Ciągle w remoncie
Jeszcze na początku sierpnia wydawało się, że uda się definitywnie zakończyć przebudowę parku Słowackiego w Bielsku-Białej. Na razie jednak nic z tego nie wyszło. Data 15 sierpnia, jaką sam sobie wyznaczył wykonawca remontu, nie została przez niego dotrzymana.
O ślimaczącej się rewitalizacji parku pisaliśmy już kilka razy. Pomijając szczegóły przypomnijmy, że prace budowlane prowadzone przez prawie cały ubiegły rok, zostały w parku zakończone już w styczniu. A że był to środek zimy, z oficjalnym odbiorem wykonanych robót władze miasta poczekały do wiosny. Na wypadek, gdyby okazało się, że coś, co skrywał śnieg, trzeba będzie poprawić. Okazało się to słusznym posunięciem. Park był bowiem jedną wielką fuszerką.
Wykonawca zaczął więc naprawiać to, co sfuszerował. Pracuje od wiosny i końca nie widać. A wykonuje te poprawki także we własnym interesie, bo na taką właśnie ewentualność inwestor, czyli gmina Bielsko, zażyczył sobie, aby wykonawca zdeponował w ratuszu ponad 300 tys. zł. I nie otrzyma jej dopóki gmina nie dokona oficjalnego odbioru inwestycji.
Drobne niedociągnięcia udało się już poprawić, lecz w kolejce do usunięcia czekają jeszcze dwie grubsze usterki, które najprawdopodobniej nie wynikają ze złego wykonawstwa, lecz z błędów popełnionych na etapie projektowania. Chodzi o dwie źle działające i obecnie całkowicie wyłączone fontanny oraz wodę zbierającą się na najniższym poziomie parkingu. Wykonawca obiecał jednak, że nie oglądając się na to kto zawinił, usunie te mankamenty do 15 sierpnia i tym samym będzie mógł odzyskać wreszcie zdeponowane pieniądze. Ale czas minął, fontanny nadal nie działają, a woda ciągle zalewa parking. Co na to Ratusz?
Henryk Juszczyk, pełnomocnik prezydenta miasta przyznaje, że miarka się przebrała i jeśli usterki nie zostaną w tym miesiącu usunięte, gmina zaangażuje inną firmę, która naprawi to, z czym tak długo dotychczasowy wykonawca nie może się uporać. Natomiast on będzie musiał pożegnać się z depozytem, bo to właśnie z tych pieniędzy zostanie sfinansowane wynajęcie nowej firmy.
Henryk Juszczyk zapewnia także, że w najbliższym czasie zostanie usunięte jeszcze jedno niedociągnięcie, dostrzeżone dopiero niedawno. W tym przypadku nie chodzi jednak o fuszerkę, lecz o poprawę bezpieczeństwa bawiących się w parku dzieci. Przygotowano dla nich ścieżkę rowerową, która kończy się dość niefortunnie na skraju stromej skarpy. Co prawda miejsce to jest oznakowane, lecz teraz pojawią się tam dodatkowo barierki, które uniemożliwią maluchom zjazd ze stromej górki, co - jak się okazało - było dla wielu małych rowerzystów wielce pociągającą, acz niebiezpieczną zabawą.
Marcin Płużek (Kronika Beskidzka)

Komentarze 16
Problem w tym czy pilnuje się normy, czy bieże się w łapę.Po temacie.

Klauzula informacyjna ›