Rzucił wszystko i wrócił
Rozmowa z Witoldem Mazurkiewiczem - aktorem, dyrektorem Teatru Polskiego w Bielsku-Białej
Tuż po zwycięstwie w konkursie na dyrektora bielskiej sceny zadeklarował pan, że chciałby, aby Teatr Polski pod pańskim kierownictwem był przyjazny dla każdego. W życiu jednak trudno mieć wyłącznie przyjaciół. Komu lub czemu teatr Mazurkiewicza nie będzie sprzyjał?
- Jeśli mówię o teatrze przyjaznym, to o takim, który sprzyja i służy oczekiwaniom i gustom 70-80 tys. osób rocznie. Tylu właśnie widzów ogląda co roku nasze spektakle. Przyszedłem pracować w teatrze, który ma opinię jednej z najlepszych scen dramatycznych w Polsce - z dobrym, przemyślanym repertuarem, z dobrą organizacją, ze świetnym zespołem aktorskim. Na pewno w naszym teatrze nie będzie przedstawień zrealizowanych naprędce, ale za to z dużymi nazwiskami na afiszu, pokazywanych na występach gościnnych w całym kraju.
Brawa na stojąco
Czy warunkiem zatrudnienia pana przez gminę było utrzymanie lub powiększenie liczby widzów w kolejnych latach?
- Zgromadzenie tak znacznej widowni było dużym sukcesem poprzedniej dyrekcji. W innych miastach o podobnej liczbie mieszkańców teatry mają z reguły znacznie mniejszą frekwencję. Zapewniam jednak, że pracodawca nie wymagał ode mnie zobowiązań tego typu. Będę niezwykle zadowolony, jeśli uda mi się zatrzymać publiczność, którą teatr już ma.
Słyszałem opinie, że wybór ?Balladyny? jako pierwszej sztuki zrealizowanej pod pańskim kierownictwem, to asekuracja. Zabezpieczenie na wypadek krytyki, gdyby wybrał pan tekst współczesny, który nie wszystkim się podoba. Na klasykę przyjdą szkoły, nikt nie powie, że Mazurkiewicz zaczyna od kontrowersji.
- Gdy konkurs zostaje rozstrzygnięty w lipcu, trudno zorganizować nowy sezon zgodnie ze swoimi aspiracjami. Byłem niezwykle dumny z tego, że niespełna miesiąc po objęciu stanowiska udało mi się namówić panią Natalię Babińską, aby zrealizowała u nas swoją ?Balladynę?. W zobowiązaniach konkursowych deklarowałem, że Teatr Polski będzie wystawiał klasykę polską i obcą, edukował młodsze pokolenie widzów. Czy się to komuś podoba, czy nie, inscenizacja ?Balladyny? wpisuje się w to zadanie. Po trzygodzinnym przedstawieniu młodzież bije brawa na stojąco. A z drugiej strony jestem zasypywany bardzo dobrymi opiniami publiczności dorosłej, która oczekiwała takiego teatru. Niedługo przecież inne premiery.
Premiera co dwa miesiące
Co pan zaplanował jeszcze na swój pierwszy, trudny sezon w Bielsku-Białej?
- Kolejnym spektaklem z premierą w dniu 7 grudnia będzie ?Białe małżeństwo? Tadeusza Różewicza w reżyserii Joanny Zdrady. Jest o niej już na tyle głośno, że przeniosę realizację na Dużą Scenę. Później, tradycyjnie dwie rozrywkowe propozycje na Sylwestra, w tym komedia Joe Ortona ?Co widział kamerdyner? w reż. Andrzeja Zaorskiego. Ze względów finansowych nie rozstrzygnęliśmy jeszcze, jaka będzie pierwsza premiera roku 2014. Mamy do wyboru ?Greka Zorbę? lub ?Sztukmistrza z Lublina?. W następnej kolejności, z premierą w czerwcu, pokażemy ?Króla Leara? w reż. Pawła Wodzińskiego.
