Zapłacił za własną dobroć
Przełomowym momentem tej historii jest decyzja bielskiego sądu z 2011 roku, która rozpoczyna pasmo nieszczęść pana Jana. Historia zaczęła się jednak kilka lat wcześniej, w 2007 roku. To wtedy nasz bohater, mimo iż sam miał na głowie własne problemy, postanowił pomóc kuzynowi. - Przyrzekłem to matce na łożu śmierci.
Obietnica dana umierającej matce wynikała z tego, że kuzyn Stanisław był od dziecka mniej sprawny intelektualnie od rówieśników. Kiedy dorósł i zaczął wieść samodzielne życie, jego byt ograniczał się do podstawowych potrzeb.
- Mieszkał w jedynym pokoju w domu, którego połowa należała do mnie - wyjaśnia nasz rozmówca. - W akcie własności kuzyn miał zapisaną drugą połowę. Wtedy mieszkałem w innym miejscu, więc kiedy zobaczyłem, w jakich warunkach Stanisław mieszka, złapałem się za głowę. Część jego domu była istną ruiną grożącą zawaleniem.
Akt dobroci
Pan Jan szybko dowiedział się, że kuzyn jest po uszy zadłużony w kilkunastu bankach. - Na Stanisławie nie robiło to wrażenia - dodaje bielszczanin. Zaproponował więc kuzynowi, że odkupi od niego połówkę domu, w zamian spłacając jego długi bankowe. - Zgodził się. Podpisaliśmy akt notarialny, gdzie zagwarantowałem mu dodatkowo prawo dożywotniego zamieszkania w naszym domu - tłumaczy nasz rozmówca.
Umowy dotrzymał. Po zawarciu aktu notarialnego spłacił długi Stanisława - 30 tys. zł. Zostawił go też w dotychczasowym mieszkaniu. Stan umysłowy kuzyna był już wtedy taki, że decyzją sądu został ubezwłasnowolniony, a jego opiekunem prawnym ustanowiono pana Jana. - Podjąłem się tego, bo to moja rodzina - mówi pan Jan. - Nie mogłem go zostawić na łasce obcych ludzi.
Kredyt
Niedługo po tym, jak objął kuratelą swojego kuzyna, los rzucił go niemal na drugi koniec Polski. - Musiałem się przeprowadzić - opowiada pan Jan. - Po naradzie rodzinnej ustaliliśmy, że dom przekażę darowizną mojemu synowi.
Tak się też stało. Syn Jana przeprowadził się do rodzinnego domu wraz z żoną i dziećmi. Na początek postanowił zrobić coś z kuzynem ojca. - Wyremontowałem mu pokój, łazienkę i kuchnię, podłączyłem ogrzewanie, bo jego dotychczasowe miejsce było po prostu koszmarne - mówi syn pana Jana. - W jego byłej części domu nie było kanalizacji, wody. Wszystko się waliło.
Kiedy już kuzyn Stanisław przeniósł się do nowych pomieszczeń, syn pana Jana postanowił wziąć kredyt i wyremontować starą część budynku. Tę, gdzie do tej pory mieszkał kuzyn jego ojca. - Zadłużyłem się na 400 tys. zł i całą tę kwotę włożyłem w remont połowy budynku, właściwie odbudowałem ją na nowo - tłumaczy syn Jana.
Wtedy o sobie dał znać złośliwy los - kuzyn Stanisław, w biały dzień, spacerując uległ wypadkowi. Doznał poważnego stłuczenia m.in. głowy, co w efekcie sprawiło, że nie mógł już samodzielnie egzystować. - W tej sytuacji załatwiłem mu prywatny dom opieki społecznej - mówi pan Jan. - Później trafił do zakładu opiekuńczego w Międzybrodziu.
Pozew
Tymczasem nadszedł rok 2011. Gdzieś w jego połowie pan Jan otrzymał pozew do sądu. Pozywał go jego ubezwłasnowolniony kuzyn twierdząc, że podpisany w 2007 roku akt notarialny o sprzedaży połowy domu jest nieważny, bo on wtedy nie wiedział, co robi. - To był totalny szok - nie ukrywa pan Jan. - Wszystkiego mogłem się spodziewać, ale nie tego! Wyglądało na to, że kuzyn odczekał aż mój syn wyremontuje dom i postanowił wbić mi nóż w plecy!
Sąd w Bielsku-Białej przyjął sprawę na wokandę. Kiedy jednak okazało się, że pan Jan od dawna nie jest już właścicielem domu, sprawę oddalono. W uzasadnieniu zapisano jednak, że zawarta w 2007 roku umowa nie jest ważna, bo kuzyn pana Jana nie był wówczas świadom swoich czynności prawnych.
- To był drugi szok, bo sąd oparł się jedynie na opinii biegłego, który stwierdzał po prawie pięciu latach o niepoczytalności mojego kuzyna - irytuje się bielszczanin. - W ogóle nie wzięto pod uwagę mojego zdania, notariusza, faktów, tego, w jakim stanie był wówczas budynek, że w istocie pomogłem mu, a nie zaszkodziłem!
Strach
Kuzyn Stanisław, a dokładnie jego tzw. zastępczy kurator (właściwym wciąż pozostaje pan Jan) odwołał się od decyzji bielskiego sądu, ale nawet Sąd Najwyższy nie przyznał mu racji. - Ponieważ nie można było pozywając mnie unieważnić aktu notarialnego, bo nie byłem już właścicielem domu, mój kuzyn wymyślił, że pozwie mojego syna, wnosząc do sądu o wpis do hipoteki na swoją korzyść - tłumaczy dalej pan Jan.
I ta sprawa jest obecnie w toku. O jej wynik drży syn pana Jana. - Jeśli dokonają mi wpisu na hipotece, w praktyce będzie to oznaczać, że wydałem 400 tys. kredytu na remont cudzej własności - mówi syn pana Jana. - Nikt mi przecież nie zagwarantuje, że po takim orzeczeniu, kuzyn mojego taty nie sprzeda nagle drugi raz swojej części domu komuś za jakieś marne grosze. Sam przecież ma gdzie mieszkać. A ja pójdę z rodziną chyba pod most, bo do końca życia będę musiał spłacać kredyt?
Tekst i foto: KO
PS. Imiona bohaterów zostały zmienione.
Komentarze 16
Co prawda mamy tutaj doczynienia z rodziną, gdzie jedna z nich jest niepełnosprawna umysłowo, ale tak po prawdzie, podział majątku bardzo często jest powodem konfliktów w rodzinach od nierówności az po oszustwa często intrygi z dramatami w tle. Skoro na tym etapie ludzie potrafią siebie niszczyć nawzajem, niech nie licza na to, że w duzej czy wielkiej polityce bedzie inaczej. Bardzo mało jest przypadków kiedy trzeba podzielić majątek, to odbywa sie to we wzajemnym zrozumieniu, szacunku i poszanowaniu drugiego członka swojej rodziny.
Co do tej historii, to nie wiadomo czy za niepenosprawnym nie stoi jakas inna osoba trzecia, która tym kieruje. Trudno aby niepelnosprawny umysłowo czlowiek mógł ich tak prawnie rozegrac.....

Klauzula informacyjna ›