Notorycznie przechodzą na czerwonym
Policjanci pouczali wczoraj, a w skrajnych wypadkach karali mandatami pieszych, rowerzystów i motorowerzystów, czyli Niechronionych Uczestników Ruchu Drogowego. Wśród popełnianych przez kierowców wykroczeń dominowało nieprawidłowe przejeżdżanie przejść.
W związku z akcją ?NURD? policjanci z drogówki wspierani przez funkcjonariuszy prewencji, strażników miejskich i żandarmów wojskowych zwracali szczególną uwagę na zachowanie pieszych. Najczęściej popełnianymi przez nich wykroczeniami było przechodzenie przez jezdnię w miejscach niedozwolonych oraz pokonywanie przejść na czerwonym świetle. W sumie ujawniono 53 wykroczenia. Szesnastu pieszych zostało ukaranych mandatami, a wobec jednego skierowano wniosek o ukaranie do sądu.
W trakcie wczorajszych działań policjanci ujawnili także przypadki łamania przepisów ruchu drogowego przez kierujących. Osoby, które w rażący sposób naruszyły bezpieczeństwo pieszych ukarano mandatami. Wśród popełnianych przez kierowców wykroczeń dominowało nieprawidłowe przejeżdżanie przejść. Policja przypomina, że kierowca, który nie ustąpi przechodniowi pierwszeństwa na przejściu naraża się na mandat w wysokości 350 zł oraz dziesięć punktów karnych.
bb
Komentarze 22
A teraz bardzo proszę odnieść się do statystyk z których wynika, że w Polsce piesi odpowiadają za około 10 % ogółu wypadków, a kierowcy już 90% . Bardzo proszę uwzględnić też wspomniany brak infrastruktury ruchu pieszego (brak chodników, poboczy, przejść dla pieszych) i fakt, że Polska to kraj w którym dochodzi do największej liczby wypadków w całej UE. Rozumiem, że zakłada Pan, że mimo wszystko wypadki te powodują piesi, którzy w ostatniej chwili wręcz rzucają się pod maski samochodów.
Akcje wymierzone w pieszych w takiej sytuacji to zwykły zamordyzm, a skrzyżowania w B-B skonstruowane sa tak, że praktycznie nie da się chodzić po mieście: przez przejścia trzeba gonić, czekać kilka minut, żeby przejść czasem i 1 pas po którym nic nie jeździ , a przejścia są i tak kolizyjne (piesi zmuszeni są przebiegać pasy , bo kierowcom z jednej lub drugiej strony spieszy się bo mają zieloną strzałkę) itp - bbfan 100% racji
Wracając do ?adremu?, jak mawiał Klasyk Większy, interesujące jest to, co Pani wypisuje. Oto podobno ?Pieszy ma bezwględnie pierwszeństwo na jezdni?. Na litość każdą znaną czy teoretycznie możliwą! Jeszcze ktoś w to uwierzy i nieszczęście gotowe. Na lekcjach jakichś (przy okazji ? lekcjach?) takie cuda wygadywano? Tymczasem lektura takiego dziwnego dzieła jak ?Ustawa o ruchu drogowym? sugeruje raczej, że jezdnia służy ? o dziwo ? do jeżdżenia. Takich tam pojazdów silnikowych, na przykład. Co innego w wyznaczonych miejscach krzyżowania się ruchu pieszego i kołowego, zwanych przejściami i odpowiednio oznakowanych. Wtedy pieszy ma pierwszeństwo, owszem. Nawet jednak i tu nie pojawia się słowo ?bezwzględne?. To nie zwykła semantyka, to coś dramatycznie innego, coś decydującego o zdrowiu i życiu. Więc proszę swoje niezbyt udane notatki potraktować tak, jak zasługują. I zrobić nowe, z wykładów, a najlepiej z lektury obowiązującego prawa.
Podobny poziom, zaiste lekcyjny, prezentuje interpretacja paraleli pomiędzy światłem żółtym, a migającym zielonym. Więc tu od razu ciekawostka ? oto przepisy stanowią, że przy świetle żółtym pojazd nie ma prawa wyjechać poza sygnalizator. Na ile złotych polskich i punktów wyceniono takie kozactwo można zapytać policjanta. Wyjątek ustanowiono dla sytuacji, gdy zbliżający się do sygnalizatora pojazd nie jest w stanie wykonać manewru zatrzymania lub ten manewr mógłby spowodować zagrożenie. Długość trwania fazy żółtej powinna być tak dobrana (a tak, są odpowiednie rozporządzenia i przepisy wykonawcze), by przy dopuszczalnej na danym odcinku prędkości maksymalnej wszystko się udało i było bezpieczne. A teraz zastosujmy to do ruchu pieszego, gdy idącemu ku przejściu zapala się żółte/migające zielone. Nie ma możliwości zatrzymania się? Jakieś wyjątkowo śliskie podeszwy? Moment pędu nadmierny? Oto rozpędzony pieszy zbliża się do sygnalizatora, widzi sygnał, lecz niesprzyjające warunki fizyczne nie pozwalają mu się bezpiecznie zatrzymać, bo i droga hamowania skończy się na jezdni w poślizgu, i pędzący za nim mogą wpaść, płaszcze pomiętosić, zelówki spalić. Hm... Cuda, wszędzie cuda.
