Spór między dwiema rodzinami narasta od lat. Wydaje się, że w żadnej ze stron nie ma woli, by go zakończyć. Najlepszym dowodem jest afera o łopatę. Organa ścigania mają obowiązek podjąć działania zmierzające do wykrycia sprawcy i zebranie dowodów jego winy. Tak jest właśnie w przypadku kradzieży bez względu na to, czy mamy do czynienia z czapką gruszek, czy też kurtką o wartości 800 zł.

Katarzyna W. mieszka w domu wielorodzinnym w bielskiej Kamienicy. Trzy lata temu do mieszkania na tym samym piętrze wprowadziło się młode małżeństwo. - Wtedy zaczął się mój koszmar - przekonuje Katarzyna W., która złożyła doniesienie do prokuratury. - Wrzucano śmieci do mojego pojemnika, mimo moich uwag, a nawet wyjmowania przeze mnie worków ze śmieciami, pudełek czy pojedynczych odpadów, nie należących do mnie. Odśnieżano śnieg z parkingu do mojego ogródka na posadzone tuje, stawiano samochód w taki sposób, by uniemożliwić mi wyjazd z posesji - skarży się kobieta. Wszystko ma udokumentowane na zdjęciach.

Złośliwości na piętrze

 - Moje uwagi sąsiedzi kwitowali bezczelnymi komentarzami, ignorowali je lub atakowali mnie słowami powszechnie uznanymi za obelżywe. Nie stosowali i nie stosują żadnych zasad współżycia społecznego, nie uznają umownych zasad podziału posesji - twierdzi Katarzyna W. Kobieta posiada oświadczenie podpisane przez pozostałych sąsiadów, że przy odbiorze mieszkań zaakceptowali umowny podział klatki schodowej. - Oznacza to, że każdy z nas ma swoją część korytarza. Łopata mojej sąsiadki powinna więc stać po jej stronie klatki schodowej - podkreśla pani Katarzyna.

Miarka przebrała się, gdy nowi lokatorzy zaczęli stawiać przy drzwiach Katarzyny W. łopatę do odśnieżania. - Wiele razy ją przekładałam na ich stronę korytarza. W końcu schowałam ją w domu, bo miałam dość ciągłego potykania się o ich rzecz. Wtedy wezwali policję. Dwóch funkcjonariuszy przez godzinę spisywało protokół. Odebrali ode mnie łopatę i wręczyli ją właścicielom. Ci znowu postawili ją przy moich drzwiach. Tyle, że teraz zabezpieczyli ją łańcuchem z kłódką - denerwuje się Katarzyna W. Z urzędu będzie miała proces o kradzież łopaty.

Każdy ma swoje racje

Anita D. uważa, że to właśnie mieszkająca po drugiej stronie korytarza Katarzyna W. jest osobą konfliktową. - Podział korytarza jest umowny, ponieważ nie ma w akcie notarialnym mowy o tym, ile metrów klatki schodowej do kogo należy - wyjaśnia młodsza kobieta. - Łopata, którą ukradła nam sąsiadka, przez trzy lata stała w tym samym miejscu. Pewnego dnia zaczęła pani Katarzynie przeszkadzać. Gdyby nas grzecznie poprosiła o jej przestawienie, to byśmy to zrobili. Sąsiadka zaczęła jednak rzucać łopatę pod naszymi drzwiami. Myśmy ja przestawiali i pewnego dnia nam ją zabrała. Ponieważ sąsiadka zgłosiła na policję, że mój mąż jej groził, myśmy zgłosili kradzież łopaty, którą kobieta ukryła w szopie na swojej działce - Anita D. przedstawia swoją wersję wydarzeń.

Odzyskaną łopatę Anita D. przymocowała łańcuchem do wodomierza na korytarzu. - Baliśmy się, że w końcu nam drzwi do mieszkania uszkodzi, tak mocno nią rzucała - podkreśla Anita D., która uważa, że nie ma możliwości dogadania się z sąsiadką. - Rowery należące do pani Katarzyny zajmują 90 procent powierzchni korytarza. To według niej jest w porządku, ale kiedy my mamy na klatce schodowej łopatę, to już jest wielka afera - denerwuje się Anita D.

Będzie apelować

W polskim prawie zasada ścigania z urzędu nie wymaga inicjatywy osób pokrzywdzonych. Przestępstwa są ścigane przez prokuraturę i policję. Mają one obowiązek - niezwłocznie po uzyskaniu informacji o podejrzeniu popełnienia przestępstwa - podjąć działania zmierzające do wykrycia sprawcy i zebranie dowodów jego winy. Tak jest właśnie w przypadku kradzieży bez względu na to, czy mamy do czynienia z czapką gruszek, czy też kurtką o wartości 800 zł. Dlatego Katarzyna W. ma sprawę o kradzież szufli.

Według sąsiadów, łopata warta jest 60 zł, a zdaniem Katarzyny W. - tylko 19 zł. - Wyjaśniałam już policjantom, że łopaty nie ukradłam, a tylko ją schowałam, bo sąsiedzi mi ją regularnie stawiali przy drzwiach. Prawnik jednak wytłumaczył mi, że sąd może mi nakazać zapłacić grzywnę, bo formalnie oskarżono mnie o kradzież. Niczego nie ukradłam i będę się od wyroku odwoływać -  mówi Katarzyna W.

xxx

Skłóceni sąsiedzi ani myślą pogodzić się bez udziału wymiaru sprawiedliwości, choć tak naprawdę wystarczyłoby, by każda ze stron okazała trochę dobrej woli.

Anna Szafrańska

Imiona i inicjały nazwisk bohaterów zostały zmienione.