Podczas ostatniej ubiegłorocznej sesji Rada Miejska Bielska-Białej uchwaliła budżet stolicy Podbeskidzia na rok 2014. Dyskusja, jaka towarzyszyła podjęciu uchwały budżetowej sprowadzała się do debaty nad ogromem problemów towarzyszących przygotowaniu tego dokumentu.

Prezydent miasta Jacek Krywult przyznał, że projekt budżetu skonstruowano opierając się bardziej na doświadczeniu z lat poprzednich (to już 12 budżet przygotowany przez tę ratuszową ekipę) niż na rzetelnych wskaźnikach ekonomicznych i finansowych. Bo takich po prostu nie ma. Wszystko przez bardzo niepewną sytuację finansową kraju. W związku z tym wszelkie prognozy i wskaźniki ekonomiczne, niezbędne, by budżet można było opracować, należało traktować z wielką rezerwą.

Janosikowy haracz

Dobrym przykładem są planowane wpływy z tytułu podatku PIT i CIT, stanowiące ponad jedną czwartą tegorocznych dochodów gminy. Tymczasem, jak pokazał chociażby rok ubiegły, przychody z tego tytułu były mniejsze (o ile - jeszcze dokładnie nie wiadomo, na koniec trzeciego kwartału dziura ta sięgała ok. 19 mln zł!) niż wynikałoby to z wskaźników przedstawionych przez Ministerstwo Finansów, a branych pod uwagę przez bielski Ratusz, gdy konstruowano budżet na rok 2013. Przy czym - podkreślał prezydent miasta - mamy w tym wypadku do czynienia z paradoksem. Otóż Bielsko-Biała może się poszczycić jednym z najmniejszych w Polsce, około 6-procentowym wskaźnikiem bezrobocia. A to czy ludzie mają pracę, czy też nie, ma decydujący wpływ na to, jakie są dochody państwa z tytułu podatku PIT.

W Bielsku-Białej pod tym względem realne dochody gminy powinny pokrywać się z prognozowanymi. Tak jednak nie jest, bo pieniądze od bielskich podatników trafiają najpierw do Warszawy, a tam są dzielono ?po równo? pomiędzy wszystkie samorządy. Co oznacza, że bielscy podatnicy wspierają te regiony kraju, gdzie bezrobocie jest znacznie większe. Na dodatek, aby pomagać takim regionom, bogate gminy (do takich zaliczane jest Bielsko-Biała) muszą płacić tak zwane janosikowe, czyli dzielić się swoimi dochodami z biedniejszymi samorządami. Pośrednikiem w tym podziale jest także Ministerstwo Finansów. W tym roku stolica Podbeskidzia zapłaci ?janosikowego? ponad 9 mln zł.

Co gorsza, gdy konstruowano budżet, nie było jeszcze wiadomo, na ile pieniędzy z unijnej kasy mogą liczyć lokalne samorządy. Rok 2014 jest bowiem - jeśli chodzi o unijne programy finansowe - rokiem przełomu. Rozpoczyna się dopiero podział nowej transzy europejskich funduszy, jakie mają być rozdysponowane w latach 2014-2020.

Zaciskanie pasa

Dlatego też tegoroczne przychody do gminnego budżetu oszacowano ostrożnie na 724 mln zł i jest to kwota nieco mniejsza niż w roku ubiegłym. Dlatego Ratusz musiał zrezygnować z wielu wcześniej planowanych inwestycji zwłaszcza w zakresie drogownictwa. Wysiłek inwestycyjny gminy ma się bowiem skupić bardziej na dokończeniu rozpoczętych przedsięwzięć niż na podejmowaniu nowych. Chyba, że otworzą się możliwości pozyskania pieniędzy na nowe inwestowania wraz z pojawieniem się unijnych programów pomocowych.

Mimo zaciskania pasa, planowane wydatki gminy mają być i tak o ponad 11 milionów większe niż dochody. Oznacza to, że aby budżet domknąć, gmina zmuszona będzie zaciągnąć kredyt. W sumie chodzi o około 48 mln zł, z czego 11 ma zasilić budżet, a reszta przeznaczona zostanie na spłatę wcześniej zaciągniętych kredytów i innych zobowiązań finansowych miasta.

