Ostatnia inscenizacja Balladyny Juliusza Słowackiego na deskach Teatru Polskiego nie do końca sprostała oczekiwaniom znacznej części bielskich widzów. Niezadowoleni mogą jednak wybrać się do Banialuki na spektakl pod identycznym tytułem. To rzadki w Bielsku-Białej luksus dla publiczności, gdy oba miejskie teatry decydują się na wystawienie tego samego dramatu.

W Teatrze Lalek Banialuka adaptacji Balladyny podjął się już sześć lat temu czeski reżyser  Petr Nosálek. Cieszący się niesłabnącą popularnością spektakl jest wystawiany po dzień dzisiejszy i stanowi opozycję do Balladyny Teatru Polskiego (nasza recenzja - Trudna sztuka z blondynką). Nie tylko dlatego, że w Banialuce mamy do czynienia z interpretacją klasyki przeniesionej do świata plastycznego, ale również z powodu kreacji jednej z kluczowych postaci dramatu. O ile w Balladynie Natalii Babińskiej widzimy bezbarwną Goplanę, o tyle w Banialuce dostrzegamy jej przeciwieństwo - symbol eteryczności i charyzmy.

Każdy może objąć władzę

Banialuka zaoferowała widzom odczytanie klasycznego dzieła przy użyciu lalkarskiego środka przekazu. Historia została opowiedziana przy udziale aktorów oraz lalek o ludzkiej posturze. Główne postaci - Balladyna, Alina, matka i Kirkor miały swoje lalkarskie podobizny, lecz niezmiernie charakterystyczna Goplana została przedstawiona wyłącznie pod ludzką postacią. Nas to nie dziwi, gdyż trudno byłoby stworzyć lalkarską bohaterkę, która miałaby przedstawiać siłę natury.

Kreacja Goplany stanowi jeden z najmocniejszych punktów spektaklu w Banialuce. W jej rolę wcieliła się Lucyna Sypniewska, która swoją grą aktorską oddała władczość Goplany. Natomiast w Teatrze Polskim Goplana została zdominowana przez siłę toksycznej relacji sióstr Balladyny i Aliny. W przedstawieniu Teatru Lalek Banialuka Goplana wiedzie prym i nadaje charakter sztuce. Wytycza momenty zarówno komiczne, jak i pełne dramaturgii.

W spektaklu zrealizowanym przez czeskiego reżysera nieustannie przeplata się komizm z dramatyzmem. Petr Nosálek z typowym czeskim poczuciem humoru zakpił z dzisiejszej demokracji. Ironicznie scharakteryzował niektóre postaci jako symbole współczesnej demokracji. Rola Grabca została przez niego uwypuklona. Reżyser w ten sposób sugeruje, że każdy może objąć władzę mimo braku polotu i intelektu.

Dopracowane w najmniejszym detalu

Aktorzy niestandardowo animują lalki, będąc z nimi w pełnej korelacji. Raz zasłaniają nimi swoje twarze, innym zaś razem odgrywją sceny bez ich bezpośredniego udziału. Uwagę widza zwracają kostiumy lalek - wysmakowane, dopracowane w najmniejszym detalu. Za scenografię odpowiada Eva Farkasova. Szczególnie zapada w pamięć czerwona kreacja Balladyny, symbolizująca krew zabitej przez nią siostry.

Oprawa muzyczna spektaklu, której autorem jest Marcin Mirowski, stanowi spójne uzupełnienie opowiadanej historii. Podniosła w kluczowych momentach, baśniowa, niosąca tajemnicę i niedopowiedzenie. Delikatnie insynuuje, skradając się podstępnie do ucha widza, wytwarzając w jego wyobraźni adekwatne do rozgrywanych scen - obrazy.

Sztuka jest uniwersalna, gdyż przedstawia rozterki istniejące również we współczesnym świecie: konflikt dobra ze złem, walkę egoizmu z altruizmem oraz chęć objęcia władzy za wszelką cenę. Dramat wpisuje się w obecne realia społeczne. Wydaje się, że w Balladynie panuje matriarchat, co ma swoje odzwierciedlenie w zachowaniu Goplany i Balladyny. Współcześnie przykładem siły kobiet są ruchy feministyczne. Spektakl jednak nie jest moralistyczny. Nie wartościuje, lecz pozwala widzowi na opowiedzenie się po wybranej stronie.

Katarzyna Handzlik

Foto: Agnieszka Morcinek, Teatr Polski