Salony gier wpisały się już w krajobraz Bielska-Białej. Najczęściej mieszczą się na obrzeżach miasta, w charakterystycznych czarnych budkach lub w starych kamienicach. Rozwój biznesu sprzyja złodziejom, którzy już nie raz próbowali okraść lokale.  

Jak poinformował nas kom. Jacek Śliwka, zastępca rzecznika prasowego Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej, od początku roku odnotowano już pięć zgłoszeń o napadach na bielskie salony gier. Trzy z nich okazały się fikcyjne. 

Do pierwszego doszło 29 stycznia. Dwaj zamaskowani bandyci wtargnęli do salonu przy ulicy Zwierzynieckiej, obezwładnili pracownika i skradli metalową kasetkę z gotówką, tablet oraz telefon komórkowy. Podobna sytuacja miała miejsce  następnego dnia. Tym razem złodzieje napadli na salon przy ulicy Spółdzielców, pobili pracownika i ukradli pieniądze. - Związek z tymi przestępstwami może mieć 26 - letni bielszczanin, który pracował wcześniej w bielskich salonach gier. W jego mieszkaniu policjanci znaleźli telefon komórkowy zrabowany podczas jednego z napadów - mówi kom. Śliwka. Podkreśla, że mężczyzna nie działał sam, pomagali mu wspólnicy.

Kłamią, by się wzbogacić

Kolejny napad, w nocy z 1 na 2 lutego przy ulicy Ikara okazał się fikcją. Z zeznań pracownika salonu wynikało, że został on pobity przez klientów, którzy obrabowali lokal z pieniędzy. Jak się okazało, pracownik był w stanie nietrzeźwym i do żadnego pobicia nie doszło. Podobne, wymyślone zdarzenia odnotowano jeszcze 19 marca i 4 kwietnia w salonach przy ulicach Łagodnej i Wodnej. W jednym przypadku pracownik zeznał, że został  napadnięty przez dwóch bandytów, w drugim - pracownica salonu namówiła na sfingowany napad swojego kolegę.

Oba zdarzenia wyglądały na poważne, były dopracowane niemal do perfekcji. Bielskim policjantom udało się jednak zebrać dowody potwierdzające rzeczywiste intencje sprawców zamieszania.

                                                                                                    Usłyszeli zarzuty

W związku z napadami na salony gier zatrzymano do tej pory jedenaście osób. Pięciu mężczyznom postawiono zarzuty rozboju. - Wobec czterech zastosowano areszt tymczasowy, a jeden sprawca objęty został dozorem policyjnym - wyjaśnia zastępca rzecznika bielskich policjantów.

Salony gier przyciągają bandytów. Do wszystkich odnotowanych przez policję napadów doszło nocą. - Salony usytuowane są przeważnie na obrzeżach osiedli, w miejscach nieoświetlonych, to pomaga złodziejom  - podkreśla nasz rozmówca. Nie bez znaczenie jest fakt, że w salonach pracują głównie kobiety. Często lokal obsługuje tylko jedna pracownica, co ułatwia działania złodziei. - Personel salonu powinien składać się z większej ilości osób, to zwiększyłoby poczucie bezpieczeństwa. Trudniej obezwładnić większą grupę - uważa kom. Jacek Śliwka. Dodaje, że w salonach warto byłoby zainwestować w system antynapadowy, jaki działa m.in. w bankach.

Anna Bodzek