Również wydatki szacowano bardzo ostrożnie, bo i po tej stronie budżetu pełno jest niewiadomych. Zwłaszcza - jak pokazuje dotychczasowa praktyka - w zakresie wydatków ponoszonych na oświatę i pomoc społeczną. Rząd ciągle obarcza w tym obszarze władze samorządowe wieloma dodatkowymi obowiązkami, za którymi nie idą z budżetu państwa pieniądze potrzebne na realizację tychże ?nieplanowanych? zadań. Stąd też wydatki w tych - i nie tylko tych - dziedzinach mogą być znacznie większe niż obecnie zaplanowano.

Opozycyjni radni z klubu PiS wręcz twierdzili, że przygotowany przez prezydenta budżet jest nierealny oraz niedoszacowany i to sporo. Zadaniem oponentów, tylko na oświatę potrzeba w tym roku, co najmniej o 27 mln zł więcej niż przewidział Ratusz. To może oznaczać, że dziura budżetowa będzie o wiele większa niż zakładane 11 mln zł. Radna Grażyna Staniszewska stwierdziła wręcz, że budżet został opracowany nie z myślą o realnych potrzebach gminy, lecz ?pod wskaźniki?. Czyli tak, aby jego projekt został pozytywnie zaopiniowany przez Regionalną Izbę Obrachunkową.

Z takim postawieniem sprawy nie zgodził się prezydent miasta. Wyjaśnił, że co prawda budżet jest napięty i trudny do zrealizowania, lecz optymalny i co najważniejsze realny. Choć nie krył, że z pewnością - tak jak w latach minionych - trzeba będzie w ciągu roku wielokrotnie go nowelizować, reagując w ten sposób na wciąż zmieniającą się sytuację finansową i ekonomiczną otoczenia. To, co było wcześniej tylko prognozą, trzeba będzie sprowadzać do poziomu rzeczywistych, realnych wskaźników. Takich, jakie przyniesie życie.

Na co najwięcej pieniędzy zamierza w tym roku przeznaczyć bielski samorząd? Lwią część stanowić będą niezbędne wydatki bieżące, na które przeznaczono blisko 620 mln zł. Znacznie mniej przewidziano na inwestycje czy na tak zwane wydatki majątkowe, bo ?tylko?, a może ?aż? - jeśli weźmie się pod uwagę problemy o których wcześniej wspominaliśmy - 117 mln zł.

Najwięcej na oświatę

Najwięcej pochłoną wydatki na oświatę i edukację. W sumie zaplanowano na ten cel prawie 276 mln zł, z czego niespełna 200 milionów to dotacje państwowe, a resztę musi dołożyć z własnych dochodów gmina. Co ważne, tylko 17,5 mln przeznaczono z tej puli na inwestycje (głównie na termomodernizację szkoły na osiedlu Beskidzkim), natomiast całą resztę na wydatki bieżące (utrzymanie szkół oraz płace). Sporo, bo 84,5 mln zł, przeznaczono na pomoc społeczną, z czego tylko 0,2 mln na inwestycje w tym sektorze.

Niewiele mniej, bo nieco ponad 81 milionów, przewidziano na kulturę fizyczną. Ale w tym przypadku struktura wydatków jest zgoła odmienna. Na inwestycje przeznaczono aż 60,9 mln zł, z czego prawie całość pójdzie na dokończenie modernizacji stadionu miejskiego. Będzie to największa z realizowanych w tym roku przez bielski samorząd inwestycji. Ta właśnie pozycja wzbudziła największe - choć nie do końca wyartykułowane - niezadowolenie wśród krytyków tegorocznego budżetu.

Sporo, bo aż 69,6 mln zł, przeznaczonych zostanie na drogownictwo i łączność. Przy czym większość stanowić będą wydatki bieżące, w tym utrzymanie dróg oraz ich drobne remonty. Na inwestycje w tym sektorze przeznaczono około 17 mln. To pieniądze potrzebne na dokończenie już rozpoczętych zadań. Nowych inwestycji drogowych w tym roku na razie bielski Ratusz nie planuje. Odłożono w czasie realizację wcześniej planowanych na ten rok takich zadań, jak dalsza modernizacja ulic Sobieskiego, Daszyńskiego czy Grunwaldzkiej.

Za przyjęciem uchwały budżetowej było 19 radnych. Przeciwko głosowało pięciu. Nikt nie wstrzymał się od głosu.

Tekst i foto: Marcin Płużek (Kronika Beskidzka)