Sparaliżowali sąd - pójdą siedzieć?
Do bielskiego Sądu Rejonowego trafił akt oskarżenia przeciwko sprawcom fałszywego alarmu bombowego. Feralnego dnia sprawca alarmu miał wyznaczoną rozprawę w sądzie. 31-letniej kobiecie i 37-letniemu mężczyźnie grozi kara do ośmiu lat więzienia.
18 listopada ub. roku tuż po godz. 8.00 dyżurny KMP w Bielsku-Białej został telefonicznie powiadomiony przez anonimowego mężczyznę, że za pół godziny zamierza zdetonować ładunek wybuchowy w bielskim Sądzie Rejonowym. Patrole policji, straży pożarnej, a także pogotowia ratunkowego i pracownicy pogotowia gazowego pojawili się we wszystkich budynkach sądów w mieście, z których ewakuowano pracowników. Po rozpoznaniu minersko-pirotechnicznym nie odnaleziono żadnego ładunku.
- Koszt akcji wyniósł około 21,5 tys. zł - informuje bielska Prokuratura Okręgowa. Prokuratura Rejonowa Bielsko-Biała Południe ustaliła numer telefonu komórkowego oraz IMEI aparatu, z którego wykonano połączenie. Śledczy dotarli również do jego właścicielki. Okazało się, że dzień przed fałszywym alarmem kobieta na prośbę 31-latki zamieniła się z nią aparatem telefonicznym.
Na 18 listopada sprawca alarmu miał wyznaczoną rozprawę w sądzie. Kilka dni wcześniej spotkał się z oskarżoną i zmusił ją do ?załatwienia? mu telefonu komórkowego. Powiedział, że potrzebuje aparatu, aby poinformować o podłożeniu bomby. - Biegły z zakresu fonoskopii stwierdził, iż dowodowe wypowiedzi mężczyzny informującego o podłożeniu ładunku są wypowiedziami oskarżonego - ustalili prokuratorzy.
37-latek był już karany. Do zarzutów się nie przyznaje. Kobieta złożyła szczegółowe wyjaśnienia w tej sprawie.
sza

Klauzula informacyjna ›