Analiza archiwalnej prasy dla pań, to świetny temat dla socjologów i felietonistów. Ale także historyk może w nich znaleźć sporo informacji o tym, jak zmieniało się życie, moda, problemy i rozterki czytelniczek tzw. prasy kobiecej.

Nasze prababcie również chciały być na czasie. Aby być dobrze zorientowane w obowiązujących trendach mody, łaknęły wszystkich nowinek. Jeżeli zaś światowe życie i modne ubiory, to musiały być one z Paryża. Z tego też powodu najbardziej popularnym pismem kobiecym wśród kobiet zamożnych w Galicji był dwutygodnik pod tytułem MODY PARYSKIE. Magazyn wydawano we Lwowie, a jego redaktorem naczelnym był Aleksander Milski.

Niżej podpisanemu udało się dotrzeć do roczników tego pisma z lat 1901-1903, które gromadziły nasze prababcie w Białej. ?Mody Paryskie? wydawane były bardzo starannie, na dobrym papierze. Każdy numer dzielił się na działy. Było coś dla ciała (moda, przepisy kulinarne i porady), dla ducha (temat numeru i dział kontaktu z czytelnikami) oraz dział rozrywkowy, w którym były aforyzmy, krzyżówki, rebusy, itp. Podobnie jak dzisiaj, nie brakowało też miejsca na anonsy i reklamy.

Największa gratka dla badacza przeszłości znajduje się w temacie numeru, przy czym każde wydanie poświęcone było innemu tematowi. W latach 1901-1903 były to m.in. Sen i jego znaczenie, Dlaczego dziecko kłamie, Kobiety a gimnastyka, Taniec a zdrowie, Domowe porządki czy też Męczennice mody. My zatrzymamy się na chwile na tym ostatnim, aby dowiedzieć się, w jaki sposób kobiety przed wiekami dbały o wygląd. Lojalnie uprzedzam, że tekst jest momentami drastyczny i autor nie bierze odpowiedzialności za wszelkie próby naśladowcze!

W numerze 16 ?Mód Paryskich? z 15 sierpnia 1903 w artykule pt. ?Męczennice mody? czytamy: - Korona męczeństwa jednak należy się pewnej w naszych czasach żyjącej aktorce angielskiej. Była ona zrozpaczona, gdy przekonała się, że już żaden środek nie pomaga na kompletnie zniszczoną cerę. Zmarszczki nie dały się już usunąć, różowej cery nic nie zdołało jej przywrócić. Pozostawał jeden tylko środek: sprawienie sobie zupełnie nowej skóry.

Kobieta poddała się więc operacji chemiczno-elektrycznej, która w ciągu siedmiu tygodni nieopisanych męczarni zdołała przepalić dawną skórę tak, że ją po kawałku odrywano. - Pod tą skórą rósł równocześnie nowy naskórek, różowy i delikatny, jak u nowonarodzonego dziecka. Sprzeczność jednak miedzy tą cerą a całą postacią i zachowaniem się podstarzałej damy była tak rażąca, że musiała ona jeszcze przez dwa miesiące pozostać w domu, jakby się skóra jej cokolwiek postarzała. Gdy po tym okresie ukazała się światu, była - jak przyznać musiały zazdrosne koleżanki - młoda i świeża, jak poranek majowy.

W archiwum odnalazł: Jacek Kachel