Piękna melina
Władze Bielska-Białej zamierzają sprzedać okazałą willę, niegdysiejszą własność rodziny Bartelmuss, znanych bielskich fabrykantów. Na razie budynek stoi pusty i powoli zamienia się w melinę. Wieczorami odbywają się tam libacje. Wokół zabytkowego budynku walają się setki butelek po nalewkach i tanim winie.
Wybudowany w 1870 roku okazały gmach - godny siedziby znamienitego podówczas fabrykanckiego rodu - stoi przy ulicy Zdrojowej. Wznieśli go synowie Johanna Bartelmussa, twórcy potęgi rodu. W połowie XIX stulecia wybudował on pierwszą w mieście i najprawdopodobniej pierwszą w całym cesarstwie bardzo nowoczesną w owym okresie przędzalnię czesankową. Zakład znajdował się na granicy Bielska i Wapienicy, w pobliżu miejsca, gdzie obecnie funkcjonuje giełda towarowa.
Z przędzalni nic już nie pozostało. Fabrykę strawił pożar. Do dzisiaj ocalała jedynie wybudowana obok niej willa, w której najpierw zamieszkał Johann Bartelmuss. Dodajmy, że takie samo nazwisko nosili także właściciele fabryki produkującej w Bielsku już w latach 80. XIX wieku śruby i nity, z której po nacjonalizacji oraz dołączeniu jeszcze jednego zakładu branży metalowej (Theodor Pollak&Sohn) powstała znana nie tylko w Bielsku-Białej fabryka Bispol.
Reprezentacyjna willa przy Zdrojowej robi wrażenie nie tylko swoim ogromem i nietuzinkową architekturą, lecz i tym, że otacza ją stary ogród - obecnie zapuszczony - pełen wiekowych drzew. Z zewnątrz budynek prezentuje się nadzwyczaj dobrze. Obecnie jest to własność gminy i przez szereg lat pełnił rolę czynszowej kamienicy. Ostatni lokatorzy zostali z niej wykwaterowani kilka miesięcy temu. Od tego czasu zamknięty na głucho gmach stoi pusty.
Czemu władze miasta zdecydowały się opróżnić budynek z lokatorów i wystawić go na sprzedaż? Ta kwestia jest nie do końca jasna. Z wypowiedzi Tomasza Ficonia, rzecznika bielskiego ratusza, wynika jedynie, że było to zgodne z polityką władz miasta, które jeśli już zamierzają sprzedać jakiś gminny budynek, to chcą zbyć go w całości, a nie po kawałku wyprzedawać poszczególne mieszkania. Rzecznik wyjaśnił, że pierwotnie obiekt ten nie był przeznaczony na sprzedaż. Gmina zamierzała go zagospodarować na własne potrzeby.
Planowano, że zostanie zamieniony na reprezentacyjny miejski gmach, w którym władze miasta mogłyby przyjmować i gościć znamienite osobistości i ważne delegacje odwiedzające gród nad Białą. Gdy jednak dokładnie przeanalizowano ten pomysł okazało się, że willa wymagałaby bardzo kosztownego remontu, w tym przebudowy wnętrza. Trzeba by między innymi rozbudować bardzo wąskie klatki schodowe.
Z uwagi na ogromne koszty takiej inwestycji od pomysłu odstąpiono, a budynek przeznaczono na sprzedaż. Przygotowywana jest procedura przetargowa. Trudno więc na razie orzec czy - a jeśli tak, to kiedy - znajdzie się chętny na ten pofabrykancki pałac. Gdyby jednak do sprzedaży doszło, byłaby szansa, że rozwiąże się wreszcie problem, z którym borykają się obecnie mieszkańcy okolicznych posesji.
- Aż strach wieczorami spacerować w pobliżu willi - mówi krótko jedna z mieszkanek. Willę i jej otoczenie upodobali sobie bowiem amatorzy tanich trunków. Miejsce jest do takich libacji wręcz wymarzone. Gdy pada, można schronić się zarówno na stylowej zadaszonej werandzie, jak i wewnątrz budynku. Bo choć zamknięty, mieszkańcy twierdzą, że nieproszeni goście znaleźli już sposób, aby dostać się tam przez piwnicę.
Poza tym willa jest doskonale usytuowana z punktu widzenia osób bezdomnych oraz pijaków. Jest stamtąd zaledwie kilka kroków do centrum miasta, a jednocześnie położona jest nieco na uboczu, z dala od kamer miejskiego monitoringu. Co prawda cały teren otacza płot, a intruzów odstraszać ma ogromna kuta brama zamknięta na solidną kłódkę z łańcuchem, jednak te zabezpieczenia okazały się nic nie warte. Na posesję można bez trudu dostać się przez dziurę w płocie.
Tekst i foto: Marcin Płużek (Kronika Beskidzka)

Komentarze 9
Spytam się: co w tej sytuacji robi konserwator zabytków?? znów ma związane ręce jakim przepisem prawnym??

Klauzula informacyjna ›