Bielszczanin w finale "Top Chef"
Swoją przygodę z gotowaniem Sebastian rozpoczął w wieku 16 lat. Wybrał szkołę o profilu "kucharz małej gastronomii". Teraz pracuje w Londynie, a w wolnym czasie ubiega się o tytuł najlepszego szefa kuchni w Polsce w popularnym programie kulinarnym ?Top Chef? emitowanym przez Polsat. Wczoraj awansował do finału rywalizacji i nie wyklucza, że będzie znów gotował dla bielszczan.
Pierwsze kulinarne doświadczenie zdobył na szkolnych praktykach. Później pracował w bielskich restauracjach, m.in. "Folwark", "Pod Dobrą Datą", "Italia", w hotelu ?Na Błoniach" oraz w "Karczmie pod Lotniskiem".
Na podbój Londynu
Cztery lata temu postanowił jednak wyjechać do Londynu. Stwierdził, że wyjazd da mu szanse na zdobycie doświadczenia i zrobienie kariery. Początkowo gotował w mniejszych, mniej znanych restauracjach. - Szlifowałem dopiero język, więc nie mogłem pracować w lepszych lokalach - wspomina. Z czasem postanowił spróbować swoich sił w jednej z restauracji słynnego szefa kuchni Gordona Ramsaya. Udało się. - Pracowałem od siódmej rano do dwunastej, pierwszej w nocy przez pięć dni w tygodniu - wspomina Sebastian. - W restauracji panowała wielka dyscyplina. Liczyła się tylko praca. Nie można było z nikim porozmawiać czy napić się kawy, od razu dostawało się upomnienie.
Nasz rozmówca zauważa, że media kreują Ramsaya na surowego szefa. - U nas nie było żadnych wielkich konfliktów - mówi. W restauracji wszystkie dania przygotowywano ze świeżych, nie mrożonych produktów. Sebastianowi najbardziej smakowała polędwica Wellington pieczona we francuskim cieście.
Bielszczanin gotował u Ramseya prawie rok. Z czasem trafił do restauracji Toma Aikensa - jednego z najlepszych szefów kuchni w Wielkiej Brytanii. - Mogłem pracować w zwykłej restauracji, ale chciałem uczyć się od najlepszych - przyznaje.
Karaluchy w ogrodzie
Sebastiana zaciekawiła pierwsza edycja programu "Top Chef". Wojciech Amaro, przewodniczący jury powiedział wtedy, że w drugiej edycji chętnie zobaczy kucharzy, którzy mają doświadczenie w gotowaniu za granicą. Sebastian postanowił spróbować. Nie przypuszczał, że dotrwa do finału. - Nie chciałem odpaść jako pierwszy - mówi. Nie bał się, chciał sprawdzić swoją kulinarną wiedzę, pokazać się szerszemu gronu odbiorców i wypromować swój region. Jaka potrawa była dla niego największym wyzwaniem? - Zdecydowanie danie z karaluchów. Przygotowałem coś na wzór ogrodu, by odwzorować ich naturalne środowisko - były galaretka, zioła i kwiaty - tłumaczy.
Bielski kucharz podkreśla, że na planie "Top Chef" panuje przyjazna atmosfera. Sebastian ma dobry kontakt z pozostałymi uczestnikami programu. Nie narzeka też na jurorów. - Oceniają smak i wygląd potrawy, ale też zachowanie kucharzy - wyjaśnia bielszczanin. Dodaje, że niesamowitą adrenalinę wywołuje to, że uczestnicy w ostatniej chwili dowiadują się, jaka będzie kolejna konkurencja. Na planie programu pojawiło się wielu gości. Sebastiana zaskoczyły m.in. odwiedziny zawodników KSW.
Kucharza wspiera rodzina. - Gdy mama pojawiła się na planie, to później wszyscy zaczepiali ją i gratulowali - wspomina bielski kucharz. Jak będzie wyglądało życie Sebastiana po programie? - Być może wrócę do Polski. Myślę o tym, by stworzyć w Bielsku-Białej restaurację opierającą się na lokalnych produktach. W mieście brakuje takiego miejsca - zdradza nam swoje plany finalista "Top Chef".
Decydująca rywalizacja o tytuł - w najbliższą środę na antenie Polsatu. W finale wystąpi trzech świetnych polskich kucharzy, w tym bielszczanin. Zwycięzca zostanie najlepszym szefem kuchni tej edycji oraz otrzyma nagrodę w wysokości 100 tys. zł.
Anna Bodzek
Zdjęcie tytułowe: bielszczanin z Tomem Aikensem - jednym z najlepszych szefów kuchni w Wielkiej Brytanii
Foto: Sebastian Olma, Grzegorz Pytka
Galeria:
Komentarze 9
Warto aby ten utalentowany kucharz otworzył swoją restauracje w naszym mieście. Na pewno dania do tanich należały nie beda, ale widać, ze gośc ma talent, wiedzę oraz umiejętności dlatego wielu zapewne chociaż raz bedzie chciało spróbować dań wykonanych ręką czy pod kierownictwem jednego z najlepszych kucharzy w kraju.
Kiedyś, bodaj we Franci straszono miejscowych plakatem z polskim hydraulikiem.
Teraz w Wielkiej Brytanii mogą postraszyć bilbordem z polskimi kucharzami!!!
I tak trzymać! Jak się nie będą nas bali to się będą z nas śmiali :) :) :)






Klauzula informacyjna ›