Dziesięć lat temu wstrzymana została jedna z najbardziej spektakularnych inwestycji w Bielsku-Białej. Miasto zrezygnowało z budowy obiektu ryzykownego pod względem finansowym, który mógł okazać się nierentowny. Później jednak wyłożyła pieniądze na przynoszącą straty halę wielofunkcyjną i wyciąg na stoku Dębowca, a teraz kończy budowę stadionu. Czy oznacza to zmianę filozofii inwestowania środków publicznych w gminie?

Pomysł budowy aquaparku pod Szyndzielnią powstał jeszcze w czasach prezydentury Bogdana Traczyka, poprzednika Jacka Krywulta. Inwestycją miała zająć się utworzona w kwietniu 2000 roku spółka Nemo-Wodny Świat. Po wylaniu fundamentów i zmianie ekipy rządzącej w bielskim Ratuszu, realizacja inwestycji została jednak przerwana.

Pływalnie zamiast parku wodnego

Początkowo wartość inwestycji szacowano na kwotę ponad 50 mln zł. W związku z trudnościami w pozyskiwaniu kapitału i kredytów na aquapark, zmniejszono koszty inwestycji do poziomu 32-34 mln zł, a głównym wykonawcą miała zostać tzw. bielska przemysłówka (BPBP). Późniejsze problemy Mostostalu, jednego z udziałowców spółki Nemo-Wodny Świat, dostarczyły dodatkowych argumentów zwolennikom wstrzymania budowy kompleksu basenów.

W zamian postanowiono wybudować kryte pływalnie na terenie miejskich osiedli. W efekcie powstały dwie - na os. Karpackim oraz Złotych Łanach. Realizacji nie doczekała się inwestycja na os. Wojska Polskiego. - Te dwie pływalnie na chwilę obecną wydają się zaspokajać potrzeby mieszkańców. Jeśli w przyszłości zapadnie decyzja o budowie kolejnej, to prawdopodobnie zostanie ona zlokalizowana w którejś z północnych dzielnic miasta - tłumaczy Tomasz Ficoń, rzecznik bielskiego magistratu.

Mimo wcześniejszych obaw związanych z nierentownością aquaparku, w 2010 roku w Bielsku-Białej wybudowana została wielofunkcyjna - ale tylko z nazwy - hala pod Dębowcem. Z powodu fatalnej akustyki w obiekcie nie mogą odbywać się koncerty muzyczne. Hala nie jest w pełni wykorzystana również jako arena zmagań sportowych. W efekcie co roku przynosi wielotysięczne straty.

Gigantomania władz?

Tylko nieco lepiej wygląda bilans ośrodka narciarskiego na Dębowcu, który premierowy sezon zakończył minimalną stratą. Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Po stronie kosztów operatora kanapy nie są wliczane wydatki związane z dzierżawą gruntów, które w skali roku przekraczają 0,5 mln zł.

W najbliższym czasie ukończona zostanie budowa kolejnego obiektu, do którego regularnie trzeba będzie dokładać z miejskiej kasy - nowego stadionu przy ul. Rychlińskiego. W bielskim Ratuszu jeszcze nie sporządzono szczegółowych rachunków. - Na tym etapie inwestycji przewidywanie przyszłych kosztów utrzymania stadionu jest niemożliwe - tłumaczy Tomasz Ficoń. Jak pokazuje przykład Kielc, gdzie od kilku lat funkcjonuje bliźniaczy obiekt, mogą one wynieść nawet grubo ponad 2 mln zł rocznie.

Czy w ostatnich latach doszło do zmiany filozofii inwestowania środków z budżetu gminy w obiekty użyteczności publicznej? Rzecznik bielskiego magistratu żadnych zmian nie dostrzega. - Jednym z podstawowych zadań samorządu jest tworzenie i inwestowanie w miejską infrastrukturę i to od lat czynimy - podkreśla urzędnik. Dodaje równocześnie, że większość miejskich inwestycji z założenia jest nierentownych, a w przypadku budowy aquaparku głównym problemem był brak funduszy niezbędnych na sfinansowanie inwestycji oraz odrzucenie przez Radę Miejską zgody na poręczenie kredytu bankowego.

Bartłomiej Kawalec