Czas skończyć, droga Pani, z lekcjami, czas zacząć czytać ze zrozumieniem. I cudze wypowiedzi, i obowiązujące ustawy. Tu postawię tezę, skoro już przypisano mi jej używanie, że właśnie wiele złego dzieje się z braku kultury właśnie. Kultury i po stronie kierujących, i po stronie pieszych, i każdego innego uczestnika ruchu. Zapewne nie uwierzy Pani, lecz gdy tylko mogę, a akurat jestem kierującym, zatrzymuję się przed przejściami, respektuję żółte sygnalizatory i inne przypadki drogowe. Na czerwonym nie przechodzę, migające zielone uważam za sygnał do opuszczenia przejścia możliwie szybko, nigdy za prawo do wejścia nań. Nie, nie jestem ideałem, błędów też ma na koncie trochę. I tu pojawia się druga strona ?kultury?, ta respektująca prawo innych do omyłki. Jednak czym innym jest incydent, czym innym jawne łamanie przepisów, czymś jeszcze innym egocentryczne myślenie o ?bezwzględnych? przywilejach. Ale tu kołem wracamy do czytania z tezą (że kierowcy to ?niefajny obraz polskich wszystko wiedzących-najlepiej?).
Co do rzekomej tezy to, jesli w ogóle coś z tej wypowiedzi się wyłania, to niefajny obraz polskich wszystko wiedzących-najlepiej jeżdżących kierowców bez kultury, co tylko potwierdzają statystyki, jeszcze bardziej dobitne gdy porówna się infrastrukturę ruchu pieszego i samochodowego .
PS. Być może forum i nasze wypociny czytają też dziennikarze. Mam pomysł na konkurs. Kto wskaże ulicę w Bielsku, na której ustawiono najwięcej znaków i ile. Idę o zakład, że wyniki mogłyby być ciekawe :-) Niestety, ale dla zwycięzcy nie ufunduję nagrody. pozdr.
Nie zmienia to kłopotliwej sytuacji niestosowania się do znaków. Zauważ, że jeszcze do dzisiaj (24.09.2013 g.19.15) zabroniony jest skręt w lewo na pobliskim rondzie, czego NIKT nie przestrzega :/
Innym miejscem jest przejście przez Stojałowskiego koło Placu Ratuszowego. Tu normą jest wchodzenie na drogę gdy zielone już miga, że koniec fazy, a nawet gdy gaśnie. No bo przecież przed chwilą jeszcze było zielone. Nie dlaje jak wczoraj przed maskę weszła mi urocza para idąca pod rękę i spacerowym kroczkiem, powolutku, bez emocji, przemaszerował przez jezdnię. Że trzy pasy stały? Bujajcie się frajerzy.
Kawałek dalej, przejścia przez 3 Maja. Dreptający niespiesznie na rynek dawno po czerwonym koło Placu Żwirki i Wigury, przebiegający sporo od przejścia pospieszni koło Hotelu Prezydent (ręka w górę, komu choć raz ktoś nie przelecial przed maską), szaleni welocypedyści na swych klekoczacych maszynach wypdający z ul. Wzgórze...
I tak dalej, i dalej, i co kawałek. Często czuję się jak idiota, gdy stoję grzecznie i czekam, a obok mnie przechodzą ludzie spieszący się bardziej niż ich rozumki. A już wieczorową porą, gdy ruch zamiera, to tylko ostatni dureń respektuje zielone dla samochodów.
Nie jestem kierowcą frustratem, większość zawartych obserwacji mam z pozycji pieszego, często wolę na nogach niż samochodem. Albo rowerem się przemieszczam. I coraz częściej mam wrażenie, że w rmach łatania budżetu (mandaty wyższe są od kierujących) uwaga służb porządkowych za bardzo skupia się na samochodach i w pieszych rodzi się poczucie bezkarności.

Klauzula informacyjna ›