Trudno zrozumieć, jaką polityką kierowali się bielscy decydenci, ogołacając główny trakt miasta - ulicę 11 Listopada m.in. z kwiaciarek. Pobawiona tego barwnego elementu przestrzeń publiczna zieje dzisiaj nudą i pustką.

Swego czasu kwiaciarki można było spotkać w kilku miejscach ulicy 11 Listopada. Dzisiaj próżno ich szukać na całej długości traktu. Podobnie, jak małych kafejek czy straganów z owocami i warzywami. Ulica przestała pełnić funkcje spacerowo-rozrywkowe. Korzystamy z niej głównie wtedy, gdy przemierzamy miasto z jednego końca na drugi. 

Handel w urzędowych karbach

 - To smutna prawda - przyznaje Henryk Juszczyk, długoletni bielski samorządowiec. - Pamiętam czasy, kiedy na tej ulicy tętniło życie, i to nie tylko w południe. Pan Henryk przyznaje, że zastanawia się, co takiego się stało, że w charakterystycznych miejsca ulicy - jak chociażby na skrzyżowaniu z Komorowicką - próżno dzisiaj szukać kwiaciarek. - Najwidoczniej przeniosły się w inne miejsce - twierdzi obecny pełnomocnik prezydenta Bielska-Białej.

Kwiaciarki, podobnie jak zresztą cały tzw. obwoźny handel, czyli drobni straganiarze i sprzedawcy, zaczęli znikać z bielskich ulic dokładnie 10 lat temu. Wtedy to, w czerwcu 2003 roku radni za namową ówczesnych władz miasta zdecydowali w specjalnej uchwale, że każdy przypadek handlu obwoźnego musi być zarejestrowany przez odpowiedni wydział magistratu.

 - Pamiętam, że sporo było wtedy głosów za tym, aby uporządkować tego typu handel w mieście, bo tak zwani straganiarze wystawiali często swoje towary przed sklepami, których właściciele narzekali, że skoro płacą podatki, to dlaczego robi się im konkurencję - wspomina Henryk Juszczyk, który przyznaje, że dziś branży spożywczej na 11 Listopada praktycznie nie ma.

W ratuszu bez recepty

Wytrzebiono, jak widać, również straganiarzy, a tym samym zniknął swego rodzaju koloryt głównego kiedyś traktu spacerowego miasta. Ostatnio zresztą przepędzono też drobnych handlarzy z ulicy Sikorskiego. Komu przeszkadzali, tego nikt nie wie. Władze miasta przyznają, że ulica 11 Listopada praktycznie ?umarła?, lecz żadnej recepty na to w ratuszu nie ma.

 - Część kamienic przy tej ulicy jest prywatna i nie mamy wpływu na to, czy ktoś otworzy kafejkę, czy woli wynająć pomieszczenia dla, na przykład, banku - mówi Szymon Gąsowski z biura rzecznika prasowego Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej. - Co do kwiaciarek, to najwidoczniej nie chciały płacić za miejsce do sprzedaży i dlatego zniknęły. Podobnie, jak osoby handlujące na ulicy Sikorskiego.

Kwiaciarki, czyli z reguły starsze panie sprzedające na ulicy kwiaty z własnych ogrodów zarabiają dziennie po kilkanaście, kilkadziesiąt złotych?

Tekst i foto: Krzysztof Oremus