Nie radzą sobie z rzeczywistością
Podobnych miejsc jest w Bielsku-Białej ponad trzydzieści. To tzw. pustostany, w których szukają schronienia osoby bezdomne. Zimą, kiedy słupek rtęci spada poniżej zera, nocleg pod przysłowiową chmurką grozi śmiercią. Dlatego specjalny patrol strażników miejskich każdej nocy dogląda ludzi, którzy nie radzą sobie z rzeczywistością.
- Minionej zimy w naszym mieście nikt nie zamarzł - mówi Andrzej Kelner, doświadczony strażnik miejski. - Być może dlatego, że blisko 300 razy zajrzeliśmy do miejsc, gdzie mogą nocować osoby bezdomne. W 44 przypadkach strażnicy zawieźli zziębnięte osoby do noclegowni, rodziny albo do izby wytrzeźwień, gdy sytuacja tego wymagała.
Bez szans na pomoc
Jak wygląda noc bez dachu nad głową przekonaliśmy się wspólnie z patrolem Straży Miejskiej, który rutynowo wizytował miejsca, gdzie mogą przebywać bezdomni. Na początek jedziemy na ulicę Tulipanów. Przed nami opuszczona, niewysoka kamienica, której właścicielem jest osoba prywatna. Do środka można się dostać od tyłu budynku. Już wejście na pierwsze piętro grozi upadkiem - wszędzie panuje nieopisany bałagan. W jednym z zagraconych do granic możliwości pomieszczeń znajdujemy mężczyznę. Pan Mariusz spoczywający na starym łóżku wyjaśnia, że na stałe zameldowany jest w Jasienicy.
- W pana gminie nie ma możliwości na jakiś lokal socjalny? - pyta strażnik.
- Od wiosny chodzę, ale nawet najgorszego pokoju nie mogą zaproponować - odpowiada zakryty po brodę mężczyzna. - Szkoda gadać. Pan Mariusz dostaje 200 zł zapomogi. W ciągu dnia zbiera w mieście wszystko, co można spieniężyć - złom, butelki, puszki. - Czasem jakiś dobry człowiek coś da - dodaje bezdomny.
- A do noclegowni pan chodzi? - dopytuje strażnik.
- Byłem, ale mnie nie wpuścili, bo już brakło miejsc.
- Muszą pana przyjąć - przekonuje strażnik.
- Panie, rzeczywistość jest inna?
- Ale tutaj, kiedy temperatura spadnie, zamarznie pan - mówi funkcjonariusz. - Następnym razem, jeśli pana nie wpuszczą, proszę przyjść do Straży Miejskiej. Coś poradzimy.
Wolny człowiek nie prosi
W opuszczonym budynku przy ul. Czerwonej spotykamy pana Michała. Zbudzony promieniem latarki wygrzebuje się spod sterty koców.
- Co znowu? - denerwuje się starszy mężczyzna. - Nic nie zrobiłem. Pan Michał ma już 75 lat. Kiedyś miał mieszkanie, ale nie płacił, więc go wyeksmitowano. Do noclegowni nie chodzi, gdyż nie odpowiada mu tamtejszy regulamin. - Jestem wolnym człowiekiem - tłumaczy. - Nie warto prosić o pomoc, bo i tak człowieka wykopią.
Panem Arturem strażnicy postanawiają zainteresować się bliżej. Ten 37-letni bielszczanin stracił mieszkanie wiosną tego roku i od tej chwili żyje na łonie natury. Znajdujemy go w okolicach ulicy Dożynkowej, tuż nad rzeką, po długim marszu wśród zamarzniętych krzewów. Mieszka w małym, starym namiocie.
- To pana pierwsza zima, nie wie pan, jak to jest, kiedy przychodzi duży mróz - przekonuje strażnik. - Możemy pana zawieźć do noclegowni. Tam się pan ogrzeje.
- Nie potrzebuję jałmużny - odpowiada bielszczanin. - Dobrze mi tu. Jakoś przeżyję.
- W razie czego nikt pana nie usłyszy, nawet telefonu pan nie ma. Radzę się jednak zastanowić. Będziemy tu zaglądać - dodaje strażnik na odchodnym.
Związane ręce strażników
- Mamy związane ręce - twierdzi Krystian Kowalczyk, zastępca komendanta Straży Miejskiej w Bielsku-Białej. - Jeśli osoba bezdomna nie chce skorzystać z noclegowni, my nie możemy jej zmusić. Możemy tylko tłumaczyć i, dzięki naszej współpracy z pracownikami opieki społecznej, w razie potrzeby dostarczyć koc, śpiwór czy ubrania.
Tekst i foto: Krzysztof Oremus
Według danych policji, w zeszłym sezonie z powodu niskich temperatur w województwie śląskim zmarło 17 osób, a rok wcześniej - 21. Jak co roku, uruchomiona została bezpłatna infolinia związana z pomocą dla bezdomnych. Wybierając z telefonu stacjonarnego lub komórkowego numer 800 100 022, można uzyskać informacje, gdzie szukać noclegu i ciepłego posiłku.
Galeria:
Komentarze 7

















Klauzula informacyjna ›