Droga, która dzieli
Państwo Leszczyńscy z Bielska-Białej twierdzą, że od dwóch lat życie zatruwa im ruch ciężkich pojazdów budowlanych. Przejeżdżają one tuż obok ich posesji w kierunku Strefy Przemysłowej w pobliżu ulicy Krakowskiej. Samochody mogłyby docierać do strefy właściwą drogą, która została wprawdzie zaprojektowana, lecz gmina nie śpieszy się z jej budową.
- Mamy pełno takich dróg, które są zaprojektowane, a powstaną może za kilkadziesiąt nawet lat. Miasto nie ma teraz na tę drogę pieniędzy - stwierdził prezydent Jacek Krywult podczas kwietniowej sesji Rady Miejskiej, odpowiadając na zarzuty Ewy Leszczyńskiej. - I to jest państwo prawa?! - irytowała się bielszczanka. - Z powodu jednej firmy mamy się wyprowadzić? Bo miasto nie pomyślało o drodze?
Bar dla zmotoryzowanych
Problemy Leszczyńskich zaczęły się we wrześniu 2012 roku. To wtedy bielscy radni uchwalili powstanie Strefy Przemysłowej rozciągającej się pomiędzy ulicą Krakowską a torami kolejowymi. Zgodnie z projektem, dojazd do strefy zapewniać miała specjalnie w tym celu wybudowana droga. - Ale drogi nie ma - rozkłada ręce pani Ewa. - Za to jest polna droga dojazdowa przebiegająca obok naszego domu.
Kiedy więc część gruntu na terenie strefy wykupił bielski przedsiębiorca budowlany, zaczął korzystać z drogi obok domu państwa Leszczyńskich, aby dojechać do swojej własności. - Nikt temu panu nie broni korzystania z drogi, bo w części jest gminna i każdy ma prawo z niej korzystać - mówi pani Ewa. - Sęk w tym, że on tam nie jeździ samochodem osobowym, ale ciężkimi maszynami. Tak się nie da żyć. To tak, jakby nagle komuś pod oknami przejeżdżały czołgi!
Leszczyńscy od lat prowadzą przy domu mały bar, głównie dla zmotoryzowanych, którego front wychodzi na sporną drogę. - Kto teraz przyjedzie do nas na obiad, jeśli będą mu pod nosem przejeżdżać ciężarówki? - denerwuje się Ewa Leszczyńska.
Droga na papierze
Zupełnie inaczej widzi problem wspomniany przedsiębiorca, Bartłomiej Hołowka. - Tym państwu nie przeszkadza to, że moja firma jeździ tam kilka razy w tygodniu ciężkim sprzętem, bo na ulicy Krakowskiej ruch jaki jest, każdy wie i na to się jakoś nie skarżą. Ich drażni to, że nie mogą teraz parkować samochodów swoich i klientów baru, gdzie popadnie - tłumaczy przedsiębiorca.
Pan Ratłomiej przekonuje, że wystarczyłoby, aby samochody przyjeżdżające do baru Leszczyńskich parkowały tak, aby jego ciężarówki mogły w miarę spokojnie przejechać spornym odcinkiem drogi. - To zaledwie kilkadziesiąt metrów - podkreśla przedsiębiorca. - Dalej jest już moja prywatna droga, którą utwardziłem również po to, aby nie robiło się tam błoto, a w suche dni nie kurzyło także państwu Leszczyńskim. Brakuje po prostu dobrej woli.
- Prawda jest taka, że jak się chciało mieć Strefę Przemysłową, to najpierw należało do niej zrobić dojazd. Nie byłoby teraz problemów - uważa Ewa Leszczyńska.
Właściwa droga dojazdowa istnieje wyłącznie na papierze. Jej ślad przebiega po prywatnych gruntach. - One nie są nawet jeszcze wykupione - informuje przedsiębiorca. - Gdyby było inaczej mógłbym na własny koszt ułożyć tam prowizoryczny dojazd. Z drugiej strony jest dla mnie oczywiste, że drogi długo jeszcze nie będzie, bo jej wykonanie, to koszt kilkudziesięciu milionów złotych.
***
Ewa Leszczyńska domaga się od Ratusza, aby wydał decyzję o graniczeniu tonażu samochodów wjeżdżających na sporny odcinek drogi. Po jej wystąpieniu na sesji Rady Miejskiej prezydent Jacek Krywult obiecał, że urząd jeszcze raz przyjrzy się sprawie. - W każdym razie jest to konflikt sąsiedzki i miasto nie może tak po prostu stanąć po czyjejś ze stron, bo każda ma tu swoje racje. My ograniczymy tonaż, to pretensje do nas będzie miał z kolei przedsiębiorca. Z takimi sprawami należy pójść do sądu - stwierdził prezydent.
Tekst i foto: KO
