W centrum Bielska-Białej, tuż obok Domu Handlowego Wokulski wiele miesięcy temu runął fragment oporowego muru na brzegu Białej. Problem rozwiązano bardzo osobliwie - zamiast mur naprawić, nakazano zamknąć jedno z wejść do Wokulskiego!

Spory fragment nadbrzeżnego muru spadł do koryta rzeki Białej na początku roku. Tymczasem za pasem już koniec roku, a uszkodzonego fragmentu muru nikt nie naprawia! Ponieważ Białą w mieście administruje Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Gliwicach, zapytaliśmy tę instytucję, dlaczego muru nie odbudowuje? W odpowiedzi poinformowano nas, że w maju Śląski Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego nałożył na gliwicki RZGW obowiązek dostarczenia oceny stanu technicznego muru oporowego.

Dodajmy, że sporządzenie takiej oceny to pierwszy krok do odbudowy muru. Ale RZGW na to postanowienie ŚWINB złożył zażalenie do Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego, a ten utrzymał w mocy zaskarżoną decyzję. W tej sytuacji w sierpniu RZGW wniósł skargę na to postanowienie do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. ?Do dnia dzisiejszego WSA w Warszawie nie zajął stanowiska w powyższej sprawie. W związku z powyższym do czasu rozpatrzenia naszej skargi, sprawa w tutejszym Zarządzie pozostaje bez biegu? - czytamy w odpowiedzi na pytanie ?Kroniki?, podpisanej przez Stanisława Gruszczyńskiego, zastępcę dyrektora do spraw utrzymania wód RZGW w Gliwicach.

Z odpowiedzi wiceszefa RZGW zrozumieliśmy tyle, że nadzór budowlany domaga się od tej instytucji rozpoczęcia procedury odbudowy zawalonego fragmentu muru oporowego na brzegu Białej, ale RZGW z powodów, których nam nie zdradziła, uważa, że odbudowa muru to nie jej broszka. I jak może, tak walczy z decyzją nadzoru budowlanego.

Szczegóły tej historii poznaliśmy, zasięgając języka w Domu Handlowym Wokulski. Tam dowiedzieliśmy się, że RZGW nie pali się do odbudowy muru, bo uważa, iż jego górna część to własność miasta i że to bielski ratusz powinien odbudować zawalisko. Oczywiście samorząd ma na ten temat zdanie odmienne. Ale to nie wszystko, bo historia z zawalonym murem ma jeszcze jeden, nieco kuriozalny, choć dla Wokulskiego przykry wątek.

Otóż bielski Ratusz, z uwagi na zagrożenie zdrowia i życia, mógł na własny koszt odbudować zawalony mur i poczekać do sądowego rozstrzygnięcia sporu o to, kto to powinien zrobić. Gdyby okazało się, że to rola miasta, praca byłaby już wykonana. A gdyby sąd uznał, iż odbudowa muru to zadanie RZGW, samorząd wysłałby rachunek za wykonane prace do tej instytucji. I taki scenariusz - jak dowiedzieliśmy się w Domu Handlowym Wokulski - był w ratuszu przygotowywany.

Ale wówczas nadzór budowlany polecił Wokulskiemu zamknąć to wejście do domu handlowego, które znajduje się w sąsiedztwie zawaliska. Tak też zrobiono, odgradzając zagrożony teren taśmami. I wówczas prawnicy miasta ocenili, że skoro ludzie nie mogą chodzić w sąsiedztwie zawalonego muru, to nie ma zagrożenia dla zdrowia i życia. A jak takiego zagrożenia nie ma, to samorząd nie może wydawać pieniędzy na inwestycję, którą - jego zdaniem - zrealizować powinien ktoś inny.

I dziś sytuacja jest taka: chętnych do remontu zawalonego muru oporowego nie ma, a Wokulski cierpi, bo brak jednego wejścia (i to ważnego, bo prowadzącego od ulicy 11 Listopada) to mniejsza ilość klientów, a co za tym idzie - spadek obrotów. Zachowanie RZGW w tej sprawie ostro krytykuje Jacek Zachara, prezes bielskiego Stowarzyszenia Olszówka: - Kilka lat temu RZGW w Gliwicach, w ramach planowanych przez siebie prac przeciwpowodziowych na bielskich potokach i rzekach, planowało wyciąć ponad cztery tysiące drzew, co wywołało zdecydowany sprzeciw Stowarzyszenia Olszówka.

Do tej prawdziwej rzezi drzew na szczęście na razie nie doszło, ale wówczas RZGW nie przejmowało się tym, czyją własnością są nadbrzeżne tereny, na których rosną drzewa, które planowano wyciąć. Mówiąc prosto - były pieniądze do przerobienia, to zaplanowano wielką przebudowę brzegów wraz z wielką wycinką. Prace miały być realizowane także z dala od terenów zamieszkałych, w głębokich na kilkanaście metrów jarach, czyli tam, gdzie nawet jeśli dojdzie do wylania wody z brzegów, to nikomu to nie zaszkodzi. Albo tam, gdzie dotąd nigdy powodzi nie było.

Mimo to ostro szermowano wówczas hasłem, że te roboty dadzą bezpieczeństwo przeciwpowodziowe. W przypadku zawalonego muru oporowego w centrum miasta nawet laik widzi, że mamy do czynienia z ewidentnym zagrożeniem powodziowym i że ten ubytek trzeba jak najszybciej naprawić. Tymczasem RZGW w tym przypadku robi wszystko, aby od tej sprawy umyć ręce i zasłania się kwestiami własnościowymi. Ale przypominam - jak planowano wyciąć tysiące drzew, kwestie własnościowe nie były problemem.

Tekst i foto: Sławomir Horowski (Kronika Beskidzka)