Rośnie grupa bielszczan zainteresowanych projektem budowy w mieście tzw. motoparku. Na stronie pomysłodawców w Facebooku ideę poparło już ponad cztery tysiące osób. Obecnie dobiegają końca prace przy tworzeniu profesjonalnego biznesplanu. Wynika z niego, że na realizację projektu potrzebna byłaby ponad połowa przyszłorocznego budżetu obywatelskiego.

 - Zaangażowaliśmy do współpracy prawnika, żeby biznesplan rzeczywiście był w pełni profesjonalny - mówi Arkadiusz Tysler, jeden z autorów pomysłu budowy motoparku. - Wciąż analizujemy też wszystkie podpowiedzi internatów, którzy wskazują, jak ich zdaniem, taki motopark powinien wyglądać. O akcji społecznej na Fb pisaliśmy w artykule Chcą zbudować bielski motopark.

Milion, a może więcej

Inicjatorzy budowy przygotowują się do umieszczenia swojego pomysłu na liście projektów do realizacji przy pomocy tzw. budżetu obywatelskiego. - Wiążemy z tym duże nadzieje, bo budowa motoparku będzie trochę kosztować. Co prawda jest kilka osób zainteresowanych inwestycją, którzy gotowi są wyłożyć gotówkę, ale, jak szacujemy, chodzi w sumie o ponad milion złotych - tłumaczy pan Arkadiusz.

Organizatorzy liczą też, jak się dowiadujemy, na pomoc i zaangażowanie Urzędu Miejskiego. - Takie miejsce jest w Bielsku-Białej potrzebne - przekonuje Tysler. - Będzie miało walory użytkowe, rekreacyjne i promujące miasto. Z naszego rozpoznania wynika, że do motoparku przyjeżdżaliby użytkownicy nawet z Czech i Słowacji.

Potrzebna dobra lokalizacja

Pan Arkadiusz i trójka jego przyjaciół, którzy wpadli na pomysł budowy motoparku w Bielsku-Białej analizują kilka potencjalnych lokalizacji obiektu. - Jedną z nich są tereny Wapienicy - zdradza nasz rozmówca. - Mamy świadomość, że musi to być miejsce, które nie będzie budzić kontrowersji z uwagi na uciążliwość, z drugiej strony o odpowiedniej powierzchni i z dobrym dojazdem.

Bielski motopark - oczywiście, jeśli powstanie - służyć ma wszystkim kierowcom, nie tylko o zacięciu sportowym. - Użytkownicy mieliby możliwość doskonalenia swoich umiejętności prowadzenia pojazdu - wyjaśnia Arkadiusz Tysler. - Obecnie świeżo upieczony kierowca nie ma gdzie poczuć się pewniej w samochodzie bez obawy naruszenia zasad ruchu drogowego. Z kolei doświadczeni kierowcy chętnie przyjadą, aby na przykład nauczyć się kontrolować samochód w różnych nieoczekiwanych sytuacjach drogowych.

Krzysztof Oremus