Wycinanie zbyt dużej ilości drzew jest w Bielsku-Białej dużym problemem. Obrońcy przyrody czekają na odpowiedź w sprawie swoich zastrzeżeń do przetargu, w którym do wycięcia wskazano ponad 300 drzew. - Co najmniej połowa z nich nie powinna być niszczona - przekonuje Wioletta Stokłosa ze Społecznego Ruchu Ochrony Drzew.

Przetarg ogłosił w marcu Zakład Gospodarki Mieszkaniowej w Bielsku-Białej. Zgodnie z jego warunkami, wycięte powinny zostać 302 drzewa, a 322 przeznaczono do cięć pielęgnacyjnych. Ekolodzy złożyli swój sprzeciw i czekają na odpowiedź. Według nich, ok. 55 proc. drzew wskazanych w przetargu jest w dobrym stanie. W takim razie - dlaczego mają być niszczone?

Społeczna histeria

Działaczka SROD dostrzega wiele przyczyn tej absurdalnej sytuacji. - Wnioski składają mieszkańcy miasta. Obecnie obserwujemy społeczną histerię, jeśli chodzi o drzewa - informuje Stokłosa. - We wnioskach bielszczanie podają dość dziwne przyczyny usunięcia drzew, np. ciągłe zamiatanie spadających liści, pyłki opadające na parapety okien czy owoce spadające na ziemię - to fanaberie ludzi. Duża część z tych drzew nie stanowi realnego zagrożenia - podkreśla pani Wioletta.

Jej opinie potwierdza Grażyna Czekierda z bielskiego ZGM. - Bielszczanie naciskają na wycinkę drzew z różnych powodów. Wnioski kierujemy do Urzędu Miejskiego, który przekazuje je Samorządowemu Kolegium Odwoławczemu. Pisma trafiają później do starostw powiatowych, które oceniają zasadność wniosków i podejmują ostateczne decyzje w sprawie - tłumaczy urzędniczka ZGM. Wanda Dziubek ze Starostwa Powiatowego w Bielsku-Białej przekonuje, że wycinane są drzewa, które rzeczywiście są niebezpieczne dla ludzi. - To m.in. chore, osłabione drzewa, które w każdej chwili mogą się po prostu zwalić i doprowadzić do tragedii.

Wioletta Stokłosa uważa, że urzędnicy sprawdzają rośliny w porze zimowej, gdy trudno tak naprawdę obiektywnie ocenić ich stan. - Najlepiej byłoby oglądać je o różnych porach roku, przyjeżdżać co najmniej dwa razy i dopiero wtedy decydować o wycince drzew - tłumaczy przedstawicielka SROD.

Potrzebny dendrolog

 - To właśnie zimą najlepiej widoczne są budki lęgowe ptaków znajdujące się na drzewach. Musimy je chronić - argumentuje Wanda Dziubek. Zdaniem urzędniczki starostwa, oględziny dokonywane są w różnych porach roku w zależności od terminu otrzymania wniosku. Według przepisów, organy decyzyjne muszą obejrzeć drzewa przeznaczone do wycinki w okresie do miesiąca od daty otrzymania pisma.  

O tym, jakie drzewa można wycinać stanowi prawo. Wiele egzemplarzy wskazanych w przetargu w rzeczywistości nie spełnia wymaganych kryteriów. - Nie można wycinać zdrowych drzew. Przycięcia konarów osłabiają roślinę i prowadzą do jej zamierania - mówi Wioletta Stokłosa. Uważa, że urzędnicy zdają sobie sprawę, że dochodzi do licznych nadużyć, jednak dopóki nikt nie interweniuje, to i oni nie reagują. Działaczka SROD podkreśla, że brakuje reakcji na ten problem ze strony wydziału ochrony środowiska Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej. Dobrze układa się natomiast współpraca Społecznego Ruchu Ochrony Drzew z Zakładem Gospodarki Mieszkaniowej.

Obrończyni przyrody postuluje, by wnioski w sprawie usuwania drzew na terenie miasta opiniował specjalista - dendrolog. - Fachowo oceniłby zasadność wniosków już na wstępnym etapie procesu decyzyjnego. Dzięki temu nie byłoby niejasnych sytuacji.

Anna Bodzek

Foto: Karina Nowicka-Kudłacz
Na zdjęciach: Drzewa wskazane w przetargu do wycinki
Zdjęcie tytułowe: ul. Dębowa 5/Kasztanowa
Fot. 1: drzewo pomiędzy ul. Bolesława Krzywoustego 9 i Wita Stwosza 27
Fot. 2: os. Żeromskiego - klon od ul. Piastowskiej