Wyrodne matki sprzed lat
Porzucenie lub zabicie własnego dziecka, to czyny, które niezależnie od okoliczności i czasu wzbudzały odrazę i potępienie społeczne. Dziś gazety szokują informacjami o wyrodnych matkach, ale od podobnych opisów nie stroniły także gazety naszych pradziadków.
W 1907 roku ?Dziennik Cieszyński? (nr 82) informował, jak to Franciszka Siuda z Bystrej, idąc do pracy, odnalazła w polu porzucone dziecko w wieku około 6 tygodni. - Była to dziewczynka, owinięta w szmaty, między któremi znajdował się kawałek papieru z następującym napisem: Jan Skiba, Ewa Skiba, Franciszka Hänflik ?13 lutego?. Podrzutka oddano do bielskiego szpitala Franciszka Józefa.
Wkrótce po ukazaniu się tego artykułu, w Bielsku niedaleko placu drzewnego robotnicy Marcin Kuśmierz i Jan Sterz usłyszeli płacz dziecka. I tym razem porzucone dzieciątko zawieziono do szpitala. Już następnego dnia wykryto, że wyrodną matką była Julia Pietrowska z Pietrzykowic ("Dziennik Cieszyński" nr 95). Kilka miesięcy później ?Gwiazdka Cieszyńska? informowała, że W wychodkach fabryki sukna Traubnera przy ulicy Górskiej znaleziono zwłoki noworodka. Matkę wyśledzono w osobie 31-letniej Agnieszki Gluzy, która przyniosła je ze swojego miejsca zamieszkania w Łodygowicach.
?Ślązak? (nr 12 z 1911 roku) opisał historię wyrodnej matki Marii Korba. Ta 27-letnia kobieta miała pięcioletnią ?nieślubną? córkę, z którą przybyła do siostry mieszkającej w Białej. Stąd udała się do Międzybrodzia, aby tam w swojej poprzedniej gminie oddać dziecko na utrzymanie, gdyż zaczęła na nowo układać sobie życie. Następnego dnia powróciła do siostry sama z ubrankami dziecka. Zapytana co z dzieckiem, opowiedziała gazecie, że w drodze spotkała ją jakaś pani w powozie, a ujrzawszy ją płaczącą, odebrała jej po otrzymaniu odpowiedzi dziecko, wracając jej ubiór dziewczynki na powrót.
Tłumaczenie kobiety bardzo zaniepokoiło jej szwagra, Bukowskiego, który niezwłocznie udał się na policję. Ta zadziałała błyskawicznie. Doprowadzona na ?odwach? i wzięta w kluczowy ogień pytań przyznała się, że córkę udusiła i schowała pod mostek. - Wysłani na miejsce ohydnego czynu razem z Korbową dwaj żandarmi znaleźli na drugi dzień o ? 5 rano na podanem miejscu tylko koszulką okryte dziecko, a to jeszcze przy życiu. Zaniesiono je do szpitala powiatowego w Białej, zaś wyrodną matkę oddano sądowi powiatowemu.
Z archiwum udostępnił: Jacek Kachel




Klauzula informacyjna ›