Ile osób mieszka w Bielsku-Białej? Wydaje się, że odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta. Wystarczy spojrzeć do rocznika statystycznego, aby się dowiedzieć, że w stolicy Podbeskidzia mieszka nieco ponad 175 tysięcy osób. Czy na pewno? Otóż z przygotowanej przez bielski ratusz analizy tego jak funkcjonuje w mieście nowy system gospodarowania odpadami wynika, że bielszczan jest tylko... nieco ponad 150 tysięcy! Tylu przynajmniej mieszkańców,  zgodnie z złożonymi w ratuszu deklaracjami, uiszcza opłatę śmieciową.

Spora nadwyżka 

Przypominamy, iż po 1 lipca ubiegłego roku  zmieniły się zasady, na jakich z przydomowych gospodarstw odbierane są śmieci. Jest to obecnie zadaniem gminy. Usługę tę świadczy na rzecz mieszkańców, w zamian za płaconą przez wszystkich opłatę śmieciową, będącą swego rodzaju lokalnym podatkiem. W Bielsku-Białej naliczana jest ona od osoby, co oznacza, że ilość  płatników powinna odpowiadać mniej więcej ilości mieszkańców. Choć różnica ta w przypadku Bielska-Białej wynosi prawie 25 tysięcy dusz, to jednak nie wpływa to  negatywnie na funkcjonowanie systemu. W pierwszym półroczu obowiązywania nowych zasad gospodarowania śmieciami zebrano nawet więcej pieniędzy, niż było ich potrzeba, aby zagospodarować prawie 52 tysiące ton odpadów odebranych od mieszkańców miasta. Nadwyżka spora, bo prawie 3-milionowa, a pieniądze te zostały - czytamy w ratuszowym raporcie - przeznaczone na inwestycje związane z gospodarowaniem odpadami komunalnymi, w tym na organizację kolejnych punktów selektywnej zbiórki odpadów komunalnych na terenie miasta oraz zakup tak zwanych ?dzwonów? do prowadzenia zbiórki selektywnej. Mniejsze niż przewidywano koszty obsługi systemu miały też i ten pozytywny skutek, że od 1 lipca zmieniły się w Bielsku-Białej stawki opłaty śmieciowej. Generalnie na korzyść mieszkańców. Ci, którzy deklarują, że śmieci będą segregować, płacą teraz mniej. Dokładnie o dwa złote od osoby - zamiast 13 złotych miesięcznie zapłacą 11 zł. Przy czym 99 procent mieszkańców zadeklarowało, że chce swoje śmieci segregować.

Kar nie będzie 

Widać tego efekty w postaci ogromnego wzrostu ilości odpadów, jakie na miejskie wysypisko, a dokładniej do funkcjonującego na jego terenie Zakładu Gospodarki Odpadami, trafiają w formie posegregowanej. W pierwszym półroczu 2013 roku, gdy nowy system jeszcze nie obowiązywał, aż 80 procent odpadów trafiało tam w postaci zmieszanej. Po 1 lipca 2013 odpadów takich w ogólnej masie przywożonych śmieci było tylko około 20 procent! Dzięki temu udało się Bielsku-Białej już teraz osiągnąć przewidziany w ustawie o gospodarce odpadami poziom recyklingu odpadów. To ważne, bo już niedługo za niedotrzymanie tych norm trzeba będzie płacić kary. Szczególnie dobrze widać to w przypadku odpadów ulegających biodegradacji. Teoretycznie w ubiegłym roku, aż 50 procent takich odpadków mogło jeszcze trafić na składowisko. Druga połowa powinna zostać przetworzona. Tymczasem w Bielsku-Białej na zwały wyrzucono jedynie 22 procent biodegradowalnych śmieci. Taki poziom trzeba będzie osiągnąć - aby nie płacić kar - dopiero w 2020 roku.

Mniej dzikich wysypisk 

Trzeba jednak pamiętać, że głównym powodem wprowadzenia nowego sposobu gospodarki odpadami wraz z ustanowieniem opłaty śmieciowej, było uporanie się z problemem pokątnego pozbywania się śmieci. Mówiąc najprościej, jeśli każdy zapłaci stałą opłatę za wywóz śmieci i bez względu na to ile tych śmieci wyprodukuje wszystkie zostaną odebrane, to nikomu nie będzie się już chciało i opłacało wyrzucać odpadków do lasu. Tym samym znikną dzikie wysypiska. Czy tak się stało?
Biuro do spraw Gospodarki Odpadami bielskiego ratusza chwali się, że w ubiegłym roku uprzątnęło 43 dzikie wysypiska z terenu miasta, wywożąc z takich miejsc aż 1852 tony porzuconych tam odpadków. Jednak wystarczy przejść się po zakamarkach stolicy Podbeskidzia, aby dojść do wniosku, że walka z tym zjawiskiem daleka jest od pomyślnego finału. Wciąż przypomina tę, jaką don Kichot toczył z wiatrakami...

Marcin Płużek (Kronika Beskidzka)