Zdrowotnych zalet ruchu nie kwestionuje nikt. Przed zawałem najskuteczniej ucieka się przecież na własnych nogach. Zmusić się do regularnej aktywności jest jednak trudno. Nie ma na to czasu, już nie te lata, by się ?katować?, za dużo kilogramów tu i tam... Ale, jak się okazuje, to nie musi być czasochłonne, nie wymaga też ?zażynania się?, a i zbędne kilogramy nie są przeszkodą, by się żwawiej - dla zdrowia - poruszać.

Tak stanowczo twierdzi były bielski długodystansowiec, obecnie ceniony trener lekkiej atletyki, Stefan Ruśniak. Prośbę ?Kroniki? o przedstawienie recepty na bieganie dla każdego 66-letni szkoleniowiec spełnił z ochotą, dzieląc się swym ponadpółwiecznym - bo tyle lat jest ?przy bieganiu? - doświadczeniem. Oto, co odpowiedział na nasze pytania:

Każdy biegać może? - Pewnie! Oczywiście, trzeba mieć rozeznanie co do stanu swojego zdrowia, czyli mieć pewność, że nie choruje się na serce, nie ma się kłopotów z ciśnieniem ani nie cierpi na jakąś inną poważniejszą dolegliwość, ale jeśli wzbranianie przed bieganiem sprowadza się do stwierdzeń: jestem na to za stary, za gruby albo że nigdy tego nie robiłem i ?umrę? od zakwasów - mówię wprost: to są czcze wymówki!

Najlepsza pora dnia na bieganie? - Każda, pod warunkiem, że ostatni posiłek zjedliśmy przynajmniej trzy godziny wcześniej. Rano, przed pójściem do pracy, radziłbym potruchtać tym, którzy pracują umysłowo. Usiądą za biurkiem ze świeżą głową i zapasem energii. Popołudniowa czy wieczorna przebieżka dobrze zrobi pracującym fizycznie. Odświeżą się, zregenerują. Ale tak nie zawsze się da - najważniejsze, by biegać.

Ile na początek można sobie zaserwować - kilometr, pięć, dziesięć? - Zapomnijmy o kilometrażu, ustanawianiu rekordów czy śrubowaniu wyników. Proponuję zacząć od trwających kwadrans, góra dwadzieścia minut, ?truchtanek?. Nieistotne, ile w tym czasie się przebiegnie. Ważne, by być w ruchu. Biegajmy z głową, w swoim tempie. Jeśli po kilku minutach potrzebna jest przerwa, to obowiązkowo należy odsapnąć, co jednak nie oznacza leżenia plackiem, bezruchu. Przystanąć, machnąć kilka skłonów, poruszać ramionami, zrobić przysiad, chlapnąć łyczek napoju i po takim krótkim antrakcie - truchtać dalej. Jeśli ktoś nie ma możliwości biegać codziennie, to chociaż niech znajdzie na to czas dwa razy w tygodniu.

Od kiedy można zacząć dokładać sobie kolejne minuty czy nawet kwadransy biegania? - Jeśli się biega z rozsądkiem, o co apeluję, to nikt inny, jak tylko my sami będziemy najlepiej wiedzieć, na podstawie reakcji naszego organizmu - czy i kiedy to zrobić. Myślę, że po miesiącu kwadransowego truchtania każdy już będzie w stanie stopniowo wydłużać sobie czas przebieżek. Jak dojdziemy do takiej formy, że bieganie przez czterdzieści pięć minut, no - do godziny, nie będzie nas męczyć, to będzie mistrzostwo świata!

W czym biegać? - Tu nie ma żadnej filozofii ani czarów-marów - w wygodnym obuwiu! Swój pierwszy maraton przeleciałem w szarych, zwykłych mesztach, czyli tenisówkach, i nie zrobił mi się nawet najmniejszy odcisk. Ubiór do biegania powinien być lekki i luźny. Bardzo ważne: - po czym biegać! Bieganie tylko po asfalcie jest zgubne dla kolan i stawów. Wyznaczajmy sobie trasy o urozmaiconym, stroniąc od twardego, podłożu.

Tekst i foto: Tomasz Giżyński (Kronika Beskidzka)