskiej?. Lekarz specjalista zapewne zdiagnozowałby w tym przypadku schizofrenię, a zwykły człowiek stwierdził brak spójności logicznej. Polityka wymyka się jednak takim prostym definicjom. Oto dr Haase, będąc politykiem, zachowywał się ?racjonalnie?. Chcąc mieć szerokie poparcie, pisał czytelnikom różnych gazet to, co chcieli przeczytać. Dzięki temu zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy równouprawnienia językowego uważali, że jest orędownikiem ich poglądów!
Takie działanie w dużym stopniu ułatwiał mu fakt, że w owym czasie większość czytelników posługiwała się tylko jednym językiem, ci zaś dzielili się nabytymi informacjami z analfabetami.
Jacek Kachel





Klauzula informacyjna ›