Na ile premier rocznie wystarczy wam pieniędzy?
- Premiery będą co dwa miesiące: cztery na Dużej Scenie i dwie na małej, a także jeden musical. To, oczywiście, plan maksimum.
Jest pan zainteresowany tekstami młodych twórców, odnoszącymi się do współczesnych, czasem bardzo bolesnych problemów naszego miasta i okolic? Czymś w rodzaju ?Miłości w Königshütte??
- Repertuar w kolejnym sezonie będzie obfitował w sztuki młodych twórców, w tym m.in. Wojciecha Farugi, Marcina Libera, Urszuli Kijak czy Piotra Ratajczaka. Nie miałem szczęścia wcześniej obejrzeć przedstawienia ?Miłość w Königshütte?, ale wiem, że dopóki publiczność będzie nim zainteresowana, szybko nie zejdzie z afisza. Jestem zainteresowany tekstami dotyczącymi miejscowej historii, kultury i tradycji. Jako twórca teatralny, chciałbym zmierzyć się z dobrą literaturą traktująca o tym, co łączy lub dzieli mieszkańców naszego regionu. Niestety, nie mam na biurku tekstów tego rodzaju.
Deficyt młodych twarzy
Mam rozumieć, że jest to apel do literatów młodego pokolenia?
- Tak, czekam na ciekawe sztuki. Obiecuję, że przeczytam wszystkie dostarczone mi teksty. Najlepsze będą wystawione. Jeśli ktoś mnie pyta, czy pański Teatr Polski jest taki, jak ?Balladyna?, to odpowiadam: tak, jest TEŻ taki. Powtarzam, jeżeli będę miał wartościowe sztuki o tym, co boli współczesnych bielszczan, to zostaną wystawione.
Kto się z tym zmierzy? Słyszę, że zwalnia pan aktorów w dotychczasowego zespołu. Zatrudnia pan nowych?
- Nie ma jeszcze nikogo nowego w zespole. Pochopne decyzje kadrowe kończą się zwykle rozczarowaniami. Wadą dotychczasowego zespołu był deficyt młodych twarzy. Teraz staramy się wykorzystywać na scenie młodych aktorów, czasem nawet studentów szkół teatralnych, ale nie zatrudniamy ich etatowo. Jako dyrektor teatru nie ingeruję w obsady, na które decydują się reżyserzy. Dwójka aktorów, która otrzymała wypowiedzenia, nie znalazła miejsca w obsadach spektakli już zaplanowanych przez reżyserów oraz w mojej dalszej perspektywie.
Mówi pan o aktorach Magdalenie Gerze i Arturze Pierścińskim. Ale dlaczego odchodzi Tomasz Drabek?
- Mieszkanie w Warszawie nie pozwala Tomaszowi Drabkowi świadczyć naszemu teatrowi usług w takim zakresie, jak jest to niezbędne. Obiecałem panu Tomaszowi, że z chwilą powrotu do Bielska-Białej odzyska miejsce w naszym zespole.
Reforma w marketingu
Redukujecie zaplecze administracyjne teatru?
- Cieszę się z pytania, choć wcześniej portal dał już odpowiedź, nie sprawdzając informacji. Nie zwolniłem ani jednej osoby zatrudnionej na etacie w administracji Teatru Polskiego. Tak naprawdę skreśliłem tylko pół etatu. Rozwiązujemy natomiast umowy o współpracy z podmiotami zewnętrznymi, gdy ich kontrakt powielał obowiązki stałych pracowników. Dotyczy to głównie usług typu marketingowo-informatycznego.
W następnych inscenizacjach będzie się pan także opierał na młodych aktorach występujących gościnnie?
- Do ?Białego małżeństwa? musieliśmy przeprowadzić specjalny casting, bo w sztuce występują bardzo młode osoby. Ale z zasady będziemy czerpać z zasobów naszego zespołu.
Często będzie pan zapraszał aktorów z wielkimi nazwiskami?
