Tak rodzą się wszyscy święci
Andrzej Burkot z Górek Wielkich jest fizykiem z wykształcenia. Zamiast jednak badać materię, rzeźbi szopki i figury świętych, które rozsyła po całym świecie. Gdy wejdziemy do jego pracowni, zapach drewna, widok dłut i złotych płatków przenosi nas w czasy żółtej ciżemki?
W branży sakralnej figury świętych powstają, jak grzyby po deszczu. Cwaniacy odlewają je z plastyku, w środek ładują ołowiany rdzeń, imitują całość jako drewno i hurtem sprzedają. Burkot przeciwnie. Od początku do końca rzeźbi w drewnie. Jego figury zachwycają autentycznością. Mają odtworzone najdrobniejsze szczegóły anatomiczne.
Delikatny pasek złota
- Wykorzystujemy atlasy anatomiczne, zdjęcia, portrety - wyjaśnia pan Andrzej. - Wszystko co jest dostępne. Gdy ostatnio rzeźbiliśmy postać ukrzyżowanego Chrystusa w naturalnej wielkości, powiesiliśmy na specjalnym rusztowaniu jednego z kolegów? Bo jak inaczej oddać autentyzm postaci?
Prawdziwym znakiem rozpoznawczym prac Burkota jest złoto. Tylko jego pracownia ozdabia rzeźby prawdziwym 24-karatowym złotem. To zegarmistrzowska robota. Delikatny niczym płatek śniegu złoty pasek trzeba odpowiednio przykleić do drewna. Ale efekt jest niezwykły. Nawet laik potrafi zauważyć różnicę między taką techniką, a malowaniem złotą farbą.
Burkot, to prawdziwy mistrz w swoim fachu. Nie tylko doskonale rzeźbi, ale zna się na biznesie. Okres przedświąteczny jest dla pracowni prawdziwym rajem. W tempie wręcz magicznym znikają przede wszystkim szopki bożonarodzeniowe. - Zamówień jest tyle, że przyjeżdża tir. Ładujemy do niego kilkanaście zestawów ważących każdy blisko pół tony - mówi pan Andrzej. - I wysyłamy w świat.
Święty biznes
Artysta nie zna konkretnego odbiorcy. Jego wyroby trafiają do niemieckiego pośrednika. - Tylko się domyślam, że szopki kupują w Niemczech, Austrii, Francji, Szwecji, a nawet za oceanem. Mam takie sygnały - opowiada rzeźbiarz. - Figury świętych zamawiają głównie kościoły. Szopki - coraz częściej duże sieci handlowe. Kiedyś osobiście wysyłałem towar do Chin.
Hitem pracowni Andrzeja Burkota są szopki złożone z ruchomych postaci. - Chodzi o kościoły. Księża wciąż narzekali, że szopki naturalnej wielkości są wprawdzie piękne, lecz poza okresem świątecznym sprawiają im kłopot. Bo nie ma ich gdzie przechowywać. Więc wymyśliłem na to sposób - wyjaśnia nasz rozmówca.
W pracowni zaczęły powstawać postaci składane z elementów. Mają ruchome stawy, doczepiane głowy. Można je w dowolny sposób ustawiać. Patent sprawdził się - Burkot i jego rzemieślnicy muszą rzeźbić coraz więcej takich składanych wszystkich świętych. Nie dość, że tworzą postaci, to także, we własnym zakresie, dobierają do nich ubrania. - Nawet kapelusze i sandały sami wytwarzamy, bo na rynku brakuje takiego towaru - tłumaczy pan Andrzej.
Pasjonat z nakazu
Na realizację zamówienia u Burkota trzeba czekać półtora roku. Koszt też nie jest mały. Szopka, to wydatek nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych - w zależności od rozmiaru figur. Figury świętych w naturalnej wielkości, jeśli zamawiane są indywidualnie, kosztują co najmniej 15 tys. zł. Trudno się dziwić. Takie dzieła powstają i kilka miesięcy.
W zespole Andrzeja Burkota pracuje osiem osób. Wśród nich nie ma jednak żadnego rzeźbiarza z wykształcenia. - Jest za kucharz, drukarz, budowlaniec, stolarz. Wszyscy mają prawdziwy talent - podkreśla mistrz Andrzej. - I kochają to, co robią.
Burkot ma 53 lata. Do Górek Wielkich trafił w 1975 roku z Małopolski. W Beskidy nie przyjechał z własnej woli. - To był nakaz pracy. Tak wtedy z pewnymi zawodami było. Miałem do wyboru pracę w laboratorium albo jako nauczyciel - wspomina artysta rzemieślnik. - Wybrałem szkołę.
Fizyki pan Andrzej uczył do stanu wojennego. Że był pyskaty, to w końcu się doigrał. Dostał kolejny nakaz - tym razem miał przestać nauczać. Za to zaczął rzeźbić. I tak zostało.
Krzysztof Oremus
Foto: pracownia Andrzeja Burkota


Klauzula informacyjna ›