Niedawno na terenie Bielska-Białej doszło do licznych podpaleń. Piroman działał najczęściej na terenie Starego Bielska. Jak się okazuje, takie osoby co jakiś czas koncentrują uwagę opinii publicznej, budząc postrach wśród mieszkańców miasta. Podobne chwile niepewności przeżywali mieszkańcy Mikuszowic w 1906 roku.

Gazety w tym czasie z przerażeniem informowały, że w ciągu miesiąca wybuchło dziewięć pożarów. Podpalacz lub podpalacze byli bezczelni i pewni bezkarności. - W Wilkowicach na słup telegraficzny nalepili kartkę z nazwiskami tych gospodarzy, których domy mają być podpalone. I rzeczywiście, imiona gospodarzy, których domy dotychczas podpalono, były na tej kartce wymienione.

Specjalne patrole mieszkańców

Dziesiąty pożar strawił zapasy szpagatu u Rudolfa Wagnera. Jednak prawdziwy horror rozegrał się 20 maja. - W nocy podpalili aż trzy zabudowania. I tak: w Wilkowicach p. Krupińskiemu dom mieszkalny, w Bystrej p. Schnatzkemu stodołę i w Mikuszowicach p. Żelaskemu stodołę i przyległe magazyny. Dwa pierwsze pożary udało się dzięki natychmiastowemu przybyciu straży pożarnych ugasić. Natomiast trzeci pożar pochłonął stodołę i przyległe magazyny. Straż pożarna ledwie zdołała ocalić dom mieszkalny, odległy o kilka kroków i młyn.

Mieszkańcy okolicy żyli niepewni jutra. Panika udzieliła się wszystkim. Jeden z gospodarzy sprzedał nawet swoje konie, bojąc się, aby w razie pożaru nie spaliły się. Ludzie stali się bardzo czujni i zorganizowali nawet specjalne patrole. Pewnie z tego powodu podpalacze przenieśli się do Cygańskiego Lasu, gdzie ktoś podłożył ogień u gospodarza Jenknera.

Spaliła się zupełnie stodoła i dach na domu. - Gdy wybuchł pożar, widziano trzech ludzi uciekających w pole. Dwóch z nich aresztowano. Obok sąsiedniego domu, należącego do Szewczyka, znaleziono worek z materyałami palnymi, przeznaczonymi zapewne do podpalenia. Dzięki szybkiemu przybyciu okolicznych straży ogniowych udało się zapobiec dalszemu rozszerzeniu się pożaru.

Wdepnął w gniazdo os

Wydawać by się mogło, że po aresztowaniu czarna seria się zakończy. Jednak już następnej nocy spłonęło obejście gospodarza Snackiego w Mikuszowicach, a w krótkim czasie trzy inne w okolicy. Policja nie wykluczała, że sprawcą podpaleń był ten trzeci mężczyzna, którego nie udało się złapać żandarmerii. Być może chciał w ten sposób odsunąć podejrzenia od swoich kompanów.

Przy okazji podpaleń doszło również do dwóch incydentów. Pierwszy był związany z niejakim Gluzą z Wilkowic, który nie zgadzając się na licytacje swojego domu, sam go podpalił, licząc, że zostanie tym obciążone konto podpalaczy. Dużo strachu najadł się też jeden z profesorów bielskiej szkoły, który nieświadomie wdepnął w ?gniazdo os?.

Jako biolog, postanowił on na okolicznych łąkach wzbogacić swój zielnik. W tym samym czasie obywatelska straż chłopska patrolowała okolice i zobaczyła tajemniczą postać, która buszowała na polach. Raz po raz nieznajomy schylał się, co chłopi uznali za próby ukrycia się przed nimi. Nie namyślając się długo, ruszyli pędem w kierunku postaci i przy użyciu - jak byśmy to dzisiaj powiedzieli - przymusu bezpośredniego obezwładnili go, nabijając mu przy okazji kilka sińców.

Bariera językowa spowodowała, że wszystkie tłumaczenia stały się niezrozumiałe i dopiero postawienie pojmanego przed obliczem wójta, który znał niemiecki, wyjaśniło nieporozumienie.

Jacek Kachel

Na zdjęciu: Podpalacz w MIkuszowicach - ?Die neue Zeitung? nr 108 z 18.04.1906, s 1.