Przed Sądem Rejonowym w Bielsku-Białej rozpoczął się dzisiaj proces czterech strażników miejskich, którzy oskarżeni są o przekroczenie uprawnień. Dwaj z nich - Marcin D. oraz Tomasz M. nie przyznają  się do winy i odmówili składania wyjaśnień.

Jedyna kobieta na ławie oskarżonych, Małgorzata B. także nie przyznała się do winy. Wyjaśniła natomiast, że mężczyźni, których zatrzymali strażnicy, nie byli pijani i nie zachowywali się agresywnie. Powiedziała również, iż nie widziała, aby któryś z zatrzymanych został uderzony. Czwarty z oskarżonych, Andrzej K. zeznawać będzie na kolejnej rozprawie.

W maju ub. roku dwa patrole bielskiej Straży Miejskiej zatrzymały poszkodowanych na Wzgórzu Trzy Lipki. W aucie było pięciu mężczyzn. Pasażerowie wypili po piwie, co zarejestrowały kamery monitoringu. Strażnicy uznali, że mężczyźni popełnili wykroczenie, ponieważ spożywali alkohol w miejscu publicznym. Dwóm mężczyznom siedzącym w samochodzie funkcjonariusze wręczyli mandaty po 50 zł. Trzem pozostałym, których zastali na szczycie wzgórza, chcieli wymierzyć po 100 zł kary, lecz mężczyźni odmówili przyjęcia mandatów.

Według prokuratury, strażnicy zamknęli ich w radiowozach, a następnie straszyli, że jeśli nie przyjmą mandatów, trafią do izby wytrzeźwień. Po zmroku, gdy groźbami nie osiągnęli celu, wywieźli mężczyzn do lasu i po kolei wypuszczali każdego w innym miejscu. Jednego ze zwolnionych uderzono pałką. W opinii prokuratury, oskarżeni bezprawnie pozbawili wolności poszkodowanych, gdyż nie mieli podstaw, by umieścić ich w izbie wytrzeźwień.

Oskarżeni strażnicy nie byli dotąd karani sądownie. Grozi im do pięciu lat więzienia (o szczegółach tej sprawy pisaliśmy w artykule Prokuratura oskarżyła strażników).

sza