Angielski, judo, rytmika i wiele innych zajęć dodatkowych w bielskich przedszkolach odbywać się może dopiero po godzinie 17.00. Takie właśnie stanowisko przyjął Miejski Zarząd Oświaty w Bielsku-Białej.

Zgodnie z pismem, które dotarło do naszej redakcji, dyrektor przedszkola może wynająć podmiotowi zewnętrznemu salę na prowadzenie zajęć. MZO wyjaśnia, że działalność ta powinna być jednak prowadzona po zakończeniu zajęć wychowania przedszkolnego oferowanych przez daną placówkę (szczegółowo o tej sprawie pisaliśmy w artykule Jałmużna za ciężką pracę).

 - W Polsce samorządy zrobiły wszystko, aby zajęcia się odbywały. W Gdańsku postanowiono, że rodzice będą mogli przekazać darowiznę na rzecz przedszkola i z tych pieniędzy finansowane będą zajęcia dodatkowe. W Bielsku-Białej tradycyjnie nic się nie da zrobić - mówi rozżalona Joanna, nauczyciel języka angielskiego w przedszkolach.

Przedstawiciele MZO przekonują, że celem ustawy, która weszła w życie 1 września, była eliminacja podwójnego płacenia za zajęcia w przedszkolach. - Przedszkole może organizować zajęcia dodatkowe w ramach możliwości kadrowych. Mamy nauczycieli, którzy posiadają podwójne kwalifikacje. Oczywiście, chodzi o te kursy, które nie są wpisane w podstawę programową - wyjaśniają w MZO.

Do tej pory za ponadprogramowe zajęcia dodatkowe rodzice płacili oddzielnie - średnio 14 lub 15 zł miesięcznie. Zgodnie z nowymi wytycznymi, przedszkola nie mogą pobierać żadnych dodatkowych opłat, poza ustaloną przez rząd złotówką. Formalnie więc rodzice nie mogą opłacać dzieciom dodatkowych kursów.

W wielu miastach Polski niezadowoleni rodzice piszą petycje do minister edukacji. Uważają, że resort nie ma prawa decydować o tym, za co chcą płacić, posyłając dziecko do publicznego przedszkola.

sza