- Właśnie myślę o tym. W realizacji ?Króla Leara? niezbędny jest aktor z dużym doświadczeniem, o dużej charyzmie. O konkretnych nazwiskach nie będę mówił. Za wcześnie.
Sprzedaż lawinowo rośnie
Czy podobnie jak pański poprzednik, zamierza pan realizować się jako aktor i reżyser jednocześnie w Teatrze Polskim i poza Bielskiem-Białą?
- Ten teatr przysparza mi tylu radości - choć czasem też smutków - że nie wyobrażam sobie zajęć na innych scenach. Zaraz po tym, gdy wygrałem konkurs w Bielsku-Białej, zrezygnowałem z etatowych zajęć oraz z zakontraktowanych już prac reżyserskich w teatrach w Warszawie i Lublinie.
Teatr Polski ma nowe logo. Czasem słyszę pytanie, komu potrzebne są podobne zmiany wizerunkowe, skoro w kasie miejskiej jest kryzys?
- Wydatki nie były duże. Zwycięzca konkursu na nowe logo otrzymał nagrodę w wysokości 1000 zł. Jest to znany na świecie grafik, wykładowca ASP w Łodzi. Zmiana logo ma pobudzić zainteresowanie naszym teatrem ze strony widzów, sprowokować ich do wizyt na naszej nowej stronie internetowej. Od tego sezonu wprowadziliśmy możliwość zakupu biletów do teatru za pośrednictwem internetu. Pierwszego dnia, bez specjalnej reklamy, sprzedaliśmy bilety za 2 tys. zł i sprzedaż wciąż lawinowo rośnie.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Robert Kowal
Witold Mazurkiewicz urodził się w 1960 roku w Bielsku-Białej. Absolwent PWST w Warszawie (1987), laureat wielu nagród reżyserskich na festiwalach w kraju i za granicą. Poprzednio kierownik artystyczny Sceny Kameralnej Teatru Rampa na Targówku, dyrektor Festiwalu Teatrów Europy Środkowej "Sąsiedzi" w Lublinie.
Komentarze 8
Jak widzę, stosując inwektywy, boisz się, że po przypomnieniu naszym mieszkańcom, a większości po uświadomieniu jakie zbrodnie realizowali na naszym terenie nasi niemieccy współmieszkańcy razem ze swoimi sprzymierzeńcami z Górnego Śląska, cały efekt tego rewizjonistycznego śląskiego gniota jakim była sztuka 'MwK' upadnie. Tak, upadnie.
Dlatego , panie Dyrektorze Teatru Polskiego, proszę się pokłonić np. nad książką dr Jerzego Polaka 'W zwierciadle czasu', nad historią przedstawioną przez Konrada Korzeniowskiego, którego ojciec został zakatowany w Polenlager w Siemianowicach Śląskich (późniejszy obóz 'Zgoda'), za to że nie chciał podpisać volkslisty (tych historii jest mnóstwo na naszym terenie, w tym również w mojej rodzinie). Proszę, jak już pisałem, zapoznać się z okresem wysiedleń w ramach 'Aktion Saybusch' i kolejnych planowanych w naszym powiecie. Jeżeli tego się nie przywoła, to będzie nam oferowana coraz częściej 'martyrologia katów' wg. sugestii 'mis'
oczywiście, proponuję wystawić sztukę na kanwie 'Aktion Saybusch' realizowanej w naszym regionie przez Ślązaków z Wehrmachtu z Katowic, do tego o listach proskrypcyjnych i 'wysiedleniach' do Auschwitz i innych obozów realizowanych już od 1939 roku. Jak słyszę kolejny raz o 'bolesnych problemach naszego miasta i okolic w kontekście 'sztuki' rodem z hanysowa to ubolewam nad poziomem wiedzy redaktorów piszących te artykuły
Będzie to znakomita ilustracja do kolejnej elekcji naszeg Miłościwie Nam Panującego Kasztelana i jego dworu, oraz swoiste memento dla elektorów.

Klauzula informacyjna ›