Tym razem w komplecie stawili się oskarżeni i ich obrońcy. Zabrakło jednak jednego z pokrzywdzonych. Wczoraj w Sądzie Rejonowym w Bielsku-Białej znów odroczono proces czterech bielskich strażników miejskich.

Sąd zarządził nawet kilkuminutową przerwę, by telefonicznie przypomnieć o rozprawie jednemu z  poszkodowanych. Na sali obecna była pozostała dwójka. Mężczyzna nie stawił się na rozprawie, choć został o niej zawiadomiony. Ponieważ nie udało się do niego dodzwonić, rozprawa została odroczona do kwietnia.

Strażnicy miejscy nie przyznają się do winy. Są oskarżeni o bezprawne zatrzymanie i wywiezienie do lasu nocą trzech mężczyzn. W maju ub. roku w rejon wzgórza Trzy Lipki w Bielsku-Białej przyjechało samochodem pięciu mężczyzn. Pasażerowie wypili po piwie. Zarejestrowały to kamery monitoringu. Na miejsce pojechały dwa patrole straży miejskiej.

Dwóm mężczyznom, którzy siedzieli w samochodzie, funkcjonariusze wręczyli mandaty po 50 zł. Trzem pozostałym chcieli wręczyć mandaty po 100 zł. Ci jednak odmówili. Funkcjonariusze zamknęli mężczyzn w radiowozach, gdzie następnie straszyli zatrzymanych, że jeżeli nie przyjmą mandatów, odwiozą ich do izby wytrzeźwień.

Po zmroku strażnicy wywieźli mężczyzn do lasu i po kolei wypuszczali, każdego w innym miejscu. Jednego ze zwalnianych funkcjonariusz uderzył pałką. Zdaniem prokuratury, strażnicy miejscy przekroczyli swoje uprawnienia. Grozi im do pięciu lat więzienia. Na pierwszej rozprawie, 10 stycznia nie stawił się obrońca jednego z oskarżonych (o szczegółach tej sprawy pisaliśmy w artykule Prokuratura oskarżyła strażników).

sza