Budynek dawnych Bielskich Zakładów Graficznych od lat popadał w ruinę. Teraz gruntownie odnowiono elewację. Czy szykuje się jakaś inwestycja?

O dawnej drukarni można dziś poczytać głównie na stronach internetowych poświęconych miejscom zapomnianym, a sprawiającym frajdę poszukiwaczom wrażeń lub niezwykłych fotografii. Bielska drukarnia została opuszczona około dwadzieścia lat temu. Stoi ogrodzona płotem. Do środka można wejść od tyłu. Obchodzimy obiekt z jednej albo drugiej strony, dostajemy się na tyły i tam przez uchylony płot albo przez czasami otwartą bramę wchodzimy do środka. Trzeba uważać na żuli, dresy albo straż miejską bądź policję, która lubi tam się wybierać na zwiady. Z dachu niesamowite widoki - pisał jeszcze nie tak dawno jeden z internautów.

Budynek położony przy zbiegu ulic Grunwaldzkiej i Drukarzy ma bogatą historię. Jak pisze Jerzy Polak w przewodniku po Bielsku-Białej, pierwsza bielska drukarnia powstała właśnie na tym miejscu w 1848 roku, a założył ją cieszyński drukarz Karol Prochaska. Następnie była to oficyna wydawnicza Edwarda Klimka. Potem należała do braci Handl, którzy drukowali wiele kalendarzy i pism wydawanych przez księdza Stojałowskiego.

W 1945 roku drukarnia została upaństwowiona. Przez kolejne dziesięciolecia praca w zakładach szła pełną parą. Po zamknięciu produkcji obiekt zaczął szybko popadać w ruinę. Z czasem każdy mógł się dostać do środka. Złomiarze wynieśli wszystko, na czym mogli zarobić. W pustych piwnicach walały się tylko śmieci, puszki po piwach i rozbite szkło. Duży budynek przyciągał meneli, dla których stał się dobrą metą i bezdomnych, którym dawał dach nad głową. Zaglądali tam również ciekawi przygód młodzi ludzie, czasami uczniowie zrywający się na wagary. A tymczasem obiekt stwarzał zagrożenie dla bezpieczeństwa.

Maria Przybyła, Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Bielsku-Białej przypomina, że nadzór interweniował w sprawie byłej drukarni wielokrotnie. Przez ostatnich kilka miesięcy przy obiekcie prowadzono intensywne roboty. Ich najbardziej widocznym efektem jest nowa zewnętrzna elewacja oraz zamurowanie, ewentualnie zakratowanie wszystkich drzwi i okien, które umożliwiały dostanie się do środka. Czy to tylko doraźne zabezpieczenie obiektu, czy też długo oczekiwana - bo takie plany były już przed laty - zapowiedź drugiego życia drukarni?

Inwestorem jest firma Arson, która ma dwa adresy - katowicki i skoczowski. Jest deweloperem powierzchni przemysłowych, oferuje gotowe zakłady przemysłowe wraz z zapleczem biurowo-socjalnym dopasowane do potrzeb klienta. Z nowej tablicy umieszczonej przez inwestora na obiekcie wynika, że realizowana jest ?rozbudowa i przebudowa dawnych zakładów graficznych oraz zmiana sposobu użytkowania z przeznaczeniem na funkcję handlowo-usługowo-biurową?. Czyżby więc w Bielsku powstawała kolejna galeria handlowo-biurowa?

Chyba jednak nie. Bogusław Mężyk z firmy Arson po pierwsze przyznaje, że firma ma problem z tym budynkiem. Obecnie wykonano pierwszy krok w kierunku jego rozwiązania - obiekt został solidnie zabezpieczony. Pojawi się również monitoring, który ma wreszcie rozwiązać nieustanne problemy z bezdomnymi i menelami. Drugi krok ma być realizowany na wiosnę. Inwestor rozważa sprzedaż obiektu albo wspólną inwestycję z jakimś deweloperem.

Tyle tylko, że takie zapowiedzi już były. Dlatego wielu bielszczan powątpiewa, że cokolwiek w tym miejscu powstanie. Podejrzewają raczej, że budynek czeka los podobny do bielskiego browaru, który miał zostać zaadaptowany do nowych celów, a tymczasem została po nim tylko kupa gruzu.

Tekst i foto: Wojciech Małysz (Kronika Beskidzka)