Teatr tylko dla dorosłych
Po klasycznej ?Balladynie? i awangardowym ?Białym małżeństwie?, przed Teatrem Polskim pod kierunkiem Witolda Mazurkiewicza stanęło kolejne wyzwanie - program sylwestrowo-karnawałowy. Rozśmieszanie ludzi jest trudną sztuką i w obu przypadkach udało się, o czym przekonaliśmy się w minioną sobotę na premierach komedii Joe Ortona pt. ?Co widział kamerdyner?? oraz spektaklu muzycznego pt. ?Latający cyrk Monty Pythona?.
Joe Orton był brytyjskim dramaturgiem, który zyskał sławę dzięki stworzeniu nowego rodzaju czarnej komedii. Nazwano ją ?ortoneską? i zdefiniowano jako twórczość ?oburzająco makabryczną?. Można więc po tym autorze spodziewać się parodii klasycznej, teatralnej farsy, która jest bogata w groteskowy humor i dwuznaczne żarty.
Widownia była oburzona
Komedię pt. ?Co widział kamerdyner?? Orton napisał w 1966 roku, niedługo przed swoją tragiczną śmiercią. Był wtedy u szczytu sławy dzięki dramatom wystawianym m.in. w Yorkshire Television. Premiera ?Co widział kamerdyner?? odbyła się w dwa lata po śmierci autora, w 1969 roku na West Endzie. Widownia była tak oburzona sztuką i tak głośno buczała, że krytycy nie słyszeli wypowiadanych przez aktorów kwestii.
W Teatrze Polskim możemy zobaczyć ten spektakl w reżyserii znanego artysty kabaretowego Andrzeja Zaorskiego, który realizował już ten tytuł m.in. dla Teatru Dramatycznego w Białymstoku. Fabuła zdaje się być typowa dla teatralnej farsy. Psychoanalityk, dr Robert Prentice (w tej roli znakomity Grzegorz Sikora) szuka nowej sekretarki. Przeprowadza rozmowę kwalifikacyjną, ale robi to we właściwy sobie sposób: poleca kandydatce, by się rozebrała. Epizod ów daje początek nieoczekiwanym zbiegom okoliczności, przebierankom i grom słownym, co tworzy swoisty dom wariatów. Co ciekawe, tytułowy kamerdyner w ogóle nie występuje! Możemy się tylko domyślać, że jego rolę przejmuje widownia, która obserwuje wydarzenia na scenie.
- ?Co widział kamerdyner?, to pierwotnie była parodia farsy, ale współcześnie ta sztuka ewaluowała do ciekawej komedii, pełnej różnych rodzajów komizmu i zabawnych sytuacji - mówi dyrektor Teatru Polskiego, Witold Mazurkiewicz.
Humor od pasa w dół
Czy tekst Ortona może być irytujący również dla współczesnego widza? Owszem, bywa kontrowersyjny (nie brak w nim przekleństw i humoru ?od pasa w dół?), lecz z pewnością nie oburzy tak bardzo polskiego widza, jak brytyjskiego. Autor ironicznie odnosi się do historii, literatury, a nawet hymnu Wielkiej Brytanii. Dostaje się także psychoanalitykom - Orton wyśmiewa przede wszystkim metody leczenia chorób psychicznych oparte na teoriach Zygmunta Freuda.
Tekst jest bogaty w komizm słowny wynikający z gier językowych, np. ?Iwona, księżniczka Burbona? albo ?Przeprowadziłem z nią grę wstępną, czyli? rozmowę wstępną?. Dzięki tłumaczeniu Gustawa Gottesmana, ?Co widział kamerdyner?? zyskuje również współczesne konteksty (?Ras-Putin? czy ?Polski kochanek, kandydat do Parlamentu Europejskiego?). Andrzej Zaorski wykreował zabawną, ale jednocześnie inteligentną komedię, w której sceny płynnie następują po sobie, nie burząc wszechobecnego komizmu.
Z umiejętnościami reżyserskimi Zaorskiego koresponduje bardzo dobra gra aktorska występujących w tej sztuce postaci, w tym szczególnie aktorów najmłodszego pokolenia: Zofii Schwinke (sekretarka) i Michała Czaderny (Nickolas Beckett). Dopełnieniem dla tej nietypowej komedii jest scenografia autorstwa Jerzego Rudzkiego, tworząca atmosferę bogatego, brytyjskiego domu, który przeistacza się w dom wariatów z nieskończoną liczbą drzwi.
Wszystkie te elementy układają się w niezwykle udaną, wartą polecenia dorosłej widowni komedię teatralną, która jest jednocześnie przykładem realizacji ciekawego tekstu dramaturgicznego. Po reakcjach widowni widać było, że odpowiada on publiczności bielskiego teatru.
Cztery sezony czystej głupoty
W sobotę zobaczyliśmy też spektakl muzyczny ?Latający cyrk Monty Pythona? - bogaty w gagi z programu BBC pod tym samym tytułem, który zmienił na zawsze nie tylko brytyjską rozrywkę, stając się ikoną niezwykłego humoru. Angielscy artyści stworzyli ogromną ilość niezapomnianych skeczy i piosenek, z których najbardziej znane, to ?Ministerstwo głupich kroków?, ?Martwa papuga? czy ?Hiszpańska inkwizycja?.
