Coraz więcej par ma trudności z poczęciem potomstwa. Problem ten dotyka również bielszczan. Metoda in vitro, choć kontrowersyjna, często jest dla nich jedyną szansą na dziecko. Nie zawsze jednak kończy się powodzeniem. Zabieg udaje się u około 40 proc. par.

In vitro to metoda pozaustrojowego zapłodnienia. U kobiety stymuluje się jajeczkowanie i pobiera komórki jajowe. W warunkach laboratoryjnych łączy się je później z plemnikami. Dochodzi do zapłodnienia. Powstały zarodek wprowadza się do ciała kobiety. - Metoda in vitro przypomina naturalny proces. Z tym, że zapłodnienie zachodzi poza organizmem człowieka - tłumaczy lekarz Bogdan Szymala z bielskiej Kliniki zajmującej się diagnostyką i leczeniem niepłodności.

Podstawą jest diagnostyka

Przyczyn problemów z naturalnym poczęciem jest wiele. Są to m.in. niedrożność jajowodów, niewystarczająca jakość nasienia, zaburzenia owulacji czy endometrioza - obecność błony śluzowej macicy poza jej jamą. Nie bez znaczenia jest również fakt, że kobiety coraz później decydują się na macierzyństwo, co negatywnie wpływa na biologiczny proces zapłodnienia.                     

Doktor Szymala podkreśla, że decydująca jest prawidłowa diagnostyka, dokładne sprawdzenie przyczyny problemu. - Dzięki odpowiednim badaniom diagnostycznym z wykorzystaniem nowoczesnej technologii, jak histeroskopia, laparoskopia, USG 3D i 4D, kobieta może uniknąć pozaustrojowego zapłodnienia, postarać się o dziecko w prostszy sposób. In vitro jest ostateczną metodą leczenia problemów z płodnością. Stosowane jest tylko w przypadkach, gdy inne możliwości zawiodły - tłumaczy nasz rozmówca.

Co ważne, pary mogą liczyć na refundację in vitro przez państwo. Najbliższe miasta, w których można wykonać zabieg to Kraków i Katowice. Problem z naturalnym poczęciem jest w naszym kraju, również w Bielsku-Białej coraz większy. Przybywa par decydujących się na zapłodnienie pozaustrojowe. Nie zawsze jednak takie zabiegi kończą się powodzeniem. - In vitro nie gwarantuje potomstwa, udaje się u około 35-40 proc. par - mówi lekarz.

Zabijają dzieci?

Metoda pozaustrojowego zapłodnienia budzi kontrowersje. Zdecydowanie sprzeciwia się jej Kościół katolicki. Duchowni argumentują, że dziecko poczęte tą metodą przychodzi na świat w nienaturalny sposób, a zamrożone zarodki po upływie określonego czasu są po prostu zabijane. Podczas pierwszego zabiegu wykorzystuje się od dwóch do czterech zarodków, a pozostałe są zamrażane i stosowane podczas kolejnego zabiegu, jeśli pierwszy nie da spodziewanych efektów. Zarodki mogą być przechowywane do pięciu lat od momentu zamrożenia. Emocje wywołuje to, co dzieje się z nimi, jeśli in vitro się powiedzie.

Nasz rozmówca sam jest katolikiem, ale stara się podchodzić do kwestii światopoglądowej obiektywnie. - Każdy pacjent sam decyduje o tym, czy poddać się in vitro czy nie, ma wolny wybór. My staramy się nieść pomoc każdej parze i w ostatecznych sytuacjach proponujemy dwa wyjścia - adopcję lub in vitro - podkreśla bielski lekarz.

Anna Bodzek

Foto: Galena