Otwarcie na początku lat 80. pierwszej pizzerii w Bielsku-Białej stało się lokalną sensacją towarzyską. Do baru mieszącego się niedaleko dworca głównego PKP wpadali najczęściej ludzie spieszący na pociąg, lecz nie brakowało także par zakochanych, którzy do egzotycznej dla Polaków na owe czasy potrawy zamawiali krajowe wino. Co ciekawe, bielscy Włosi lokal omijali z daleka.

Pizzeria "Piccolo" znajdowała się przy ul. 3 Maja, naprzeciwko obecnego przystanku MZK. Lokal PSS Społem sąsiadował z serwisem narciarskim Leszka Stebnickiego oraz barem mlecznym. - W pizzerii pracowałem przez trzy miesiące, od wiosny 1982 roku - wspomina Mirek Drewniak, który w tamtym czasie był świeżym absolwentem bielskiej szkoły gastronomicznej. - Było nas tam dwoje uczniów. Oprócz mnie, dwie kilka lat starsze dziewczyny. Zdaliśmy egzaminy końcowe i musieliśmy odbyć praktyki zawodowe.

Jedyna pizzeria w mieście

Była to jedyna wówczas pizzeria w mieście. Młodzi kucharze nie wiedzieli, jak wygląda i jak powinna smakować prawdziwa pizza, bo nigdy wcześniej nie byli we Włoszech. Recepturę pizzy opracowała technolog z bielskiego oddziału PSS, prawdopodobnie na postawie lektury książek kucharskich. Zamiast niedostępnej wtedy oliwy, do produkcji ciasta używano? oleju rzepakowego, dostarczanego do "Piccolo" w półlitrowych szklanych butelkach. Nikt też wtedy nie myślał o mące pszennej durum, która dziś jest obowiązkowym surowcem do produkcji pizzy.

 - Istniało tylko jedno wejście do pizzerii - od frontu. Wnoszono tamtędy wielkie jak opony samochodowe kręgi żółtego sera, które później ręcznie krajaliśmy na małe kawałki. Na początku był parmezan, później zastąpiony krajowym ementalerem - opowiada bielski kucharz.

Każdą pizzę formowano przy użyciu wałka (takiego do makaronu) ze stugramowej porcji ciasta. Były to placki na grubym spodzie o średnicy ok. 20 cm, które następnie wypiekano w elektrycznym piecu szamotowym. Ładowano do niego blachę z 12 plackami. Na dolnym poziomie pieca znajdowała się komora, w której składowano pizze po wypieczeniu. Tam w cieple oczekiwały na klientów. W ciągu dnia wypiekano ok. 15 blach. 

Wino marki wino

W niewielkim barze czynnym od godz. 10.00 do 20.00 znajdowały się 24 miejsca siedzące przy stolikach oraz sześć na wysokich stołkach przy kontuarze. Na stołach - przyprawy oraz musztarda i keczup. Konsumenci mieli do wyboru trzy rodzaje pizzy, które różniły się farszem: 1/ z pieczarkami i serem, 2/ z kapustą oraz 3/ z szynką (wędzoną lub konserwową) - wszystkie okraszone roztworem koncentratu pomidorowego i wody. Pizza nr 2 nazywana była "Neapolitańską". Farsz do niej sporządzano z gotowanej słodkiej kapusty, cebuli oraz siekanych parówek.

 - Neapolitańska smakiem przypominała bigos, ale w sumie nie było to złe. Miała swoich smakoszy - wspomina Mirek Drewniak. Wokół pachniało czosnkiem, więc zapach przyciągał nam klientów do lokalu.

Klienci "Piccolo" mogli grymasić przy napojach. Nieletni mieli do wyboru dość kosztowną coca-colę oraz oranżadę, a dorośli rozkoszowali się słodkim winem produkcji krajowej. Do dyspozycji konsumentów były dwa gatunki: kordiał rumowy lub ananasowy, w kieliszkach o pojemności 200 g. Niektórzy zamawiali wino na wynos mimo kilkakrotnie wyższej ceny niż w sklepie. Tyle, że w sklepie wina nie było w ciągłej sprzedaży.

Lali po łyżeczce

Herbatę (w wersji luksusowej z plasterkiem cytryny płatnym ekstra) i kawę parzoną podawano w szklankach umieszczonych na spodeczkach. Obsługa opanowała trudną sztukę sporządzania naparu w taki sposób, aby szkło nie pękło pod wpływem wysokiej temperatury. - Sekret polegał na tym, aby wlewać wrzątek do szklanki po łyżeczce - wspomina ze śmiechem Mirek Drewniak. - Dwie kostki cukru oraz dolewka wrzątku do kawy były gratis.

Potrawy podawano na talerzach z ceramiki. Naczynia jednorazowe pojawiły się później wraz z drapieżnym kapitalizmem w wydaniu polskim. Dania podawane w jednorazówce były jednak droższe, gdyż restaurator wliczał do rachunku cenę naczynia. W niektórych lokalach brudne plastikowe talerze zbierano ze stolików. Po umyciu, obsługa mogła je ponownie wykorzystywać dla kolejnych klientów, co nie do końca było legalne.

Po zakończeniu praktyki w "Piccolo", Mirek Drewniak wyjechał na staż w Łebie, a później pracował w licznych restauracjach polskich oraz za granicą. Jest autorem lub współautorem kilkunastu książek kucharskich. Był konsultantem polskiej edycji programu MasterChef. Niedawno wrócił do Bielska-Białej, gdzie jest szefem w Dworek New Restaurant.

Robert Kowal

Na zdjęciu: w tej kamienicy w latach 80. mieściła się pizzeria "Piccolo".