Twórcy tych absurdów sami pisali o sobie, że ?Abstrahując od tematu muzyki klasycznej, Latający Cyrk Monty Pythona składa się z czterech sezonów czystej głupoty. W latach 1969-74 niepowetowanie wiele umysłów zostało spaczonych, co trwa niestety nadal...?. Polską wersję ?Latającego cyrku Monty Pythona? w bielskim teatrze oparto na scenariuszu Adama Opatowicza i Witolda Mazurkiewicza, którzy sięgnęli po tłumaczenia Filipa Łobodzińskiego i Tomasza Beksińskiego.
- Musiałem dokonać takiego wyboru skeczów i piosenek, który będzie odpowiadał również przypadkowemu widzowi, niekoniecznie przyzwyczajonemu do absurdalnego humoru. Ciężko jest dostosować repertuar tylko do Sylwestra, bo przecież te spektakle będą jeszcze później grane, dlatego w wybranych skeczach pojawia się absurd, ale wysmakowany. Ważna jest tutaj także muzyka, brzmienie piosenek - tłumaczy reżyser spektaklu, Witold Mazurkiewicz. - Nawet jeżeli komuś nie spodoba się taki rodzaj humoru, to może dobrze bawić się przy muzyce. Teatr Rampa w Warszawie od kilku lat z powodzeniem gra skecze z tego popularnego w Polsce serialu, bo piosenki i teksty wiele lat temu przełożyli na język polski dobrzy tłumacze.
Dyrekcja nie ponosi odpowiedzialności
Publiczność dobrze odebrała ?Latający cyrk Monty Pythona? w Teatrze Polskim, nagradzając go wybuchami śmiechu i brawami. Spektakl jest zabawny i ciekawy, choć nie każdemu widzowi może się spodobać ?pythonowskie? poczucie humoru, odnoszące się do szerokich kontekstów kulturowych, ale jednocześnie sprośne i miejscami niesmaczne. Zresztą, na początku spektaklu aktorzy zaznaczają, że ?Dyrekcja teatru nie ponosi odpowiedzialności za szkody moralne, które mogą wystąpić u widzów po obejrzeniu tej sztuki?.
Witold Mazurkiewicz starannie dobrał teksty i fragmenty muzyczne, poprawnie wykonane przez Kubę Abrahamowicza (doskonale pasuje do roli w tym spektaklu), Tomasza Lorka, Adama Myrczka, Sławomira Miskę i Rafała Sawickiego. Przemyślanej reżyserii towarzyszy dynamiczna choreografia Katarzyny Zielonki. W realizacji tego przedstawienia zabrakło mi akompaniamentu ?na żywo?. Wystarczyłby jeden instrument, a sztuka zyskałaby zupełnie inny klimat - pasujący do specyficznego, brytyjskiego humoru.
Agnieszka Pollak-Olszowska
Galeria:
Komentarze 12
@lol: jasne, że masz iść. TEATR to jednak świątynia sztuki (1) a (2) masz rację: ZAPŁACIĆ trzeba ludziom (reżyser, aktorzy, panie bileterki - BARDZO MIŁE, paniom szatniarkom - BARDZO MIŁE) za PRACĘ. Tak mi się marzy, żeby te ćwioki chodzące do teatru "za zaproszeniami" miały na tyle kindersztuby i "puściły" zaproszenia komuś kogo nie stać a sami KUPILI sobie bilety (bo każdego z nich stać z nawiązką). Tak się dzieje w Finlandii. Ale to daleko a "tu je Polska".
Słabość "Co widział kamerdyner" szczególnie się uwidacznia jak ją porównując z Latającym Cyrkiem Monty Pythona. Dla mnie to jest kultowa działka i takich miałem sąsiadów wokół: rżeliśmy ze śmiechu i radości słysząc pierwsze kwestie czy to skeczy czy piosenek (bardzo udatnie - bardzo adekwatne określenie - zaaranżowanych i jeszcze lepiej wykonanych (jak zresztą całość co tylko dramatycznie podkreśla słabość "Co widział kamerdyner"). Publika na premierze była oficjalna czyli sztywna i reakcje jej były adekwatne czyli żadne co wylazło na wierzch przy okazji np 'martwej papugi" czy innych właśnie kultowych skeczach: cały świat się przy tym zarykuje a w BB nie. Dziwne. No ale widocznie do Monty Pythonów trzeba mieć specyficzne poczucie humoru o co może jest dość trudno jeżeli wziąć pod uwagę całą obrazorburczość ich performensów. Wtedy i dzisiaj.
To są początki Mazurkiewicza na bielskiej scenie. Na dzień dzisiejszy bilans - wg mnie i opinii znajomych jest 2-2: dwa kity (Balladyna i Co widział kamerdyner) i dwa dobre przedstawienia (Białe małżeństwo i Latający Cyrk Monty Pythona). Pożyjemy, zobaczymy. Klaty "BB" (czyli "wadza" - kto płaci ten wymaga) by nie "zniosło". Strzępki i Demirskiego z pewnością też. Kwestią pozostaje ambicja artystyczna duszy Mazurkiewicza. Teatr "przyjazny" to za mało.
Szczęśliwego Nowego Roku 2014 zarówno aktorkom i aktorom Teatru Polskiego jak i dziennikarkom i dziennikarzom portalu życzy
"Spadochroniarz"









Klauzula informacyjna ›